Odetchnęła z ulgą, gdy pojawił się właściciel psów. Nie miała mu za złe, że psy chciały ją zaatakować. Rozumiała je i zawsze starała się unikać spotkania z innymi stworzeniami. Nie przepadały za nią, mimo że ona chciałaby mieć możliwość kochania ich. Spojrzała po psach, a te z cichymi warknięciami schowały się za mężczyzną. Uśmiechnęła się w końcu do Philipa i nałożyła na głowę kapelusz wstając z trawy i otrzepując się z niej. Poprawiła sukienkę, aby odpowiednio się ułożyła.
– Nie pana wina. Nie można mieć pełnej władzy nad istotami żywymi – odpowiedziała nadal delikatnie się uśmiechając, zaczesała przy tym kosmyk włosów za ucho. Zawsze tak robiła, gdy była zdenerwowana i delikatnie zestresowana.
Zaczęła mu się uważnie przyglądać. Miała wrażenie, że skądś go kojarzy, ale nie była pewna. W cyrku, w którym pracowała i mieszkała przewijało się mnóstwo ludzi, więc możliwe, że gdzieś się tam może przewinął, ale ręki sobie uciąć za to nie da. Możliwe, że był znany? Tego też pewna nie była. Jej życie zaczynało się i kończyło na cyrku – póki co! Elaine dopiero zaczynała żyć, dopiero poznawać świat. Wcześniej była tylko dzieckiem, które za wiele nie mogło zdziałać w świecie dorosłych, ponieważ nawet czarować legalnie nie mogła, a co dopiero chodzić po różnych miejscach. Była w prawdzie zawsze samodzielna, bo nigdy nie miała opiekuna prawnego jak większość żyjących ludzi, ale starała się być rozsądna i unikać kłopotów; ale nie być złapana na kłopotach – ponoć to różnica.
– Nazywam się Elaine, przykro mi że byłam powodem przerwania pana spaceru – powiedziała w końcu i wyciągnęła do niego dłoń. Jej wzrok co jakiś czas padał na niespokojne psy, które chyba zaczynały przyzwyczajać się do jej obecności, ale nie znała się na zwierzętach za bardzo, więc pewności nie miała.