Po raz kolejny wpadł w pułapkę zastawioną przez Laurenta. Manipulacja przypominała lepką pajęczą nić, z której bardzo trudno było się uwolnić i to właśnie go spotykało w tym momencie. Wszystko to było okropnie zagmatwane, starał się jednak myśleć, że ma to pod względną kontrolą. To było jedynie złudzenie. Wszystko to pogłębiało jego zagubienie. Nie wyzbył się tego, co łączyło go z Laurentem.
Nie było to pozbawione znaczenia i bardzo dobrze wspominał każdą wspólnie spędzoną chwilę, co wpływało w dużej mierze na jego pragnienie do powrotu do tego, co było. Nie wydawało mu się to rozsądne. Oznaczałoby to powrót do tego jakże satysfakcjonującego ich układu na starych zasadach. On bardzo dobrze wiedział, jak bardzo trudna jest zmiana własnych przyzwyczajeń i wyzbycie się złych nawyków. Tak samo jak zignorowanie własnych potrzeb i oczekiwań względem relacji z drugim człowiekiem.
Cała sytuacja stanowiła dla niego pewien ewenement, co wynikało z tego, że po raz pierwszy jakikolwiek dziennikarz nie był zainteresowany przeprowadzeniem z nim wywiadu. Za tym mogło kryć się coś więcej. Przez długi czas nie utrzymywali ze sobą kontaktu, a gdy to robili to również nie dzielili się tym, co działo się w ich życiach. Nie wiedział zatem, co towarzyszący mu mężczyzna robił w wolnym czasie i prawdopodobnie się nie dowie. Pewnych rzeczy również nie chciał się dowiedzieć.
Przysłuchując się wymianie zdań między dziennikarzem a Laurentem, rozważał czy sam powinien dodać coś od siebie do jego wypowiedzi. Mógłby spróbować nawet przejąć ten wywiad, skupić na sobie uwagę tego dziennikarza, jednak Laurent jak dotąd całkiem dobrze sobie radził z udzielaniem odpowiedzi na pytania zadane mu przez Bagshota. Wymienił z nim jednak porozumiewawcze spojrzenie, jakby chcąc zapytać czy ma może nie tyle przejąć ten wywiad, co po prostu spróbować spławić tego reportera. Decyzja należała do niego.
— Zechce Pan skomentować wypowiedzi pracowników Ministerstwa odnośnie sytuacji podczas Beltane? O ile czytał Pan ten artykuł — Dziennikarz zdecydował się przerwać pisanie po to aby zadać Laurentowi kolejne pytanie odnośnie zamachu podczas Beltane. Nawiązywał do artykułu zawierającego wypowiedzi pracowników najważniejszej instytucji w świecie brytyjskich czarodziejów.
— Całkiem długo. — Niespodziewanie dziennikarz zadał mu pytanie odnośnie długości jego znajomości z Laurentem. Udzielenie na nie odpowiedzi wymagało odpowiedniego dobrania słów, tak aby jego wypowiedź była jednoznaczna. On bardzo dobrze wiedział, że dziennikarze zawsze węszą za tanią sensacją niczym niuchacz za złotem. Odpowiedział nad wyraz uprzejmie, z delikatnym uśmiechem i jednocześnie bez wdawania się w szczegóły. — Jako wolontariusz pomagałem przeczesywać las w poszukiwaniu ofiar, razem z towarzyszącym mi Aurorem. — Odpowiedział na kolejne pytanie tego mężczyzny, nie zdradzając tożsamości towarzyszącej mu Lucy Longbottom. Postanowił również pominąć niewygodny dla siebie fakt, że przeraził się na widok wiszącej na drzewie maski i szaty, myśląc że to Śmierciożerca oraz to, że zapragnął przez to opuścić ten las.