Borgin już startował do sprawdzenia całego mieszkania niczym koń na starcie wyścigu ale został powstrzymany. Avery złapała go za rękę i tym samym spowodowała, że z samej czołówki Wielkiej Pardubickiej, został na jej szarym końcu. Brawo ona - marzenia o złotym medalu, którego i tak by nie dostał, spełzły na niczym. Co by nie mówić już nic o tym wyścigu, którego jedynym uczestnikiem był Stanley, Stelli udało się go zatrzymać. Zamarł w bezruchu, na moment spoglądając w jej kierunku, by po chwili powrócić wzrokiem do wnętrza mieszkania, zupełnie jakby się spodziewał jakiegoś ataku ze strony... bliżej nieokreślonej osoby.
Stella wyglądała jakby... nic się nie stało. Wyglądała wręcz jakby była zaskoczona tą całą wizytą Stanleya. Czy rzeczywiście nic się nie stało? Może ten typ kazał jej się tak zachowywać pod groźbą zrobienia krzywdy? A może po prostu Stanleyowi zaczęło trochę odbijać i powinien przystopować ze swoimi domysłami, które go najwidoczniej przerastały. Dziwnie? Zapytał sam siebie w myślach, unosząc zdziwioną brew. Nie przypominał sobie, aby wyglądał jakoś inaczej, niż zwykle? Fakt. Tym razem miał mundur i chyba nigdy mu się nie zdarzyło odwiedzić Pokątnej w tymże stroje... No ale to nie było przecież nic dziwnego. Ubiór jak ubiór. To tak jakby miał zwrócić uwagę pannie Avery, że ta wygląda dziwnie bo założyła granatową sukienkę... Znaczy nie wyglądała dziwnie, bo wyglądała zjawisko jak zawsze... Ale wiadomo o co chodzi.
Borgin przyłożył wolną dłoń do jej polika i powoli, bardzo spokojnie przesunął jej twarz raz w jedną, a później w drugą stronę, aby przyjrzeć się jej szyi. Chwilę później podniósł jeden nadgarstek, a potem ponownie jak przed chwilą, drugi. Nic? Wszystko w porządku... Opuścił różdżkę, przenosząc swój wzrok na jej twarz, puszczając jej nadgarstek. Nic się nie stało... Odetchnął z ulgą, łapiąc oddech w płucach. Cieszył się niezmiernie, że ten psychol nie powrócił. Teraz miał chociaż pewność, że jeden z nich na pewno nie nawiedzał Stelli ale pozostała kwestia drugiego o którego miał zamiar ją zaraz wypytać.
- Nikt Cię nie nawiedzał ostatnio? Nie czułaś się obserwowana? Nie śnił Ci się jakoś dziwny mężczyzna ze strzelbą w ręku, który mówił, że "go" przegonił i nic Ci nie grozi? - zapytał trochę zdenerwowanym głosem, zdając sobie sprawę, że po raz kolejny zaczyna to brzmieć jak przesłuchanie - Usiądźmy... Wyjaśnię to po kolei... - przyznał, ciężko wzdychając by po chwili wskazać otwartą dłonią legendarną już chyba kanapę. Sam ruszył niemal od razu, chowając uprzednio różdżkę do wewnętrznej kieszeni płaszcza.
Dotarł powolnym krokiem na miejsce spoczynku gdzie zasiadł i załamał twarz w dłoniach. Nie trwało to zbyt długo. Zaraz podniósł się z powrotem i skupił swoją uwagę na Avery - Stella... - zawahał się na moment, zastanawiając się jak powinien ubrać to w słowa aby jej zbytnio nie przestraszyć - Pamiętasz jak kilka lat temu miałaś bardzo dziwny sen... Gdzie byłem też ja i de facto uratowałem Cię z nim kilka razy? - zapytał, przygryzając wargę - Jakby Ci to wytłumaczyć... Weź sobie może lepiej coś do picia - zaproponował jeszcze zanim przeszedł do sedna sprawy.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972