09.11.2022, 22:22 ✶
Geraldine doskonale czuła się w towarzystwie Gio. Mimo, że wiele ich dzieliło, mieli rożne zdania na pewne tematy, to wcale nie było tego widać w ich relacji. Nie wchodzili sobie w drogę, lubili spędzać ze sobą czas - to było najważniejsze. Miała ogromne szczęście, że poznała go podczas jednego z podobnych do tego bali, chociaż czy to właściwie był bal? Nie mogła sobie przypomnieć. Istotne było jedynie to, że los kiedyś skrzyżował ich drogi.
- Myślisz, że to wystarczy. Zrobiłabym w tej chuście furorę, chociaż bałabym się nieco, że gdzieś, na którymś kosmyku jednak pojawi się burgund. Wiesz, że nie wszyscy są przyzwyczajeni do widoku krwi. - Gio zawsze o niej pamiętał. Za każdym razem przywoził jej jakieś drobiazgi ze swoich wypraw, co było naprawdę miłe. Poczuła dotyk jego dłoni na ramieniu, jednak zniknęła z niego równie szybko, co się tam znalazła. Wiedziała, że Urquart kieruje się w życiu pewnymi zasadami, zapewne się zapomniał, ona nie miała mu tego w żaden sposób za złe.
- Oj, nie patrz na mnie takim wzrokiem. - Zaśmiała się w głos. - Wiesz jak to ze mną jest, w miejscach jak to, potrzebuję wlać w siebie trochę trunków, żeby się świetnie bawić. Oczywiście, nie z Tobą, tylko ta cała reszta. Sukienki, tańce... na trzeźwo mogę mieć problem, żeby sobie z tym poradzić.- Jako, że Gio nie oponował, to udali się do wodopoju. Geraldine sięgnęła po kieliszek z szampanem, niech już będzie i upiła z niego łyk. - Całkiem dobre.- Postanowiła podzielić się swoją opinią.
- Prawda, Ty akurat świetnie się w tym wszystkim odnajdujesz, naprawdę Cię podziwiam.- Przez wiele lat obserwowała zachowanie przyjaciela podczas takich wydarzeń i za każdym razem była pełna podziwu jak łatwo udawało mu się w tym wszystkim lawirować. - Jesteś synem idealnym, kto normalny planuje prezent dla matki z takim wyprzedzeniem. Myślałeś już o czymś konkretnie, czy sądzisz, że licytacja Cię zainspiruje?- Zapytała faktycznie zaciekawiona.
- Właściwie to nie wiem, to zależy. Wiesz, że nie bawią mnie suknie, biżuteria i inne takie. Mam jedno urodzinowe marzenie, jednak tutaj raczej go nie spełnię.- Yaxley ostatnio zaprzątała głowę jedna myśl. Smok. Chciała zdobyć smocze jajo, żeby mieć swojego własnego smoka, nie mówiła jeszcze o tym Gio, nie miała okazji.
- Oczywiście, chodźmy.- Dopiła zawartość kieliszka i wzięła kolejny do ręki. Następnie udali się bliżej miejsca, w którym odbywała się licytacja. Cały czas stała przy boku Urquarta. Widać było, że nie odpuści i będzie licytował do skutku, ciekawe co na to wszystko Jonathan.
- Myślisz, że to wystarczy. Zrobiłabym w tej chuście furorę, chociaż bałabym się nieco, że gdzieś, na którymś kosmyku jednak pojawi się burgund. Wiesz, że nie wszyscy są przyzwyczajeni do widoku krwi. - Gio zawsze o niej pamiętał. Za każdym razem przywoził jej jakieś drobiazgi ze swoich wypraw, co było naprawdę miłe. Poczuła dotyk jego dłoni na ramieniu, jednak zniknęła z niego równie szybko, co się tam znalazła. Wiedziała, że Urquart kieruje się w życiu pewnymi zasadami, zapewne się zapomniał, ona nie miała mu tego w żaden sposób za złe.
- Oj, nie patrz na mnie takim wzrokiem. - Zaśmiała się w głos. - Wiesz jak to ze mną jest, w miejscach jak to, potrzebuję wlać w siebie trochę trunków, żeby się świetnie bawić. Oczywiście, nie z Tobą, tylko ta cała reszta. Sukienki, tańce... na trzeźwo mogę mieć problem, żeby sobie z tym poradzić.- Jako, że Gio nie oponował, to udali się do wodopoju. Geraldine sięgnęła po kieliszek z szampanem, niech już będzie i upiła z niego łyk. - Całkiem dobre.- Postanowiła podzielić się swoją opinią.
- Prawda, Ty akurat świetnie się w tym wszystkim odnajdujesz, naprawdę Cię podziwiam.- Przez wiele lat obserwowała zachowanie przyjaciela podczas takich wydarzeń i za każdym razem była pełna podziwu jak łatwo udawało mu się w tym wszystkim lawirować. - Jesteś synem idealnym, kto normalny planuje prezent dla matki z takim wyprzedzeniem. Myślałeś już o czymś konkretnie, czy sądzisz, że licytacja Cię zainspiruje?- Zapytała faktycznie zaciekawiona.
- Właściwie to nie wiem, to zależy. Wiesz, że nie bawią mnie suknie, biżuteria i inne takie. Mam jedno urodzinowe marzenie, jednak tutaj raczej go nie spełnię.- Yaxley ostatnio zaprzątała głowę jedna myśl. Smok. Chciała zdobyć smocze jajo, żeby mieć swojego własnego smoka, nie mówiła jeszcze o tym Gio, nie miała okazji.
- Oczywiście, chodźmy.- Dopiła zawartość kieliszka i wzięła kolejny do ręki. Następnie udali się bliżej miejsca, w którym odbywała się licytacja. Cały czas stała przy boku Urquarta. Widać było, że nie odpuści i będzie licytował do skutku, ciekawe co na to wszystko Jonathan.