29.09.2023, 01:28 ✶
Przytrzymał jej dłoń, może odrobinę za długo, jakby rozleniwiając się w tym całym geście, kiedy poczuł dziwną satysfakcje z niego płynącą. Bynajmniej jednak chodziło o zadanie, jakie dostał od Marka, ale o coś o wiele dla niego dziwniejszego. jakby samo jej ciepło, kiedy tylko dotknęło jego skóry i przeniknęło głębiej, odczuwał jakoś bardziej.
- Słyszał...? - zmarszczył brwi, bo akurat do jego uszu zdawało się nie docierać niczego dziwnego. Co innego, jeśli chodziło o zapachy. Atreus zmarszczył nieco nos, rozglądając się dookoła, kiedy uderzył go zapach soli i glonów, jakby nagle nie byli na luksusowym jachcie tylko starej, rozklekotanej łajbie, którą ktoś wyciągnął z samego dna morza. Starał się jednak nie zostawać w tyle i w sumie starał, to bardzo dobre określenie, bo szło mu całkiem nieźle póki żyrandol nie zakołysał się niebezpiecznie, a on nie poślizgnął się na schodach.
Złapał się barierki, przez moment absolutnie przekonany, że te schody są całe mokre od wody. Kiedy jednak złapał na nowo pion, wyścielający je dywan był suchutki, a cała konstrukcja zdawała się solidna jak zwykle. Zszedł z ostatniego stopnia, na moment przystając i oglądając się przez dłuższy moment na całe atrium. Na schody, na żyrandol, który wcale się nie kołysał niebezpiecznie i tkwił w miejscu dostojnie jak zawsze.
Odwrócił się i poszedł za Brenną, przystając obok niej i jej córki, obdarzając dziewczynkę krótkim, przyjacielskim uśmiechem.
- Twoja mama strasznie się o ciebie martwiła, młoda damo. Zobaczyłaś coś ciekawego, jak tak tutaj siedziałaś? - zagadał do niej swobodnie, trochę nie wiedząc co właściwie powinien zrobić w tej sytuacji innego.
- Słyszał...? - zmarszczył brwi, bo akurat do jego uszu zdawało się nie docierać niczego dziwnego. Co innego, jeśli chodziło o zapachy. Atreus zmarszczył nieco nos, rozglądając się dookoła, kiedy uderzył go zapach soli i glonów, jakby nagle nie byli na luksusowym jachcie tylko starej, rozklekotanej łajbie, którą ktoś wyciągnął z samego dna morza. Starał się jednak nie zostawać w tyle i w sumie starał, to bardzo dobre określenie, bo szło mu całkiem nieźle póki żyrandol nie zakołysał się niebezpiecznie, a on nie poślizgnął się na schodach.
Złapał się barierki, przez moment absolutnie przekonany, że te schody są całe mokre od wody. Kiedy jednak złapał na nowo pion, wyścielający je dywan był suchutki, a cała konstrukcja zdawała się solidna jak zwykle. Zszedł z ostatniego stopnia, na moment przystając i oglądając się przez dłuższy moment na całe atrium. Na schody, na żyrandol, który wcale się nie kołysał niebezpiecznie i tkwił w miejscu dostojnie jak zawsze.
Odwrócił się i poszedł za Brenną, przystając obok niej i jej córki, obdarzając dziewczynkę krótkim, przyjacielskim uśmiechem.
- Twoja mama strasznie się o ciebie martwiła, młoda damo. Zobaczyłaś coś ciekawego, jak tak tutaj siedziałaś? - zagadał do niej swobodnie, trochę nie wiedząc co właściwie powinien zrobić w tej sytuacji innego.