29.09.2023, 02:13 ✶
- Zatem jesteśmy dogadani. Jak chcesz, to pyknę jeszcze sowę do jakiegoś redaktora na szybko, żeby znaleźli się na naszej trasie odpowiedni ludzie - uśmiechnął się do niej zaczepnie, ciągnąc tę głupotkę jeszcze dalej. Oczywiście, ani nie miał zamiaru nikomu sowy wysyłać, ani też chodzić z Victorią pod rękę, nawet jeśli w sumie to nie miałby nic przeciwko temu. Ale zwyczajnie miał wrażenie, ze nawet jeśli zyskany rozgłos był przyjemny, to były dla niego pewne granice. Na przykład takie, które wyznaczała kawa w mniej uczęszczanym lokalu.
- Chętnie powiedziałbym, że rozumiem, ale na szczęście mi nikt nie kazał chodzić. Ale czułem się tak cholernie słabo, jak chyba jeszcze nigdy w życiu - a ten widelec, którym jadł podane przez Sarah śniadanie, to w sumie trzymał ledwo. Troszkę po złośliwości, kiedy jeszcze znajdował się w kowenie, był zdania że to jej paplanie go tak osłabiło, ale prawda jednak była taka, że wycieczki do Limbo to nie była mało wymagająca dla ciała i duszy przygoda. - W sumie też się z nią umówiłem, ale dopiero na jutro. Wcześniej badała mnie siostra, ale chciałem zasięgnąć opinii drugiej osoby. Kogoś... - zatrzymał się na chwilę, mieląc w głowie to co chciał powiedzieć. - Kogoś komu zimne ciała są mniej obce - powiedział to z boleścią wypisaną na twarzy. Podziękował też dziewczynie, która przyniosła im kawę i ciasto, znowu też zapatrując się na dwójkę aurorów nieco dłużej niż na innych klientów, zanim wróciła za ladę. - Na całej jednak szczęście dla niej, wracam do pracy w najbliższy poniedziałek i chętnie coś od niej wezmę. Jak mam być szczery, to przeglądałem te napływające z Kniei i Polany, kiedy siedziałem u Macmillanów. Borgin mi je przyniósł i cholera, tyle się tam działo - westchnął ciężko, zaglądając do swojej filiżanki i upijając łyk.
- Hm... Florence rzuciła coś, że dobrze że nie wróciłem z klątwą... Co takiego stało się Mavelle, jeśli można wiedzieć? - zainteresował się wyraźnie, bo jego siostra nie była zbytnio gadatliwa w tym temacie, jak zawsze z resztą.
- Musieli mnie wyciągnąć do życia siłą. Isobell Macmillan własnoręcznie przywróciła mnie do życia jakimś rytuałem, bo z jakiegoś powodu nie poszło mi tak dobrze, jak wam. Zakładam że przez rany z którymi wszedłem do portalu. Kiedy byłem w środku czułem się słaby przez cały czas. Czułem jak ucieka ze mnie życie.
- Chętnie powiedziałbym, że rozumiem, ale na szczęście mi nikt nie kazał chodzić. Ale czułem się tak cholernie słabo, jak chyba jeszcze nigdy w życiu - a ten widelec, którym jadł podane przez Sarah śniadanie, to w sumie trzymał ledwo. Troszkę po złośliwości, kiedy jeszcze znajdował się w kowenie, był zdania że to jej paplanie go tak osłabiło, ale prawda jednak była taka, że wycieczki do Limbo to nie była mało wymagająca dla ciała i duszy przygoda. - W sumie też się z nią umówiłem, ale dopiero na jutro. Wcześniej badała mnie siostra, ale chciałem zasięgnąć opinii drugiej osoby. Kogoś... - zatrzymał się na chwilę, mieląc w głowie to co chciał powiedzieć. - Kogoś komu zimne ciała są mniej obce - powiedział to z boleścią wypisaną na twarzy. Podziękował też dziewczynie, która przyniosła im kawę i ciasto, znowu też zapatrując się na dwójkę aurorów nieco dłużej niż na innych klientów, zanim wróciła za ladę. - Na całej jednak szczęście dla niej, wracam do pracy w najbliższy poniedziałek i chętnie coś od niej wezmę. Jak mam być szczery, to przeglądałem te napływające z Kniei i Polany, kiedy siedziałem u Macmillanów. Borgin mi je przyniósł i cholera, tyle się tam działo - westchnął ciężko, zaglądając do swojej filiżanki i upijając łyk.
- Hm... Florence rzuciła coś, że dobrze że nie wróciłem z klątwą... Co takiego stało się Mavelle, jeśli można wiedzieć? - zainteresował się wyraźnie, bo jego siostra nie była zbytnio gadatliwa w tym temacie, jak zawsze z resztą.
- Musieli mnie wyciągnąć do życia siłą. Isobell Macmillan własnoręcznie przywróciła mnie do życia jakimś rytuałem, bo z jakiegoś powodu nie poszło mi tak dobrze, jak wam. Zakładam że przez rany z którymi wszedłem do portalu. Kiedy byłem w środku czułem się słaby przez cały czas. Czułem jak ucieka ze mnie życie.