1. Od kogo uczyłeś się magii? Byłeś jedynym uczniem, czy uczyłeś się w grupie?
A więc tak... Gdy rozpocząłem naukę magii, byłem już po studiach medycznych. Miałem dwadzieścia trzy lata. Przeszedłem niestandardową i ekspresową naukę magii u austriackiego czarodzieja. Ale przynajmniej ominąłem wiele z tego, czego i tak się zapomina po szkole.
W grupie uczyłem się dopiero podczas specjalizacyjnych kursów z uzdrowicielstwa i eliksirów.
2. Zajęcia miałeś w domu, czy w innym miejscu? Jak często się odbywały?
Chodziłem do profesora, który mieszkał we wiedeńskiej dzielnicy magicznej. Nie było to daleko, pół godziny spacerem w jedną stronę. Zajęcia miałem cztery razy w tygodniu, czasem rano, czasem wieczorem, w zależności od praktyk w szpitalu. W którymś momencie mogłem zupełnie przerzucić się ze szpitala mugolskiego na gabinet uzdrowicielski. Wtedy można przyjąć, że uczyłem się sześć dni w tygodniu.
3. Jakie były twoje wrażenia, kiedy po raz pierwszy rozpocząłeś naukę magii? Jak wspominasz swój pierwszy dzień?
To było niesamowite, a jednocześnie zupełnie oszałamiające. Gdy w wieku jedenastu lat opowiedziano mi o magii po raz pierwszy, myślałem, że to tylko jakieś sztuczki typu rozpalanie ognia różdżką zamiast zapałkami, czy lewitacja przedmiotów. Tymczasem odkrywając magiczną medycynę, doznałem niesamowitego szoku. Czarodzieje mieli tak wiele cudownych sposobów leczenia, do których mugolom nie tyle daleko, co chyba nigdy tego nie osiągną. Na przykład błyskawicznego sklepiania ran.
4. Z jakiego powodu nie poszedłeś do szkoły magii z twojego rejonu? Jakie miało znaczenie dla ciebie odbywanie nauki poza szkołą? Gdybyś poszedł do szkoły, to do której?
Pójście do szkoły oderwałoby mnie od rodziny, a byłem jednym ze źródeł utrzymania. Byłem najstarszym synem w biednej rodzinie i ciążyły na mnie obowiązki. Magia brzmiała dla mnie jak strata czasu, szczególnie, że nie mogłem jej używać na zarabianiu na mugolach.
W późniejszych latach i tak moje drogi przesunęły się na skupienie na nauce zamiast pieniądzu, ale wciąż byłem na wyciągnięcie ręki i mogłem pomagać rodzinie w bieżących sprawach.
Czy wolałbym pójść do szkoły magii jak każdy inny magiczny dzieciak? Nie wiem. Może bym się dobrze bawił, może nie. Takie szkoły z internatem to trochę loteria.
Gdybym poszedł do magicznej szkoły, to byłby to Durmprang, czy coś takiego. Gdzieś na północy i kładą nacisk na rozwój fizyczny. Nie, dziękuję. Wystarczająco się nabierałem we Wiedniu.
5. Czy podczas lat szkolnych towarzyszyło ci jakieś zwierzątko?
Bezpańskie koty, które czasem dokarmiałem, gdy miałem czym. Miałem młodsze rodzeństwo do wykarmienia, nie mogliśmy sobie pozwolić na posiadanie zwierzęcia. Ptaka pocztowego nigdy nie miałem własnego. Wysyłałem listy przez magiczną pocztę jak już się zdarzało, że musiałem tego dokonać.
6. Jak wyglądał twój pokój? Był twoim dobrym miejscem, czy nie lubiłeś do niego wracać?
Miałem przywilej dzielenia pokoju tylko z dwójką młodszych braci. Jeden młodszy pięć lat, drugi dziesięć. Całe dnie spędzali poza domem, więc mogłem spokojnie się uczyć. Miałem nawet biurko, które kiedyś komuś zwinęliśmy z kolegami za czasów gimnazjum. Było to dobre miejsce, bo jedyne, w którym mogłem pobyć sam z własnymi myślami i rzeczami.
7. Jakie przedmioty były twoimi ulubionymi w trakcie nauki, a czego nie lubiłeś się uczyć?
Nie miałem przedmiotów jako takich, ale podczas mojej nauki można wyróżnić trzy działy: teoria magii (zaklęcia, zielarstwo, magiczne istoty), praktyka (zaklęcia, eliksiry) oraz wiedza powszechna (z tego co wiem, czarodzieje mają w szkole mugoloznawstwo - u mnie było to w wersji odwróconej, czyli poznałem w skrócie historię świata magicznego oraz dowiedziałem się jak funkcjonuje społeczeństwo czarodziejów).
Lubiłem się uczyć wszystkiego, co przydawało się w pracy uzdrowiciela, czyli eliksirów, zaklęć leczących i potrzebnych ziół. Ciekawe było też poznawanie czarodziejskiego społeczeństwa - o tych wszystkich ukrytych ministerstwach, przeklętym kodeksie tajności itp. Nie musiałem się uczyć wszystkiego na pamięć i nie miałem ocen, ale gdyby było inaczej, z pewnością nie cierpiałbym historii magicznego świata.
8. Byłeś kibicem Quidditcha lub uprawiałeś jakiś sport?
Nigdy mnie to nie interesowałem. Gdzieś kiedyś profesor wspomniał o tym sporcie, nawet wymienił austriackie drużyny, ale w ogóle mi nie po drodze z taką tematyką. Nie mam czasu ani przestrzeni na takie rozrywki.
Sam uprawiałem... hultajstwo i złodziejstwo. Trochę przystopowałem po rozpoczęciu studiów, ale głównie dlatego, że nie miałem już tyle czasu na skakanie po dachach i ucieczki przed wkurzonymi handlarzami.
9. Kto był twoim najlepszym przyjacielem w czasach szkolnych? Czy ta przyjaźń przetrwała próbę czasu?
Nie miałem wtedy żadnych przyjaciół, nie tylko szkolnych. Nie utrzymywałem tak bliskich kontaktów z gildia złodziei i najbliższa mi była własna rodzina.
Mój profesor utrzymywał nasze relacje na profesjonalnym poziomie. Czasem zdarzyło nam się pogadać o życiu, ale no nie wysyłamy sobie kartek na święta z tego tytułu.
10. Zauroczyłeś się w kimś w czasach szkolnych?
No jasne, że przewinęły się ładne i miłe dziewczyny w moim życiu. Ale po prostu nie miałem czasu angażować się w takie rzeczy, bo też nie przychodziło mi to łatwo. A chcąc w końcu zostać porządnym człowiekiem, nie chciałem szlajać się w podejrzanych miejscach i zadawać się z byle jakimi dziewuchami, z którymi całe miasto już spało.
11. Czy miałeś w tym okresie jakichś wrogów?
Zakończenie wojny nie usunęło magicznie antysemitów z kraju, więc oczywiście, że miałem wrogów. Na uczelni, na ulicy, na szczęście nie podczas lekcji magii. Tak się cieszyłem, że czarodzieje mają wywalone na to, czy ktoś Żyd, czy nie Żyd, a potem się okazało, że przecież czarodziej też człowiek i swoje uprzedzenia związane z pochodzeniem będzie miał.
12. Jak wspominasz swoich nauczycieli?
Mój profesor był bardzo mądrym człowiekiem, który nie lubił tracić czasu na "głupoty". Czasami musiałem pytać go o banały, bo wiele rzeczy pomijał, ale dzięki temu nauczyłem się ogroma rzeczy w krótkim czasie. Kto by pomyślał, że już wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii nikt by się nie domyślił, że czarodziejem zostałem dopiero po dwudziestce.
13. Odkryłeś jakieś ukryte tajemnice lub legendy związane z okolicą, w której miałeś lekcje lub mieszkałeś?
Nawet nie chciałem wiedzieć. Wiedeń przeżył nie jedno, szczególnie podczas wojny. Im mniej słyszałem, tym lepiej. Wolałbym nie wiedzieć o tych wszystkich ukrytych miejscach czarodziejów, które mogły uratować ludzkie istnienia podczas wojny, ale ktoś sobie wymyślił jakieś kodeksy tajności tysiące lat temu.
14. Złamałeś kiedyś jakieś zasady? Byłeś kiedykolwiek ukarany przez nauczyciela lub rodzica? Za co?
Profesor właściwie nie miał zasad. Byłem już wystarczająco dorosły i rozumny. Nie potrzebowałem ocen ani kar, żeby się uczyć. To mi miało zależeć, żeby robić to, co do mnie należy.
To samo z rodzicami. Chociaż zdarzyło mi się oberwać od matki kilka razy, z tego się chyba nie wyrasta.
15. Czy byłeś członkiem jakiegoś klubu lub tajnego stowarzyszenia?
Nie da się "wypisać" z gildii złodziei, więc formalnie wciąż byłem ich członkiem. Było to zgromadzenie zrzeszające wiedeńskich złodziei, orędowników zmian i głosów niezadowolenia społeczeństwa. Okradaliśmy bogatych, dawaliśmy biednym (przede wszystkim sobie), czasem trzeba było usunąć niewygodną jednostkę lub w inny sposób wyrazić znak protestu. Trochę się działo w tym powojennym Wiedniu. Ale biorąc pod uwagę moje zajmowanie się medycyną i magią, bardzo rzadko robiłem cokolwiek z tym związanego.
16. Jakie miejsca były twoimi ulubionymi, gdzie lubiłeś spędzać czas poza lekcjami?
Nie miałem czasu na takie luksusy. Jak się nie uczyłem w pokoju, to robiłem coś wokół domu albo pracowałem w sklepie rodziców. Odpoczywałem w nocy, gdy spałem.
Ale miałem kilka miłych miejsc, głównie na dachach budynków.
17. Jakie były twoje ulubione miejsca do odwiedzania podczas wolnych dni? Miałeś swoją ulubioną kawiarnię lub sklepik? A może nie brałeś udziału w wycieczkach, ponieważ twoi rodzice na to nie pozwolili?
Jak wyżej. Miałem raz wycieczkę do Berlina, na konferencję niemieckojęzycznych uzdrowicieli. Pierwszy raz korzystałem ze świstoklika, paskudne wspomnienia. Berlin był paskudnym miejscem. Ciężko mi powiedzieć, co dokładnie mi tam nie pasowało, może po prostu fakt, że to stolica Rzeszy.
Podobało mi się tylko, jak bardzo czarodzieje nie ogarniali podziału Niemiec na wschodnie i zachodnie, nawet w samym Berlinie.
18. Jakie potrawy były twoimi ulubionymi? Lubiłeś siedzieć przy stole z resztą współmieszkańców, czy uciekałeś gdzieś z talerzem?
Czasem udawało się dam wszystkim zjeść razem, ale była to rzadkość. Każdy był czymś zajęty i posiłek jadł w swoim czasie. Mieliśmy kolejki gotowania, ale jak to bywa, często przypadało to pierwszej osobie, która zauważyła, że już jest ta pora, a na kuchence nic nie stoi. Lubiłem gotować. Bardzo satysfakcjonujące było robienie czegoś z niczego. Na przykład, jednego dnia było już bardzo późno i ogarnąłem, że nie było obiadu, a w dodatku nie ma nic w spiżarni. Wstawiłem jakieś przypadkowe warzywa żeby się gotowały i szybko skoczyłem do pobliskiego urzędnika pozbawić go kurczaka z podwórza. Bardzo dobry rosołek wyszedł, wszyscy najedzeni.
19. Czy miałeś wolne od lekcji podczas Świąt? A może miałeś wtedy specjalne świąteczne zajęcia?
Nie miałem zajęć w szabat oczywiście. A w przypadku innych świąt, czy innych przypadków, po prostu przesuwałem dni zajęć na inne, co zazwyczaj odpowiadało profesorowi. Święta to ważna rzecz, bo można wtedy sobie odpocząć i w końcu spędzić czas z rodziną. Jako Żydzi szczególnie dbaliśmy o powstrzymywanie się od pracy w szabat. Zawsze bardzo mi to odpowiadało. Słodkie lenistwo. Ale dobrze, że nie trwało to za długo, bo chyba kości uległyby mi rozkładowi.
20. Opisz swoje najlepsze wspomnienie z czasów szkolnych.
Z czasów magiczno-szkolnych? Gdy byłem już na tyle zaawansowanym czarodziejem, że mogłem łatać moje rodzeństwo. Radowało nas to niezmiernie, bo w końcu nie musieliśmy się obawiać zakażeń, powikłań i innych takich. Lekarz w rodzinie to duże błogosławieństwo, ale magiczny uzdrowiciel to już inny poziom. Czułem, że w końcu mogę się zaopiekować moją rodziną tak, jak tego wymaga. Jak dobrze, że kodeks tajności nie dotyczy najbliższej rodziny, bo wtedy to bym autentycznie umarł z żalu i rozpaczy.
21. Opisz swoje najgorsze wspomnienie z czasów szkolnych.
Chyba poznanie kodeksu tajności. I każdy kolejny moment poznawania możliwości, jakie czarodzieje mieli, by zapobiec wojnie. A tego nie zrobili. Gdybym tylko mógł, cofnąłbym się w czasie i wsadził pomysłodawców do warszawskiego getta, a ich złamane różdżki wsadziłbym im prosto w... nos.
22. Czy podszedłeś do oficjalnych egzaminów z twojego rejonu? Przygotowywałeś się do testów, czy ściągałeś?
Nie miałem żadnych egzaminów, essa.
Ściągać to ściągałem w podstawówce, w gimnazjum też. Na studiach średnio się dało. Chciałem się wszystkiego nauczyć, ale co tu dużo mówić, czasem trzeba być sprytnym. Podczas nauki magii brak egzaminów nie zmuszał mnie do takich wyborów moralnych.
23. Z perspektywy czasu, jak wspominasz swoje szkolne lata? Masz jakieś sentymentalne wspomnienia związane z tym czasem, które wywołują u ciebie szczególne emocje?
To był okres pełen ekscytacji. Zdecydowanie ciekawszy czas niż nawet uczelnia medyczna. Jednak co innego oglądanie trepanacji czaszki, a co innego lewitowanie talerzy do zlewu, żeby same się umyły. Jasne, jako lekarz pewnie dorobiłbym się tyle, że mielibyśmy w domu sprzątaczkę. Ale po co, skoro mogę to zrobić sam bez wstawania z krzesła?
24. O czym marzyłeś? Myślałeś wtedy, że twoje życie potoczy się tak, jak się potoczyło? Kim chciałeś być w przyszłości?
Zdecydowanie absolutnie nie przewidywałem, że trafię pod skrzydła czarodziejów-nazistów. Chciałem być uzdrowicielem przede wszystkim dla swojej rodziny. A poprzez pracę zarabiać na ich utrzymanie. Mógłbym prowadzić praktykę jako lekarz mugolski i czarodziejski. Wszystko zapowiadało się tak cudownie! Cóż, to może się jeszcze stać. W końcu nie zamierzam zostać na wyspach na zawsze.
25. O czym myślałeś, kończąc swoją edukację?
W przypadku zawodów takich jak lekarz, edukacja nigdy się nie kończy. Tak naprawdę nie byłem nawet pewny, kiedy dobiegną końca moje zajęcia z profesorem. Po prostu pewnego dnia powiedział, że więcej mnie już nie nauczy i poszuka mi nowego nauczyciela za granicą. Z ochotą na to przystałem. Cieszyłem się, że będę mógł zgłębiać swoją wiedzę u kogoś jeszcze mądrzejszego i to jeszcze w innym miejscu, z nową perspektywą. Nim wyjechałem to tęskniłem za rodziną i martwiłem się, jak sobie beze mnie poradzą. I tu nie chodzi o brak rąk do pracy, moje rodzeństwo było na tyle dorosłe, że każdy mógł zadbać o siebie. Po prostu rozpuściłem ich automatycznym zmywaniem naczyń.
26. Na zakończenie dowcipnie: jakie lekcje przydały ci się najbardziej w dorosłym życiu?
Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wszystkie. Moja nauka była skupiona 100% na praktycznym zastosowaniu magii. Wszelka teoria stanowiła niezbędny fundament i nawet najnudniejsze wykłady historyczne miały w sobie jakiś cel. Polecam.
A więc tak... Gdy rozpocząłem naukę magii, byłem już po studiach medycznych. Miałem dwadzieścia trzy lata. Przeszedłem niestandardową i ekspresową naukę magii u austriackiego czarodzieja. Ale przynajmniej ominąłem wiele z tego, czego i tak się zapomina po szkole.
W grupie uczyłem się dopiero podczas specjalizacyjnych kursów z uzdrowicielstwa i eliksirów.
2. Zajęcia miałeś w domu, czy w innym miejscu? Jak często się odbywały?
Chodziłem do profesora, który mieszkał we wiedeńskiej dzielnicy magicznej. Nie było to daleko, pół godziny spacerem w jedną stronę. Zajęcia miałem cztery razy w tygodniu, czasem rano, czasem wieczorem, w zależności od praktyk w szpitalu. W którymś momencie mogłem zupełnie przerzucić się ze szpitala mugolskiego na gabinet uzdrowicielski. Wtedy można przyjąć, że uczyłem się sześć dni w tygodniu.
3. Jakie były twoje wrażenia, kiedy po raz pierwszy rozpocząłeś naukę magii? Jak wspominasz swój pierwszy dzień?
To było niesamowite, a jednocześnie zupełnie oszałamiające. Gdy w wieku jedenastu lat opowiedziano mi o magii po raz pierwszy, myślałem, że to tylko jakieś sztuczki typu rozpalanie ognia różdżką zamiast zapałkami, czy lewitacja przedmiotów. Tymczasem odkrywając magiczną medycynę, doznałem niesamowitego szoku. Czarodzieje mieli tak wiele cudownych sposobów leczenia, do których mugolom nie tyle daleko, co chyba nigdy tego nie osiągną. Na przykład błyskawicznego sklepiania ran.
4. Z jakiego powodu nie poszedłeś do szkoły magii z twojego rejonu? Jakie miało znaczenie dla ciebie odbywanie nauki poza szkołą? Gdybyś poszedł do szkoły, to do której?
Pójście do szkoły oderwałoby mnie od rodziny, a byłem jednym ze źródeł utrzymania. Byłem najstarszym synem w biednej rodzinie i ciążyły na mnie obowiązki. Magia brzmiała dla mnie jak strata czasu, szczególnie, że nie mogłem jej używać na zarabianiu na mugolach.
W późniejszych latach i tak moje drogi przesunęły się na skupienie na nauce zamiast pieniądzu, ale wciąż byłem na wyciągnięcie ręki i mogłem pomagać rodzinie w bieżących sprawach.
Czy wolałbym pójść do szkoły magii jak każdy inny magiczny dzieciak? Nie wiem. Może bym się dobrze bawił, może nie. Takie szkoły z internatem to trochę loteria.
Gdybym poszedł do magicznej szkoły, to byłby to Durmprang, czy coś takiego. Gdzieś na północy i kładą nacisk na rozwój fizyczny. Nie, dziękuję. Wystarczająco się nabierałem we Wiedniu.
5. Czy podczas lat szkolnych towarzyszyło ci jakieś zwierzątko?
Bezpańskie koty, które czasem dokarmiałem, gdy miałem czym. Miałem młodsze rodzeństwo do wykarmienia, nie mogliśmy sobie pozwolić na posiadanie zwierzęcia. Ptaka pocztowego nigdy nie miałem własnego. Wysyłałem listy przez magiczną pocztę jak już się zdarzało, że musiałem tego dokonać.
6. Jak wyglądał twój pokój? Był twoim dobrym miejscem, czy nie lubiłeś do niego wracać?
Miałem przywilej dzielenia pokoju tylko z dwójką młodszych braci. Jeden młodszy pięć lat, drugi dziesięć. Całe dnie spędzali poza domem, więc mogłem spokojnie się uczyć. Miałem nawet biurko, które kiedyś komuś zwinęliśmy z kolegami za czasów gimnazjum. Było to dobre miejsce, bo jedyne, w którym mogłem pobyć sam z własnymi myślami i rzeczami.
7. Jakie przedmioty były twoimi ulubionymi w trakcie nauki, a czego nie lubiłeś się uczyć?
Nie miałem przedmiotów jako takich, ale podczas mojej nauki można wyróżnić trzy działy: teoria magii (zaklęcia, zielarstwo, magiczne istoty), praktyka (zaklęcia, eliksiry) oraz wiedza powszechna (z tego co wiem, czarodzieje mają w szkole mugoloznawstwo - u mnie było to w wersji odwróconej, czyli poznałem w skrócie historię świata magicznego oraz dowiedziałem się jak funkcjonuje społeczeństwo czarodziejów).
Lubiłem się uczyć wszystkiego, co przydawało się w pracy uzdrowiciela, czyli eliksirów, zaklęć leczących i potrzebnych ziół. Ciekawe było też poznawanie czarodziejskiego społeczeństwa - o tych wszystkich ukrytych ministerstwach, przeklętym kodeksie tajności itp. Nie musiałem się uczyć wszystkiego na pamięć i nie miałem ocen, ale gdyby było inaczej, z pewnością nie cierpiałbym historii magicznego świata.
8. Byłeś kibicem Quidditcha lub uprawiałeś jakiś sport?
Nigdy mnie to nie interesowałem. Gdzieś kiedyś profesor wspomniał o tym sporcie, nawet wymienił austriackie drużyny, ale w ogóle mi nie po drodze z taką tematyką. Nie mam czasu ani przestrzeni na takie rozrywki.
Sam uprawiałem... hultajstwo i złodziejstwo. Trochę przystopowałem po rozpoczęciu studiów, ale głównie dlatego, że nie miałem już tyle czasu na skakanie po dachach i ucieczki przed wkurzonymi handlarzami.
9. Kto był twoim najlepszym przyjacielem w czasach szkolnych? Czy ta przyjaźń przetrwała próbę czasu?
Nie miałem wtedy żadnych przyjaciół, nie tylko szkolnych. Nie utrzymywałem tak bliskich kontaktów z gildia złodziei i najbliższa mi była własna rodzina.
Mój profesor utrzymywał nasze relacje na profesjonalnym poziomie. Czasem zdarzyło nam się pogadać o życiu, ale no nie wysyłamy sobie kartek na święta z tego tytułu.
10. Zauroczyłeś się w kimś w czasach szkolnych?
No jasne, że przewinęły się ładne i miłe dziewczyny w moim życiu. Ale po prostu nie miałem czasu angażować się w takie rzeczy, bo też nie przychodziło mi to łatwo. A chcąc w końcu zostać porządnym człowiekiem, nie chciałem szlajać się w podejrzanych miejscach i zadawać się z byle jakimi dziewuchami, z którymi całe miasto już spało.
11. Czy miałeś w tym okresie jakichś wrogów?
Zakończenie wojny nie usunęło magicznie antysemitów z kraju, więc oczywiście, że miałem wrogów. Na uczelni, na ulicy, na szczęście nie podczas lekcji magii. Tak się cieszyłem, że czarodzieje mają wywalone na to, czy ktoś Żyd, czy nie Żyd, a potem się okazało, że przecież czarodziej też człowiek i swoje uprzedzenia związane z pochodzeniem będzie miał.
12. Jak wspominasz swoich nauczycieli?
Mój profesor był bardzo mądrym człowiekiem, który nie lubił tracić czasu na "głupoty". Czasami musiałem pytać go o banały, bo wiele rzeczy pomijał, ale dzięki temu nauczyłem się ogroma rzeczy w krótkim czasie. Kto by pomyślał, że już wyjeżdżając do Wielkiej Brytanii nikt by się nie domyślił, że czarodziejem zostałem dopiero po dwudziestce.
13. Odkryłeś jakieś ukryte tajemnice lub legendy związane z okolicą, w której miałeś lekcje lub mieszkałeś?
Nawet nie chciałem wiedzieć. Wiedeń przeżył nie jedno, szczególnie podczas wojny. Im mniej słyszałem, tym lepiej. Wolałbym nie wiedzieć o tych wszystkich ukrytych miejscach czarodziejów, które mogły uratować ludzkie istnienia podczas wojny, ale ktoś sobie wymyślił jakieś kodeksy tajności tysiące lat temu.
14. Złamałeś kiedyś jakieś zasady? Byłeś kiedykolwiek ukarany przez nauczyciela lub rodzica? Za co?
Profesor właściwie nie miał zasad. Byłem już wystarczająco dorosły i rozumny. Nie potrzebowałem ocen ani kar, żeby się uczyć. To mi miało zależeć, żeby robić to, co do mnie należy.
To samo z rodzicami. Chociaż zdarzyło mi się oberwać od matki kilka razy, z tego się chyba nie wyrasta.
15. Czy byłeś członkiem jakiegoś klubu lub tajnego stowarzyszenia?
Nie da się "wypisać" z gildii złodziei, więc formalnie wciąż byłem ich członkiem. Było to zgromadzenie zrzeszające wiedeńskich złodziei, orędowników zmian i głosów niezadowolenia społeczeństwa. Okradaliśmy bogatych, dawaliśmy biednym (przede wszystkim sobie), czasem trzeba było usunąć niewygodną jednostkę lub w inny sposób wyrazić znak protestu. Trochę się działo w tym powojennym Wiedniu. Ale biorąc pod uwagę moje zajmowanie się medycyną i magią, bardzo rzadko robiłem cokolwiek z tym związanego.
16. Jakie miejsca były twoimi ulubionymi, gdzie lubiłeś spędzać czas poza lekcjami?
Nie miałem czasu na takie luksusy. Jak się nie uczyłem w pokoju, to robiłem coś wokół domu albo pracowałem w sklepie rodziców. Odpoczywałem w nocy, gdy spałem.
Ale miałem kilka miłych miejsc, głównie na dachach budynków.
17. Jakie były twoje ulubione miejsca do odwiedzania podczas wolnych dni? Miałeś swoją ulubioną kawiarnię lub sklepik? A może nie brałeś udziału w wycieczkach, ponieważ twoi rodzice na to nie pozwolili?
Jak wyżej. Miałem raz wycieczkę do Berlina, na konferencję niemieckojęzycznych uzdrowicieli. Pierwszy raz korzystałem ze świstoklika, paskudne wspomnienia. Berlin był paskudnym miejscem. Ciężko mi powiedzieć, co dokładnie mi tam nie pasowało, może po prostu fakt, że to stolica Rzeszy.
Podobało mi się tylko, jak bardzo czarodzieje nie ogarniali podziału Niemiec na wschodnie i zachodnie, nawet w samym Berlinie.
18. Jakie potrawy były twoimi ulubionymi? Lubiłeś siedzieć przy stole z resztą współmieszkańców, czy uciekałeś gdzieś z talerzem?
Czasem udawało się dam wszystkim zjeść razem, ale była to rzadkość. Każdy był czymś zajęty i posiłek jadł w swoim czasie. Mieliśmy kolejki gotowania, ale jak to bywa, często przypadało to pierwszej osobie, która zauważyła, że już jest ta pora, a na kuchence nic nie stoi. Lubiłem gotować. Bardzo satysfakcjonujące było robienie czegoś z niczego. Na przykład, jednego dnia było już bardzo późno i ogarnąłem, że nie było obiadu, a w dodatku nie ma nic w spiżarni. Wstawiłem jakieś przypadkowe warzywa żeby się gotowały i szybko skoczyłem do pobliskiego urzędnika pozbawić go kurczaka z podwórza. Bardzo dobry rosołek wyszedł, wszyscy najedzeni.
19. Czy miałeś wolne od lekcji podczas Świąt? A może miałeś wtedy specjalne świąteczne zajęcia?
Nie miałem zajęć w szabat oczywiście. A w przypadku innych świąt, czy innych przypadków, po prostu przesuwałem dni zajęć na inne, co zazwyczaj odpowiadało profesorowi. Święta to ważna rzecz, bo można wtedy sobie odpocząć i w końcu spędzić czas z rodziną. Jako Żydzi szczególnie dbaliśmy o powstrzymywanie się od pracy w szabat. Zawsze bardzo mi to odpowiadało. Słodkie lenistwo. Ale dobrze, że nie trwało to za długo, bo chyba kości uległyby mi rozkładowi.
20. Opisz swoje najlepsze wspomnienie z czasów szkolnych.
Z czasów magiczno-szkolnych? Gdy byłem już na tyle zaawansowanym czarodziejem, że mogłem łatać moje rodzeństwo. Radowało nas to niezmiernie, bo w końcu nie musieliśmy się obawiać zakażeń, powikłań i innych takich. Lekarz w rodzinie to duże błogosławieństwo, ale magiczny uzdrowiciel to już inny poziom. Czułem, że w końcu mogę się zaopiekować moją rodziną tak, jak tego wymaga. Jak dobrze, że kodeks tajności nie dotyczy najbliższej rodziny, bo wtedy to bym autentycznie umarł z żalu i rozpaczy.
21. Opisz swoje najgorsze wspomnienie z czasów szkolnych.
Chyba poznanie kodeksu tajności. I każdy kolejny moment poznawania możliwości, jakie czarodzieje mieli, by zapobiec wojnie. A tego nie zrobili. Gdybym tylko mógł, cofnąłbym się w czasie i wsadził pomysłodawców do warszawskiego getta, a ich złamane różdżki wsadziłbym im prosto w... nos.
22. Czy podszedłeś do oficjalnych egzaminów z twojego rejonu? Przygotowywałeś się do testów, czy ściągałeś?
Nie miałem żadnych egzaminów, essa.
Ściągać to ściągałem w podstawówce, w gimnazjum też. Na studiach średnio się dało. Chciałem się wszystkiego nauczyć, ale co tu dużo mówić, czasem trzeba być sprytnym. Podczas nauki magii brak egzaminów nie zmuszał mnie do takich wyborów moralnych.
23. Z perspektywy czasu, jak wspominasz swoje szkolne lata? Masz jakieś sentymentalne wspomnienia związane z tym czasem, które wywołują u ciebie szczególne emocje?
To był okres pełen ekscytacji. Zdecydowanie ciekawszy czas niż nawet uczelnia medyczna. Jednak co innego oglądanie trepanacji czaszki, a co innego lewitowanie talerzy do zlewu, żeby same się umyły. Jasne, jako lekarz pewnie dorobiłbym się tyle, że mielibyśmy w domu sprzątaczkę. Ale po co, skoro mogę to zrobić sam bez wstawania z krzesła?
24. O czym marzyłeś? Myślałeś wtedy, że twoje życie potoczy się tak, jak się potoczyło? Kim chciałeś być w przyszłości?
Zdecydowanie absolutnie nie przewidywałem, że trafię pod skrzydła czarodziejów-nazistów. Chciałem być uzdrowicielem przede wszystkim dla swojej rodziny. A poprzez pracę zarabiać na ich utrzymanie. Mógłbym prowadzić praktykę jako lekarz mugolski i czarodziejski. Wszystko zapowiadało się tak cudownie! Cóż, to może się jeszcze stać. W końcu nie zamierzam zostać na wyspach na zawsze.
25. O czym myślałeś, kończąc swoją edukację?
W przypadku zawodów takich jak lekarz, edukacja nigdy się nie kończy. Tak naprawdę nie byłem nawet pewny, kiedy dobiegną końca moje zajęcia z profesorem. Po prostu pewnego dnia powiedział, że więcej mnie już nie nauczy i poszuka mi nowego nauczyciela za granicą. Z ochotą na to przystałem. Cieszyłem się, że będę mógł zgłębiać swoją wiedzę u kogoś jeszcze mądrzejszego i to jeszcze w innym miejscu, z nową perspektywą. Nim wyjechałem to tęskniłem za rodziną i martwiłem się, jak sobie beze mnie poradzą. I tu nie chodzi o brak rąk do pracy, moje rodzeństwo było na tyle dorosłe, że każdy mógł zadbać o siebie. Po prostu rozpuściłem ich automatycznym zmywaniem naczyń.
26. Na zakończenie dowcipnie: jakie lekcje przydały ci się najbardziej w dorosłym życiu?
Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wszystkie. Moja nauka była skupiona 100% na praktycznym zastosowaniu magii. Wszelka teoria stanowiła niezbędny fundament i nawet najnudniejsze wykłady historyczne miały w sobie jakiś cel. Polecam.
adnotacja moderatora
Odznaka przyznana.