Nie chciał dla Philipa w tej sytuacji źle, to nie tak, że chciał mu odmawiać uwagi dziennikarza, skądże znowu. Czego nie chciał jednak bardziej to ewentualnego zamieszania płynącego z tego, że Philip by się wtrącił, zaraz byłyby pytania do nich obu, albo w ogóle... gdzie by z tym poszli i gdzie dotarli? Nie, niech już zostanie to Beltane, niech zostaną te widma... trzymajmy się tego. Szczególnie, kiedy czas był zbyt cenny, żeby... co w sumie? Tracić go dla nieznajomych dziennikarzy? Może. A może to była możliwość poznania kogoś, z kim potem można było współpracować. Ciężko powiedzieć, Laurent niekoniecznie szukał posłuchu wśród czarodziei. Głównie przez to, że miał zbyt wiele do ukrycia. Z drugiej strony sytuacja wydawała się teraz bardzo płynna i bardzo skora do zmiany. Do przechylania się w kierunku oczywistego wyboru, żeby pokazywać się przed kamerami, w kadrach aparatów ze swoim firmowym uśmiechem numer pięć na ustach. Spoglądał trochę kontrolnie w kierunku Philipa, żeby się upewnić, że nie jest zły, poirytowany, że nie traci swojej cierpliwości. Gotów był zareagować w każdym momencie - być wręcz delikatnie niegrzecznym, żeby nie psuć nastroju Notta. Albo właśnie oddać mu całego dziennikarza i... może wrócić do domu na śniadanie, a może wpaść na kawę do swojej ulubionej kawiarenki na alei horyzontalnej? Philip wydawał się tutaj mieć jednak anielskie pokłady tejże cierpliwości. Nie wydawał się poirytowany. Czekał. Czekał.
- Jak można nadużywać białą magię, która ma chronić życie drugiego człowieka? Jak mówiłem - aurorzy oraz brygadziści nie dali mi żadnych powodów, aby w nich wątpić oraz ich przeszkolenie. Za to prawo zabraniające im chronić moich bliskich daje mi wiele wątpliwości. Dziękuję za wywiad. - Na tym zamierzał skończyć. Oczywiście przemalował - bo to wcale nie tak, że nie da się "nadużyć" tego rodzaju magii. Dlatego była zakazana - bo była niebezpieczna. Laurent poświęcił studiowaniu jej naprawdę wiele czasu swojego życia. Głównie po to, żeby pojąć naturę duchów, dementorów, czy tworów czarnomagicznych. Żeby wiedzieć, jak bronić siebie i wszystko, co kochał. Ostatecznie ta wiedza na nic się nie przydała w życiu codziennym. Przerażało za to, że były osoby, które po ten rodzaj magii chętnie sięgały.
Laurent mógłby zostać modelem. Przyciągałby z całą pewnością wiele uwagi, wiele spojrzeń. Wiedział, jak ustawić się przed człowiekiem - i wiedział również, jak ustawić się przed aparatem, traktując go dokładnie tak samo jak ludzkie oczy. Nawet spojrzał na słońce, jakby chciał się upewnić, że pada z odpowiedniej strony, nawet się przesunął, lekko obrócił. Ponoć piękno było rzeczą absolutnie względną, ale niektóre rzeczy na tym świecie po prostu zachwycały. Tak jak zachwycali niektórzy ludzie, nawet jeśli nie byli "w twoim typie". Ranking Czarownicy to ostatnio świetnie pokazał. Aparat mrugnął, Laurent pożegnał się z mężczyzną, uścisnął mu dłoń w podziękowaniu, którą on sam wyciągnął, również za poświęcony czas dziękując. Tak samo skierował się do Philipa, zanim z błyszczącymi oczami zatonął w swoich notatkach, uśmiechając się pod nosem. I prawie wpadł w jakiegoś przechodnia, ale tego już Laurent nie widział. Odetchnął ze znużeniem, uśmiech spłynął z jego twarzy jakby nigdy go nie było, kiedy tylko nie miał pismaka na widoku. Mógł te uśmiechy przywoływać na zawołanie chyba w każdej chwili. Przynajmniej takiej, w której świat i rzeczywistość nie płonęły.
- Przepraszam cię za to, Philipie. Nie spodziewałem się, że dziennikarze teraz zaczną zagadywać moją osobę na ulicy. - Ruszył w kierunku wskazanym przez Philipa - zbliżali się do restauracji, do której Nott chciał ich zaprowadzić.