30.09.2023, 00:55 ✶
Lista imion osób, które znikały z tego świata, coraz bardziej się wydłużała i, co gorsza, Mavelle była pewna, że daleko jej do końca. Ba, jej własne również kiedyś się znajdzie na tej liście – i może nawet prędzej niż by się generalnie można było spodziewać. Cóż, z jednej strony ryzyko zawodowe, z drugiej…
… działalność Zakonu nie była taka znowu bezpieczna.
W każdym razie, śmierć Jasona… nie była czymś, co Mavelle przyjęła szczególnie dobrze. Znała go. Naprawdę dobrze go znała, jeszcze niedawno z nim rozmawiała i… nagle zniknął, nagle wszystkie plany wzięły w łeb, nagle okazywało się, iż powstała kolejna pustka, której zapełnienie nie było możliwe.
Nie mogło być. Bo i jak...?
Ale Meadowesowi, mimo najszczerszych chęci, nie miała jak pomóc. Ale, być może, mogła pomóc Catherine – nie sama, oczywiście, bowiem Brenna do tego zadania przydzieliła jeszcze Erika i Menodorę. Na razie wszystko wskazywało na to, iż Barlow żyła, więc istniała też nadzieja. Niemniej bezczynność nie była tym, co pozwoliłoby tutaj przechylić szale na odpowiednią stronę.
Tropy wiodły do niemagicznego Londynu – tylko że znowu, bieganie w tę i z powrotem po Regent’s Park czy też Kings Cross było… no, kawałem brygadzistowskiej roboty. Tyle że, w teorii, do dyspozycji mieli też i nos Bones. A z pocztówki, niestety, nie była w stanie szczególnie wiele wyciągnąć.
- Pamiętajcie, oczy i uszy szeroko otwarte – mruknęła cicho, zmierzając względnie nieśpiesznie w stronę mieszkania Barlow. Względnie. Nie chodziło o snucie się niczym najwolniejszy żółw, ale i też nazbyt szybkie pędzenie mogło zwracać uwagę. Tymczasem… starała się po prostu nie rzucać w oczy. Wcisnęła się w najbardziej mugolskie ubranie, jakie znalazła w swojej szafie, z zamiarem wtopienia się w tłum. Spodnie-dzwony, lekka kurtka wyglądająca na jeansową, do tego koszulka w kwiatki (acz niezbyt pstrokata) – wypisz, wymaluj najzwyklejsza dziewczyna, z torebką przewieszoną przez ramię (i chyba nikt by nie pomyślał, że chowa przy sobie jakiekolwiek ostrze). Ba, nawet zatroszczyła się wcześniej o swoją twarz, zmieniając trochę rysy twarzy z pomocą magii; biorąc pod uwagę, ile wokół niej było ostatnio szumu, wolała dmuchać na zimne i zminimalizować ryzyko rozpoznania.
- I nie gapcie się, jak zobaczycie kogoś podejrzanego – dodała jeszcze, na wszelki wypadek. W zasadzie Erik nie był taki znowu zielony, jeśli chodziło o pracę w terenie, więc zasady powinien znać, niemniej… znów, starała się nie przeoczyć niczego.
Nie była pewna, czy uda się dostać do mieszkania Barlow, by pozyskać jej ubrania. Potrzebowała ich, żeby móc w pełni pochwycić trop i podążać za nim jak po sznurku, ale jeśli wyłapią, że miejsce to jest obstawione…? Cóż, tak czy siak, najpierw musieli je w ogóle zobaczyć, żeby móc w pełni ocenić sytuację.
… działalność Zakonu nie była taka znowu bezpieczna.
W każdym razie, śmierć Jasona… nie była czymś, co Mavelle przyjęła szczególnie dobrze. Znała go. Naprawdę dobrze go znała, jeszcze niedawno z nim rozmawiała i… nagle zniknął, nagle wszystkie plany wzięły w łeb, nagle okazywało się, iż powstała kolejna pustka, której zapełnienie nie było możliwe.
Nie mogło być. Bo i jak...?
Ale Meadowesowi, mimo najszczerszych chęci, nie miała jak pomóc. Ale, być może, mogła pomóc Catherine – nie sama, oczywiście, bowiem Brenna do tego zadania przydzieliła jeszcze Erika i Menodorę. Na razie wszystko wskazywało na to, iż Barlow żyła, więc istniała też nadzieja. Niemniej bezczynność nie była tym, co pozwoliłoby tutaj przechylić szale na odpowiednią stronę.
Tropy wiodły do niemagicznego Londynu – tylko że znowu, bieganie w tę i z powrotem po Regent’s Park czy też Kings Cross było… no, kawałem brygadzistowskiej roboty. Tyle że, w teorii, do dyspozycji mieli też i nos Bones. A z pocztówki, niestety, nie była w stanie szczególnie wiele wyciągnąć.
- Pamiętajcie, oczy i uszy szeroko otwarte – mruknęła cicho, zmierzając względnie nieśpiesznie w stronę mieszkania Barlow. Względnie. Nie chodziło o snucie się niczym najwolniejszy żółw, ale i też nazbyt szybkie pędzenie mogło zwracać uwagę. Tymczasem… starała się po prostu nie rzucać w oczy. Wcisnęła się w najbardziej mugolskie ubranie, jakie znalazła w swojej szafie, z zamiarem wtopienia się w tłum. Spodnie-dzwony, lekka kurtka wyglądająca na jeansową, do tego koszulka w kwiatki (acz niezbyt pstrokata) – wypisz, wymaluj najzwyklejsza dziewczyna, z torebką przewieszoną przez ramię (i chyba nikt by nie pomyślał, że chowa przy sobie jakiekolwiek ostrze). Ba, nawet zatroszczyła się wcześniej o swoją twarz, zmieniając trochę rysy twarzy z pomocą magii; biorąc pod uwagę, ile wokół niej było ostatnio szumu, wolała dmuchać na zimne i zminimalizować ryzyko rozpoznania.
- I nie gapcie się, jak zobaczycie kogoś podejrzanego – dodała jeszcze, na wszelki wypadek. W zasadzie Erik nie był taki znowu zielony, jeśli chodziło o pracę w terenie, więc zasady powinien znać, niemniej… znów, starała się nie przeoczyć niczego.
Nie była pewna, czy uda się dostać do mieszkania Barlow, by pozyskać jej ubrania. Potrzebowała ich, żeby móc w pełni pochwycić trop i podążać za nim jak po sznurku, ale jeśli wyłapią, że miejsce to jest obstawione…? Cóż, tak czy siak, najpierw musieli je w ogóle zobaczyć, żeby móc w pełni ocenić sytuację.