Ta dyskusja była całkiem burzliwa. Szkoda tylko, że odbywała się w tym miejscu i czasie, a nie wcześniej. Skoro się tutaj zebrali, to powinni być pewni tego, że chcą wejść do lasu, a nie teraz rozważać za i przeciw. Yaxley wyciągnęła fajkę i wsadziła ją sobie w zęby, kiedy mężczyźni dyskutowali. Ona wiedziała, czego powinna się spodziewać, potrafiła uciec, więc też to nie było dla niej obawą.
Z ciekawością słuchała tego, co mówi Sebsatian. W temacie duchów ona była zupełnym laikiem. Od zawsze bardziej interesowało ją to, co materialne, jednak nie ukrywała że mówił na tyle ciekawie, że słuchała go uważnie. Wydawało jej się, że on był najbardziej istotną osobą z wszystkich tutaj zgromadzonych. W końcu mieli do czynienia ze stworami z innego świata.
- Myślisz, że udałoby ci się zamknąć jedno z tych widm w kartonie? - Niesamowicie ją bawiła ta wizja, jednak mówiła naprawdę poważnie. Może to był jakiś pomysł, jakaś droga. Nie sądziła, że uda jej się ujarzmić widmo, skoro był one niematerialne, jak niby miała to zrobić. Związać je sznurkiem? Pomysł Sebastiana wydawał jej się być zdecydowanie bardziej konkretny. Będą musieli tego spróbować.
Po raz kolejny wtrąciła się do dyskusji, kiedy Lauren powiedział o tej ucieczce. Nie podobało jej się to podejście. Nie należała do osób, które zostawiały kompanów samym sobie, tym bardziej w starciu z takimi stworzeniami. - One się boją większych skupisk ludzi. Nie możemy się rozdzielać, nie możemy nikogo zostawić, wtedy mogą zaatakować tę osobę, a zdecydowanie nie chciałabym mieć żadnego z was na sumieniu. - Ona pewnie by uciekła, ale jaką miałaby pewność, że reszcie również się to udało? Żadną. Kto, jak kto, ale Geraldine Yaxley nie zostawiała nikogo, tym razem nie mogło być inaczej. Najwyraźniej Atreus miał podobne zdanie.