30.09.2023, 11:45 ✶
Nie dostrzega niezręczności w swoim geście. Ariel skrywa w sobie pełen dualizm; potrafi zapłakać nad losem zdeptanego kwiatu, ale nie rozumie niektórych - niekiedy bardzo oczywistych - znaków. Cieszy się, że może być pocieszeniem dla Uli; tylko i aż tyle. Nie zna jej, to prawda, ale łączą ich więzy krwi i będzie razem z nią mieszkał - jak najdłużej, ma nadzieję - zatem ufa jej bezgranicznie i czuje się za nią odpowiedzialny, choć to o niego powinien ktoś zadbać i o chatkę naznaczoną czasem.
Jego twarz rozjaśnia szczera radość.
— Pokażę ci później moją pracownię — obiecuje z ekscytacją wybrzmiewającą w tembrze głosu; jest dumny z pracowni, z własnoręcznie zbudowanej sztalugi i płócien robionych ze starych prześcieradeł i chce pokazać jej wszystko. A potem poważnieje i zamyśla się, zanim udziela jej odpowiedzi.
— W Dolnie rzadko. Zbliża się Beltane, więc będziesz mogła wystawić swoje prace na jednym ze stoisk. Tak myślę. No i... — urwał, wpatrując się w przestrzeń przed siebie — W Londynie działa organizacja dla artystów. I jest galeria sztuki, w której organizują wernisaże. Tylko, że to takie, jak sama powiedziałaś, profesjonalne. No i ludzie są tam strasznie zblazowani, poszedłem raz i było strasznie, byłem zagubiony i nie wiedziałem, co się dzieje, nie rozumiałem dlaczego nie mogę pić szampana przed przemową i dlaczego jako jedyny przyszedłem w czerwonej marynarce.
Ucieka wzrokiem zawstydzony własną nieporadnością i niezrozumieniem dla etykiety londyńskich artystów. Jest jak papuga pomiędzy wronami; kolorowy i śmieszny wokół wszechpanującej powagi. Smutek jednak nie trwa długo, podnosi wzrok i patrzy dziewczynie prosto w oczy.
— Ula... — zaczyna powoli, przeciągając samogłoskę "a" — Mogę cię namalować?
Jego twarz rozjaśnia szczera radość.
— Pokażę ci później moją pracownię — obiecuje z ekscytacją wybrzmiewającą w tembrze głosu; jest dumny z pracowni, z własnoręcznie zbudowanej sztalugi i płócien robionych ze starych prześcieradeł i chce pokazać jej wszystko. A potem poważnieje i zamyśla się, zanim udziela jej odpowiedzi.
— W Dolnie rzadko. Zbliża się Beltane, więc będziesz mogła wystawić swoje prace na jednym ze stoisk. Tak myślę. No i... — urwał, wpatrując się w przestrzeń przed siebie — W Londynie działa organizacja dla artystów. I jest galeria sztuki, w której organizują wernisaże. Tylko, że to takie, jak sama powiedziałaś, profesjonalne. No i ludzie są tam strasznie zblazowani, poszedłem raz i było strasznie, byłem zagubiony i nie wiedziałem, co się dzieje, nie rozumiałem dlaczego nie mogę pić szampana przed przemową i dlaczego jako jedyny przyszedłem w czerwonej marynarce.
Ucieka wzrokiem zawstydzony własną nieporadnością i niezrozumieniem dla etykiety londyńskich artystów. Jest jak papuga pomiędzy wronami; kolorowy i śmieszny wokół wszechpanującej powagi. Smutek jednak nie trwa długo, podnosi wzrok i patrzy dziewczynie prosto w oczy.
— Ula... — zaczyna powoli, przeciągając samogłoskę "a" — Mogę cię namalować?