30.09.2023, 12:19 ✶
Ciepłe promienie popołudniowego słońca przedzierały się przez liście i pieściły nagą skórę jej ramion - nieco odrętwiałych od ciężaru dziewczynki drzemiącej z policzkiem przytulonym do jej piersi, w której rytmicznym falowaniu odnalazła bezpieczeństwo - wiatr składał swe delikatne pocałunki na odkrytym karku, zaś świeża zieleń wschodzącej trawy łaskotała jej bose stopy za każdym razem, gdy odbijała je od ziemi. Siedziała na huśtawce zawieszonej na gałęzi rozłożystego dębu na tyłach posiadłości Rookwoodów, zerkając od czasu do czasu z rozczuleniem na śpiącą twarzyczkę córki, której najwidoczniej nie przeszkadzał hałas, którego źródłem byli jej starsi bracia. Dobrze, myślała. Ma mocny sen. Czy była szczęśliwa? W pewnym sensie tak, dzięki trójce wspaniałych (i niewątpliwie pięknych) dzieci, jakie wydała na świat.
I czwartym, o którym nikt nie miał jeszcze pojęcia.
Zdawało się, że w ciągu dnia zdążyła zapomnieć już o późnym powrocie Augustusa poprzedniego wieczoru i otulającym go zapachu lawendy za sprawą pozostawionych w domu bukietach róż, lecz im więcej kwiatów znajdowała, tym większe były jej obawy, że mąż chce jej coś wynagrodzić, przeprosić za coś, uśpić jej czujność. Bo przecież nie mógł tak po prostu okazać jej czułości - Imogen przez lata nauczyła się, że musi zabiegać o jego miłość. Tak było w Hogwarcie. Tak było, gdy mieli stanąć przed ołtarzem. I tak było teraz.
Zadrżała na dźwięk jego głosu, podniosła się z huśtawki i poprawiła prostą białą sukienkę na ramiączkach. Nie mogła zaprzeczyć, że jego komplement mile połechtał jej ego. Zarzuciła ręce na jego szyję, odwzajemniając pocałunki, a jej ciało drżało na wspomnienie minionego wieczoru.
— Chłopcy przynieśli mi śniadanie do łóżka — odparła w przewie pomiędzy momentami, w których ich usta się złączyły. Przyjęła od niego bukiet, zaciągając się słodką wonią róż. — Dziękuję, najdroższy.
Usiadła z powrotem na huśtawce, robiąc mu miejsce obok siebie, po czym przywołała skrzata, aby zabrał od niej kwiaty.
— Postaw je w jadalni — nakazała służącemu, a zaraz potem oparła głowę na ramieniu męża. Ujęła dłoń Augustusa w swoje smukłe palce i wodziła po niej jednym z długich paznokci, zataczając kręgi wokół jego knykci.
— Jak się czujesz z tym, że przez najbliższe kilka tygodni będę o rok starsza? — roześmiała się. Zadawała mu to pytanie co roku, było już ich małą tradycją.
I czwartym, o którym nikt nie miał jeszcze pojęcia.
Zdawało się, że w ciągu dnia zdążyła zapomnieć już o późnym powrocie Augustusa poprzedniego wieczoru i otulającym go zapachu lawendy za sprawą pozostawionych w domu bukietach róż, lecz im więcej kwiatów znajdowała, tym większe były jej obawy, że mąż chce jej coś wynagrodzić, przeprosić za coś, uśpić jej czujność. Bo przecież nie mógł tak po prostu okazać jej czułości - Imogen przez lata nauczyła się, że musi zabiegać o jego miłość. Tak było w Hogwarcie. Tak było, gdy mieli stanąć przed ołtarzem. I tak było teraz.
Zadrżała na dźwięk jego głosu, podniosła się z huśtawki i poprawiła prostą białą sukienkę na ramiączkach. Nie mogła zaprzeczyć, że jego komplement mile połechtał jej ego. Zarzuciła ręce na jego szyję, odwzajemniając pocałunki, a jej ciało drżało na wspomnienie minionego wieczoru.
— Chłopcy przynieśli mi śniadanie do łóżka — odparła w przewie pomiędzy momentami, w których ich usta się złączyły. Przyjęła od niego bukiet, zaciągając się słodką wonią róż. — Dziękuję, najdroższy.
Usiadła z powrotem na huśtawce, robiąc mu miejsce obok siebie, po czym przywołała skrzata, aby zabrał od niej kwiaty.
— Postaw je w jadalni — nakazała służącemu, a zaraz potem oparła głowę na ramieniu męża. Ujęła dłoń Augustusa w swoje smukłe palce i wodziła po niej jednym z długich paznokci, zataczając kręgi wokół jego knykci.
— Jak się czujesz z tym, że przez najbliższe kilka tygodni będę o rok starsza? — roześmiała się. Zadawała mu to pytanie co roku, było już ich małą tradycją.
![[Obrazek: 55rG7le.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=55rG7le.png)
please, dance with me in the dark