- To znaczy, że są niewidzialne, ale można dostrzec ich ruch. Przepraszam, Atreusie, ale nie potrafię tego dobrze opisać. - Wyjątkowo, jak na siebie, brakowało mu słów do opisywania rzeczywistości. Ale wrażenie z obserwacji tych stworzeń było tak specyficzne, że niepodobne do niczego innego.
Wszystko to było teorią. Cóż, może nie dokładnie "wszystko", bo niektóre rzeczy były wiadome - jak to, że nie zostawiały po sobie fizycznych śladów, że działał na nie patronus i kilka innych czynników. Kiedy jednak mówimy o ich związku z Limbo to tak - to było "teoretycznie". Aby przeszło na "w praktyce" potrzebne były dowody, badania i wiele innych elementów. Laurent nie miał pojęcia, co Departament Tajemnic ma z widmami wspólnego, że Brenna pisała o ich zainteresowaniu tematem. Nie znał nikogo z tego towarzystwa, albo przynajmniej teraz nikt mu nie przychodził do głowy, kto na takie pytania mógłby odpowiedzieć. Zostawało więc dopasowanie się do tego, co mieli i granie pod to komando. Może się okazać, że to wszystko jest zbędne, niepotrzebne, że osoby odpowiedzialne za to - czyli wspomniany Departament Magicznych Stworzeń był tu zupełnie zbędny, bo ta sprawa wykraczała ponad głowy takich, jak oni. Dlatego kontaktował się z Lazarusem Rowlem. Ku swojemu zaskoczeniu nie dostał odpowiedzi, że już się tym zajmują, nie. Lazarus zabrzmiał wręcz na osobę zaskoczoną faktem, że zajął się tym ktokolwiek i jeszcze z nim skontaktował.
- Rozmawiałem z Victorią Lestrange, która powiedziała, że odczuwa przy tych istotach to samo, co czuła w Limbo. - Odparł na słowa Sebastiana, ale spoglądał przy tym na Atreusa. Będzie miał okazję sam się przekonać, o ile natrafią na któreś z tych stworzeń w dalszej wędrówce. - Cieszy mnie to. Właśnie ilość tych teorii chciałbym albo ograniczyć, albo zamienić je w twierdzenia, jeśli wszystko by się udało. - Czyli jeśli rzeczywiście Sebastian wyczułby to Limbo, jeśli wyczułby je od tych stworów, jeśli udałoby się zamknąć jakiegoś stwora w... pudełko. W co? Blondyn uniósł brwi w zdziwieniu, spoglądając z zainteresowaniem na egzorcystę, bo pierwszy raz w sumie o tym słyszał. - Chciałbym się o tym przekonać. Jeśli jest taka możliwość i jeśli czujesz się na to gotowy. - Nie wiedział, czy to wymagało specjalnych przygotowań, rytuałów, czy egzorcysta musiał przygotować krąg, czy może zawczasu potrzebował tygodnia modlitw nad pojemnikiem, w którym duch miałby zostać zamknięty.
- Owszem, najpierw tam. Potem proponuję przejść nieopodal miejsc, w których widziane były. Przede wszystkim sprawdzić, czy mają skłonność do wychodzenia z Kniei, czy nadal gnieżdżą się w jej głębinach. - Bo to było dla samego Laurenta najbardziej niepokojące - że zaczną się wylewać z lasu.
- Gwarantuję, że zabiorę Laurenta w bezpieczne miejsce. - Odezwał się abraksan idący obok Laurenta, spoglądając czerwonym okiem na Atreusa. Ach, tak... odwaga. W przypadku tych stworzeń Laurent miał wrażenie, że odwaga to było stanowczo za mało, ale jednocześnie właśnie jej potrzebował. Pewności Geraldine i Atreusa, że poradzą sobie ze wszystkim. Tylko to "wszystko" to czasami za wiele. Oczywiście, że musieli trzymać się razem, dlatego też zebrał tę drużynę pierścienia...
- Mówiłem o sytuacji, w której widma nas przytłoczą, nie przy pierwszym lepszym spotkaniu z nimi. - Uściślił. - Geraldine - jeśli mówimy o pojemnikach udało ci się zorganizować coś, co byłoby w stanie poskromić takie widmo? - Nawiązując do ich rozmowy, że miała skontaktować się z osobą, która zna się na nekromacji oraz do tego, że była odpowiedzialna za organizację sprzętu, który uzna za stosownie pomocny przy tej eskapadzie.
Zbliżali się do polany, ale tego nie do końca się Laurent spodziewał. Tego - to znaczy Departamentu Tajemnic na miejscu uwijającego się jak mróweczki. Może i rzeczywiście trzeba było ustalić wszystko wcześniej - ale wcześniej to znaczy kiedy? Podróż przez las to czas sam w sobie - wystarczający na ustalenia, tak w mniemaniu Laurenta. Blondyn nie sądził, że obecność Atreusa i jego odznaki będzie faktycznie potrzebna. A przynajmniej nie tak szybko.