Z różnymi ludźmi różnie się pracowało - szok, nie? Mogłeś mieć przy sobie kalkę siebie samego, a będzie cię to frustrowało przy zestawie cech, jakie posiadasz. Możesz mieć zupełne przeciwieństwo i będziecie się dobrze dogadywać. Armans nie znał Rookwooda na tyle, żeby stwierdzić, czy są podobni, czy niepodobni. Tutaj chyba ta bariera wieku robiła swoją różnicę! Starsze pokolenie miało trochę inne podejście od życia i do... do nieżycia chyba w sumie już nie. Fakt był jednak taki, że całkiem przepadał za tym dziadkiem. Niby był taki spięty, z kijem w dupie, a tutaj jak pracowali to było całkiem przyjemnie. Dopóki nie śmierdziała jakaś żółć, czy inne fekalia, co źle akurat skalpel poszedł. I to raczej od strony samego Armanda, a nie osoby, którą uznawał za swojego mentora. Włoch nie zrażał się praktycznie do niczego, a poziom jego wyczillowania podkreślony był tylko jak wychodził z tego miejsca, zakładając kolczyki z piórami i oglądając się za naszywkami "peace". Być może którego dnia i jego przyjdzie któremuś Śmierciożercy zabić, ale jak na razie - to on miał obmacywać jednego martwego Śmierciożercę. Przynajmniej chłopaczek nie był mugolakiem, więc szybkie zejście z tej posesji zwanej światem mu nie groziło.
- Fancy? Ty znasz takie słowo, Szeffie? - No młody prawie zrobił karpika, spoglądając na swojego mentora, króla tego miejsca. Jakieś tam... panienki na L czy tam inne Cynthie to nic! Może i one stały gdzieś wysoko, poza jego polem widzenia, ale dla niego panem był ten, kogo widział, z kim pracował ramię w ramię! Pytanie zabrzmiało przy tym tak, jakby krótkotrwała pamięć Armanda zdążyła wykasować to, że sam przed momentem takiego sformułowania użył.
Brunet przełożył dwie kolejne karty, z czego obie dotyczyły kobiet - to, co interesowało samego Augustusa. Przeczytał je, rzecz jasna, ale chyba tylko dlatego, że niewiele tutaj było do czytania. Imię, nazwisko, miejsca zamieszkania, że brudaski, bo krew nieczysta - nie żeby akurat on zwracał na to uwagę, bo jak kroił ludzi to każda krew była taka sama, jakoś tej "błękitnej jeszcze nie widział". Natomiast rzucało się to w oczy kiedy masz dwie mugolki i jednego czarodzieja czystej krwi z tatuażykiem jeśli wiedziałeś, na co patrzeć, byłeś wystarczająco bystry, albo... nie byłeś narkomanem, który najchętniej paliłby zioło i czillował bombę z trupkami obok siebie. W końcu im się też coś należy od życia, skoro już nie żyli.
- Och. Ale to nie wypada, tak denatki przed panem młodym, na jego oczach... - Chłopaczek przytulił do siebie kartę "pacjenta", spoglądając na to, jak Augustus z wprawą maniaka zaczął ją obmacywać i zaraz przysłonił usteczka, robiąc bardzo wymownego smirka. - Oooo, rozumieeem... nie będę w takim razie przeszkadzał, Szeffie. - Chociaż to zupełnie nie tak powinna wyglądać jego rola w tym miejscu. Ale każda piaskownica rządziła się swoimi bardzo specyficznymi sprawami. Więc młody podszedł do martwego denata, gotów po prostu przygotować go do sekcji, jaka miała zostać wykonana i wrócić pomóc Augustusowi - żarty żartami, ale taka jego rola... aaale potknął się o swoją sznurówkę, wpadł na stół, stół się trochę przechylił, trup zsunął z niego, Armand złapał go w swoje ramiona jak księżniczkę, uginając się pod jego ciężarem iii.... pchnął z powrotem na ten stół.
A wszystko to tylko dlatego, że Augustus palnął, że ma nie krępować się prosić o pomoc i zasugerował, że Armand sam ma sekcję zrobić.
- Totalnie, Szeffie. - Odparł młodzian na wydechu, przyjmując w pełni profesjonalną postawę.