Przez wszystkie lata ich znajomości Philip postrzegał to zainteresowanie ze strony Laurenta swoją osobą za bardzo miłe, zwłaszcza że wydawało mu się szczere. Jeśli kiedyś w prasie się pojawi artykuł, że znany sportowiec złamał dziennikarzowi nos to prawdopodobnie jego bohaterami będzie on i Aaron Skeeter. Nie będzie to dobre dla jego wizerunku, ale jego cierpliwość do tego pismaka miała swoje granice. W przypadku Skeetera nie dawało mu się nie dawać pożywki do tworzenia taniej sensacji, gdyż ten mężczyzna działał w jego opinii na zasadzie jeśli nic nie wywęszę to wymyślę jakąś bzdurę i to się sprzeda. Były sfery jego prywatności, które usilnie starał się chronić. Było tak wiele rzeczy, które nie powinny wyjść na światło dzienne.
Nie powinien wypowiadać się w ten sposób, jednak dobrze wiedział z czego to wynikało. Chciał wiedzieć, na czym stoi w tym momencie. Chciał w jakimś stopniu konkretów. Tym bardziej że zamierzał zrobić coś, czego dotąd nie zrobił przez wszystkie lata ich znajomości. To zamieszanie w głowie nie było jednostronne, w dodatku było pogłębiane przez samego Laurenta.
— Masz rację... nie powinienem był Cię naciskać. To była spontaniczna decyzja. — Wypowiedziane przez niego słowa w jakimś stopniu mogły uchodzić za przeprosiny, nawet jak nie padło to przepraszam. Jak dotąd nie żałował podjęcia decyzji o zmianie miejsca, w którym zjedzą śniadanie i nie chciałby tego zacząć żałował. Zapraszając go też do siebie stworzył względnie komfortowe środowisko do odbycia zapowiedzianej w listach rozmowy, o ile Laurent sam ją zacznie. On tego nie zrobi.
Jest panem tego domu i, pomimo posiadania służby w postaci skrzata domowego, powinien się orientować się w kwestii tego, co gdzie jest. Gotowanie potrafiło być przyjemne, o ile wiedziało się co robić i nie trzeba było później sprzątać. Poruszając się po swojej kuchni czuł na sobie zaciekawione, pełne zdziwienia i podziwu spojrzenie swojego gościa. Podczas podążania Aleją Horyzontalną powiedział, że Laurent mógłby przywyknąć do spożywania z nim śniadań w restauracji. Spożywanie śniadań przygotowanych przez niego w domowej kuchni to był wyższy poziom, zwłaszcza że przez te wszystkie lata po wspólnie spędzonej nocy rozstawali się na długo przed śniadaniem.
— Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. Nie przywyknąłbyś do tego? — Stwierdził z delikatnym uśmiechem, uwydatniającym dołeczki w policzkach, jednocześnie podszytym odczuwanym przez niego zmieszaniem. To wydawało się być przeznaczone dla kogoś, kto byłby na dłużej obecny w jego życiu, kogoś, kto nie opuszczałby tego domu przed świtem i jednocześnie to było coś, co było w zasięgu ręki Laurenta. Laurenta, który nie brzmiał na szczęśliwego i który mówił cicho, bardzo wolno.
Siedząc już przy stole z kubkiem kawy, nad talerzem ze swoim omletem, spoglądał dyskretnie na Laurenta i tylko tak mógł dostrzec w nim tę zmianę: ten ciepły i szeroki uśmiech, zawarte w nim wzruszenie i szczęście. Pogłębiło to odczuwane przez niego zadowolenie, nie tylko z siebie, ale z tego co właśnie miało miejsce. Udzielała mu się ta radość, ta beztroska i jak dotąd skrywane przez niego obawy zeszły na dalszy plan. Nie zniknęły całkowicie, bo to było niemożliwe, jednak straciły część swojej mocy. Przez to później mogą wrócić ze dwojoną siłą i zapewne tak będzie.
— Dziękuję i nawzajem. — Odparł w podobnym tonie, nie kryjąc odczuwanej przez siebie radości i beztroski, jaka płynęła z tej krótkiej chwili. Póki ona trwała. Nie dało się zignorować tego, że Laurent zdawał się wyglądać znacznie młodziej, podobnie jak tego, że po raz pierwszy jadł z takim smakiem, jak jeszcze nigdy podczas tych bankietów i wszystkich przyjęć. Nie zamierzał mu zabierać tego talerza, a zawsze znalazłaby się jakaś dokładka. Bardzo dobrze, że zamierzał wszystko zjeść, bo jego niedowaga rzucała się w oczy jemu, jako komuś kto dbał o zdrowie fizyczne. Jako sportowiec musiał utrzymywać ciało w dobrej kondycji i na to również składały się odpowiednie posiłki.
— Chcesz dokładkę? Bardzo mi smakowało. — Kierując się swoimi spostrzeżeniami względem Laurenta postanowił zaproponować mu dokładkę. W jego przypadku to zdecydowanie nie zaszkodzi, a nawet mogłoby pomóc w dłużej perspektywie czasu.