30.09.2023, 18:36 ✶
Podjęcie tej decyzji nie było łatwe, a jej utrzymanie – jeszcze trudniejsze. Mimo wszystko, wciąż miała wątpliwości; to naprawdę nie była losowa, bezimienna dusza, tylko ktoś, kogo znała całe swoje życie – i do kogo wspomnień miała wgląd. Co nie było szczególnie komfortowe i wiązało się z poczuciem przekraczania granic.
A nawet gdyby faktycznie była to losowa dusza – to też, zapewne, miałaby nadal problem. Bo zmarli mimo wszystko powinni zaznawać spokoju, a nie być z niego odzierani. Jednakże… w pewnym sensie znajdowali się pod ścianą. Szukała jakiegokolwiek tropu, wskazówki odnośnie tożsamości mordercy (a to, co widziała, dawało w sumie jedno, wielkie nic), a poza tym… cóż, mogli się dowiedzieć, być może, czegoś więcej.
Może jakimś cudem uda się odnaleźć sposób na odwrócenie zmian, jakie w niej zaszły. Może uda się wyłuskać cokolwiek, co będzie pomocne w ogarnięciu całego chaosu, jaki ich otaczał.
Może.
Szła obok Brenny, ściskając jej dłoń i chłonąc sygnały płynące z otoczenia. Tak, niewątpliwie piękne miejsce i niemalże wręcz żałowała, że przyszła tu w konkretnej sprawie, zamiast móc po prostu skorzystać z uroków. Może kiedyś, może się uda… ale równie dobrze przyszłość mogła nie nadejść nigdy.
Toteż nawet nie próbowała w tej chwili snuć dalekosiężnych planów, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że w obecnych czasach nić życia mogła zostać banalnie łatwo zerwana. Chyba żeby postanowiła się zaszyć w jakiejś dziurze – ale nie, nie planowała tego robić. Jakżeby mogła? To zdecydowanie kłóciło się ze wszystkim, czym w zasadzie była.
- Nie zawrócę, Brennie – odparła łagodnie, bez wahania. Tak, to było trudne. Ale czy oznaczało to, że miała odpuszczać tylko z tego powodu, iż coś nie było łatwe do wykonania?
A nawet gdyby faktycznie była to losowa dusza – to też, zapewne, miałaby nadal problem. Bo zmarli mimo wszystko powinni zaznawać spokoju, a nie być z niego odzierani. Jednakże… w pewnym sensie znajdowali się pod ścianą. Szukała jakiegokolwiek tropu, wskazówki odnośnie tożsamości mordercy (a to, co widziała, dawało w sumie jedno, wielkie nic), a poza tym… cóż, mogli się dowiedzieć, być może, czegoś więcej.
Może jakimś cudem uda się odnaleźć sposób na odwrócenie zmian, jakie w niej zaszły. Może uda się wyłuskać cokolwiek, co będzie pomocne w ogarnięciu całego chaosu, jaki ich otaczał.
Może.
Szła obok Brenny, ściskając jej dłoń i chłonąc sygnały płynące z otoczenia. Tak, niewątpliwie piękne miejsce i niemalże wręcz żałowała, że przyszła tu w konkretnej sprawie, zamiast móc po prostu skorzystać z uroków. Może kiedyś, może się uda… ale równie dobrze przyszłość mogła nie nadejść nigdy.
Toteż nawet nie próbowała w tej chwili snuć dalekosiężnych planów, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że w obecnych czasach nić życia mogła zostać banalnie łatwo zerwana. Chyba żeby postanowiła się zaszyć w jakiejś dziurze – ale nie, nie planowała tego robić. Jakżeby mogła? To zdecydowanie kłóciło się ze wszystkim, czym w zasadzie była.
- Nie zawrócę, Brennie – odparła łagodnie, bez wahania. Tak, to było trudne. Ale czy oznaczało to, że miała odpuszczać tylko z tego powodu, iż coś nie było łatwe do wykonania?