30.09.2023, 18:37 ✶
Czar Erika trafił trolla i sprawił, że ten zastygł w bezruchu. Tylko z jego paszczy wciąż wydobywały się nieartykułowane odgłosy, a dłonie drżały, jakby stwór ze wszystkich sił starał się poruszyć. W samą porę, bo pewnie inaczej w tym miotaniu się rozdeptałby jeśli nie Erika, to na pewno leżącą w pobliżu Brennę. Dzięki zaklęciu Longbottoma byli bezpieczni… przynajmniej przez chwilę.
Na całe szczęście, bo Brenna w tej chwili zdecydowanie nie byłaby w stanie w żaden sposób pomóc bratu. Przez jakieś trzydzieści sekund – w walce cała wieczność – leżała po prostu skulona na wilgotnej trawie, zbyt ogłuszona, aby nawet wrodzony upór pomógł jej dźwignąć się z ziemi. A potem powoli uniosła się nieco na łokciach i zdołała skoncentrować spojrzenie na nieruchomym trollu i – o bogowie, całym – Eriku.
W głowie wciąż się jej kręciło, a bok bolał jak jasny szlag, ale na szczęście niczego nie połamała. Wymagała po prostu bardzo, bardzo dużej porcji maści przeciwko siniakom i może jakiegoś wiggenowego…
– Cały jesteś? – wykrztusiła, powoli siadając. Oderwała spojrzenie od brata i rozejrzała się, szukając różdżki, a gdy wypatrzyła ją kawałek dalej (pokrytą krwią i czymś… nie, Brenna nie chciała myśleć, co to jest), poczołgała się powoli po ziemi, po to, by zacisnąć na niej palce. Bo w końcu troll mógł zaraz znów zacząć się ruszać. Albo okaże się, że miał kolegę. Dłoń Brenny wciąż trochę drżała, zarówno z nerwów i bólu, jak i stresu na myśl o tym, jak mało brakowało, żeby tamta maczuga rozbiła głowę jej brata. (I żeby nie połamało jej kręgosłupa albo żeby nie została rozdeptana, ale to w tej chwili mniej ją obchodziło, bo myślała o widoku pałki opadającej na głowę Erika…)
– Dasz radę go ogłuszyć? – zapytała, bo nie ufała zbytnio własnej ręce. – Przecież tu znikły najmniej trzy osoby, więc musiał się ich pozbyć… ogłuszenie, spadamy stąd i wrzucamy anonimowe zgłoszenie do departamentu kontroli niebezpiecznych stworzeń? – zapytała. Chociaż cichy głosik w głowie podpowiadał, że zasadniczo, najlepiej byłoby tego trolla od razu skrócić o głowę. Tyle że kto wie, czy nie było ich więcej…
W każdym razie… jedno było pozytywne.
Plotki były plotkami. Ot dziki troll zapuścił się w te okolice. Nie było w tym nic więcej.
Na całe szczęście, bo Brenna w tej chwili zdecydowanie nie byłaby w stanie w żaden sposób pomóc bratu. Przez jakieś trzydzieści sekund – w walce cała wieczność – leżała po prostu skulona na wilgotnej trawie, zbyt ogłuszona, aby nawet wrodzony upór pomógł jej dźwignąć się z ziemi. A potem powoli uniosła się nieco na łokciach i zdołała skoncentrować spojrzenie na nieruchomym trollu i – o bogowie, całym – Eriku.
W głowie wciąż się jej kręciło, a bok bolał jak jasny szlag, ale na szczęście niczego nie połamała. Wymagała po prostu bardzo, bardzo dużej porcji maści przeciwko siniakom i może jakiegoś wiggenowego…
– Cały jesteś? – wykrztusiła, powoli siadając. Oderwała spojrzenie od brata i rozejrzała się, szukając różdżki, a gdy wypatrzyła ją kawałek dalej (pokrytą krwią i czymś… nie, Brenna nie chciała myśleć, co to jest), poczołgała się powoli po ziemi, po to, by zacisnąć na niej palce. Bo w końcu troll mógł zaraz znów zacząć się ruszać. Albo okaże się, że miał kolegę. Dłoń Brenny wciąż trochę drżała, zarówno z nerwów i bólu, jak i stresu na myśl o tym, jak mało brakowało, żeby tamta maczuga rozbiła głowę jej brata. (I żeby nie połamało jej kręgosłupa albo żeby nie została rozdeptana, ale to w tej chwili mniej ją obchodziło, bo myślała o widoku pałki opadającej na głowę Erika…)
– Dasz radę go ogłuszyć? – zapytała, bo nie ufała zbytnio własnej ręce. – Przecież tu znikły najmniej trzy osoby, więc musiał się ich pozbyć… ogłuszenie, spadamy stąd i wrzucamy anonimowe zgłoszenie do departamentu kontroli niebezpiecznych stworzeń? – zapytała. Chociaż cichy głosik w głowie podpowiadał, że zasadniczo, najlepiej byłoby tego trolla od razu skrócić o głowę. Tyle że kto wie, czy nie było ich więcej…
W każdym razie… jedno było pozytywne.
Plotki były plotkami. Ot dziki troll zapuścił się w te okolice. Nie było w tym nic więcej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.