Zaklęcie nie było idealne. To było widać po tym, jak troll w dalszym ciągu szarpał się z nićmi splecionymi z magii, która pętała jego ciała. Nie miał zamiaru poddać się bez walki, jak liczył na to Erik. W sumie nie powinno go to dziwić. To nie była siedziba Srebrnych Różdżek, a w warunkach polowych nawet nieprawidłowe wygięcie nadgarstka mogło znacząco zmniejszyć siłę rzucanych czarów. Poza tym to był jednak dziki stwór. Instynktownie walczył z zagrożeniem.
— Plecy mnie bolą — poinformował siostrę, krzywiąc się przy próbie pełnego wyprostowania. — I chyba oberwałem za mocno w nos. — Dotknął lekko nasady nosa, jednak czując wyraźny dyskomfort, szybko odsunął dłoń. — A ty?
Odwrócił na moment wzrok od ich spacyfikowanego przeciwnika, co by zerknąć na siostrę. Adrenalina wciąż krążyła w ich żyłach, więc nie byłoby nic dziwnego w tym, że jeszcze nie odczuli pełni swych obrażeń. Gdy się stąd ulotnią i dojdzie do nich, że umknęli prawdziwego górskiemu trollowi... Wtedy wszystko ich rozboli. Eh, oby spiżarnia była zaopatrzona w odpowiednią ilość maści leczniczych.
— A to nie wystarczy? — Wskazał czubkiem różdżki na zamrożonego w rozwścieczonej pozie trolla. — Po prostu zbierajmy się stąd, póki zaklęcie jeszcze działa.
Przesunął się do Brenny, ignorując łupanie w głowie. Naturalnie, mógł spróbować doprowadzić trolla do stanu nieprzytomności, jednak prawdę mówiąc... Wolał nie ingerować w poprzednie zaklęcie. Widział, ze jest nie do końca stabilne, więc obawiał się, że nałożenie jednego efektu na drugi, może nie skończyć się dobrze. Dla nich nie dla trolla. Kto wie, czy nie zdołałby się wyrwać z kontroli pierwszego czaru?
— Wracamy do domu. Teraz. Opatrzymy się, a potem wyślemy zawiadomienie. I tak, w pełni anonimowe — obiecał, licząc, że siostra zgodzi się z jego planem.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞