30.09.2023, 19:27 ✶
– Starość nie radość, braciszku – powiedziała Brenna, jakby wcale nie byli w sytuacji, w jakiej byli albo przynajmniej jakby nie zdawała sobie sprawy z jej powagi… a zdawała sobie. Chociaż nie czuła jeszcze w pełni swoich obrażeń, doskonale wiedziała, że wkrótce każdy siniak zacznie domagać się jej uwagi. I naprawdę w pełni rozumiała, jak mało brakowało.
Ale nie mogła się powstrzymać.
– Jestem cała i gotowa do dalszego działania – zapewniła i na dowód nawet dźwignęła się z ziemi. Nie spuszczała oka z rannego trolla. Zawahała się, kiedy Erik zapytał, czy to wystarczy… bo wcale nie była pewna… ale w końcu zadowoliła się machnięciem własną różdżką, aby rozsadzić jego maczugę na kilka kawałków. Ostatecznie istota była ranna, teraz pozbawiona broni, a Ministerstwo zostanie ostrzeżone, kogo tu zastanie. Bo ot tak zignorować sprawy nie mogli, istniało ryzyko, że ucierpią kolejni turyści, bo troll był ewidentnie oszalały i ani myślał z kimkolwiek współpracować. Ostatecznie, jeśli nawet ktoś dowie się, że to oni tu trafili – ot Brenna miała ochotę połazić po górach, na trolla wpadli przypadkiem i zrobili dokładnie to, co powinni: postarali się trochę stwora sponiewierać i powiadomili odpowiedni departament…
Wydobyła z kieszeni chusteczkę i dość pośpiesznie oczyściła różdżkę. Niezbyt skutecznie, to jednak mogło poczekać na później.
– Jasne – powiedziała w końcu. – Musimy szybko się ogarnąć, bo za godzinę chcę być w robocie… – dodała jeszcze Brenna, zerkając na zegarek. Dyżur zaczynała za dwie, ale miała do ogarnięcia jeszcze kilka papierków…
Wyciągnęła lewą rękę i schwyciła brata za materiał ubrania na łokciu, ot tak, na wszelki wypadek, żeby przypadkiem któreś z nich w wyniku obrażeń nie zboczyło z toru lotu.
– Na trzy. Raz, dwa, trzy – odliczyła niezbyt szybko, a potem dwójka Longbottomów znikła, pozostawiając za sobą dolinę, tonącą w promieniach wschodzącego słońca oraz spetryfikowanego, górskiego trolla.
Ale nie mogła się powstrzymać.
– Jestem cała i gotowa do dalszego działania – zapewniła i na dowód nawet dźwignęła się z ziemi. Nie spuszczała oka z rannego trolla. Zawahała się, kiedy Erik zapytał, czy to wystarczy… bo wcale nie była pewna… ale w końcu zadowoliła się machnięciem własną różdżką, aby rozsadzić jego maczugę na kilka kawałków. Ostatecznie istota była ranna, teraz pozbawiona broni, a Ministerstwo zostanie ostrzeżone, kogo tu zastanie. Bo ot tak zignorować sprawy nie mogli, istniało ryzyko, że ucierpią kolejni turyści, bo troll był ewidentnie oszalały i ani myślał z kimkolwiek współpracować. Ostatecznie, jeśli nawet ktoś dowie się, że to oni tu trafili – ot Brenna miała ochotę połazić po górach, na trolla wpadli przypadkiem i zrobili dokładnie to, co powinni: postarali się trochę stwora sponiewierać i powiadomili odpowiedni departament…
Wydobyła z kieszeni chusteczkę i dość pośpiesznie oczyściła różdżkę. Niezbyt skutecznie, to jednak mogło poczekać na później.
– Jasne – powiedziała w końcu. – Musimy szybko się ogarnąć, bo za godzinę chcę być w robocie… – dodała jeszcze Brenna, zerkając na zegarek. Dyżur zaczynała za dwie, ale miała do ogarnięcia jeszcze kilka papierków…
Wyciągnęła lewą rękę i schwyciła brata za materiał ubrania na łokciu, ot tak, na wszelki wypadek, żeby przypadkiem któreś z nich w wyniku obrażeń nie zboczyło z toru lotu.
– Na trzy. Raz, dwa, trzy – odliczyła niezbyt szybko, a potem dwójka Longbottomów znikła, pozostawiając za sobą dolinę, tonącą w promieniach wschodzącego słońca oraz spetryfikowanego, górskiego trolla.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.