• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre

[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#5
30.09.2023, 20:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2023, 20:24 przez Laurent Prewett.)  
When you free your eyes, eternal prize

Czy to była gra? Jeśli tak - ile warta? Wszystko? Nic? Kości rzucone na stół i nikogo nie obchodziło, co na nich wypadło, bo artyzm słów i spojrzeń zamieniał się w grę o wiele wyższych lotów. To tutaj wygrywałeś pary, tutaj mogłeś ułożyć dużego strita. To, jak same kostki toczyły się po stole było dokładnie tak samo nic nie warte jak spojrzenia tamtej pary - szare, bure, wyleniałe. Tak jak ten kot, który tutaj leżał na parapecie, stały bywalec i nieulubieniec gawiedzi. Tylko drapał i prychał, a właściciel go nie gonił, bo chociaż myszy łapał. Jeśli to zmienna ramka - ile wart był sam obraz? Taki brzydki, podziurawiony, poniszczony... jakby zbyt wiele przeszedł. Czy gdyby Laurent złapał płótno w swoje palce i przejechał po tych brzydkich, postrzępionych krawędziach byłby w stanie je zlepić? Przecież tyle czasu, tyle życia poświęcił na studiowanie magii, która mogłaby pomóc wszystkim istotom żywym. Przecież wierzył w Boga, który szeptał mu, że może nie tylko odwiedzać najgłębsze z głębin, ale i wznosić się ponad chmury, gdy na głowy ludzkie spadał deszcz. Przez dziury przesiąkało coś czarnego, jak czarna była stara krew. Brudziła palce i dłonie, bo nie wszystko, co ujmiesz, musi być czyste. Niektóre rzeczy... niektórzy ludzie swoim brudem odstraszali już od samego pierwszego wejrzenia. A jednak. Głupi, głupi człowieczek, który chciał przekonać się, czy może pomóc. Czy jeśli chociaż przez chwilę potrzyma te przedarte kawałki i nakryje własnym ciałem rozpalone rany to będzie lżej. Ile to wszystko było warte? Czcza naiwność i głupota artysty, który chciał ratować to, co zepsute. Przecież artysta powinien był tworzyć - nie naprawiać. Zachwycać pędzlem, kolorami, wziąć do ręki kredki wszystkich barw - wykreować coś nowego, żeby na tym świecie narodziła się tęcza z dziewiczego łona. Laurent zaś stał w tej czerni, pozwalając, by go zalewała, bo sądził, że jednak może coś tu zmienić. Że mógłby dać temu obrazowi ramkę, z której może nie byliby zadowoleni ci, co na nią patrzą, ale może sam obraz byłby przez kilka szczęśliwy..? Ramkę... może z własnych ramion..?

Nie, niewiele wiedział o Esme Rowle. Niczego o nim nie wiedział. Kiedy bramy Hogwartu zamknęły się za ich plecami, ich drogi pobiegły w odmiennych kierunkach. Ostatnie jednak, co by o sobie powiedział to to, że był celebrytą. Choć rzeczywiście w samej szkole nie należał do osób, które znikałyby w tłumie. Czasem uważał, że na własne nieszczęście, żeby potem zadzierać wysoko głowę, spoglądać z premedytacją w oczy tych, którzy nie mogli znieść jego obecności i, och, z całą swoją odwagą biec za plecy kuzyna, Atreusa, który był rok niżej, żeby tam uśmiechnąć się tak, jak nie godzi się żadnemu aniołkowi. Wygrałem. To spojrzenie mówiło, że wygrał. Bo było zbyt wiele mądrych, którzy startowali z rękoma do słabego Laurenta, ale nie było wielu mądrych, którzy zaczynaliby z Atreusem czy Louvainem, to dopiero były gwiazdy Ślizgonów, ach... Ten świat kręcił się zadziwiająco. Jak szkolne ambicje i prędkość życia potrafiły zamienić się w zastój i uświadomienie sobie, że cały ten ogień tamtejszych czasów był po prostu zbędny. Życie mirażem, albo w tytoniowym dymie. Przynajmniej wtedy nikt nie skuwał ci rąk za to, że pobiłeś kogoś innego. Oj nie, teraz to Atreus skuwał innym ręce. Tragikomedia. Wszyscy dorośli, mogliśmy pokazywać sobie palcami ścieżki kariery. Albo nagrobki, napisy na zimnych kamieniach, które zostały po tych, których Los nie pokochał wystarczająco mocno. Rowle zawsze miał smykałkę do robótek ręcznych, tylko... czy naprawdę musiał kończyć na Nocturnie? W sercu Laurenta zawsze budziło się poczucie krzywdy dla ludzi, którzy nie mogli wyrwać się ze szponów okrucieństwa ludzkiego. Niektórzy uważali, że Prewett był jednym z tych w czepku urodzonych, jako syn jednego z najbogatszych ludzi świata, bo przecież samego Edwarta Prewetta. Potem patrzyli na Esme Rowle i kręcili głową. Biedaczek - nie poszczęściło mu się w życiu, ale jak mogło, skoro miał pecha urodzić się akurat w złym miejscu i złym czasie? I tak już miał zostać w tych ciemnych uliczkach, miał już tam tkwić. Nikt nie miał do niego wyciągnąć ręki, bo czemu by mieli? Odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu, robiąca to, co do niej należy. Jak wielu ludzi w tym kraju. Jak wiele dzieciaków, które przegrały swoją walkę o marzenia.

- Mam nadzieję, że stanę się ozdobą jeszcze piękniejszej szyi. - Spoglądał przez moment z subtelnym uśmiechem spod kurtyny długich rzęs na mężczyznę, delikatnie rozbawiony tak samym początkiem tego spotkania jak i odpowiedziami, jakie uzyskiwał. Odpowiedziami, które bardzo mu się podobały, bo przecież kto nie lubił chłonąć tych wszystkich uroczych słówek na swój temat? Ludzie mówili, że klejnoty zdobiły człowieka. Ale Laurent uważał, że czasami to niektórzy ludzie zdobili klejnoty. Były jedynie podkreśleniem ich oczu, ich naturalnego błysku, drobnym dodatkiem, który ujawniał najwspanialszą ze sztuk - człowieka. Znalezienie się na szyi Esme Rowle, może właśnie tam, gdzie została pamiątka po nocnych schadzkach, przysłonięta przez niego kołnierzykiem, byłoby właśnie tym - ledwo miłosnym muśnięciem i dopełnieniem obrazu. Jego ramką. Ale to nie klejnot błyszczałby tutaj najbardziej. - Jaka to ulga mieć przed sobą kogoś, dla kogo taka perła byłaby ledwo dodatkiem do jego urody. - Bo świni z całą pewnością przed sobą nie miał, ale samo to słowo nie leżało na jego języku, nie potrafiłby je wpleść w te zdanie. Nie chciał przede wszystkim. Świnia. Nie gardził tymi stworzeniami, były naprawdę inteligentne. Ale wypowiedziane w tym miejscu, gdzie nagle zrobiło się tak intymnie i spokojnie, by odgrodzić ich od świata dymem z papierosa Esme, zupełnie przeczyło czarowi. Ten czar, jego fragmenty - czy były świadomie tworzone przez bruneta tego nie wiedział. Ale Laurent łapał te fragmenty i szył z nich brylantową nić z cierpliwością pająka.

- Czasem to, co niezbędne, pojawia się przed nami w najbardziej niespodziewanych chwilach. - Powiódł wzrokiem za spojrzeniem Esme. Szara, nudna codzienność i szare, nudne życie. Ile ludzi takich widywał? Nie tylko na ulicach, ale i w swoim życiu? Ile istot próbujących zalać swoją nudę, swoje błoto, jakimś blaskiem? Jego blaskiem? A on chciał malować te kolory. Nawet czerń była piękna, nawet szarość, jeśli tylko użyło się jej w odpowiednich akompaniamentach. Niemal poczuł dreszcz na własnej skórze od tych słów, albo raczej - od samego tonu, jakiego Esme użył, co wymalowało ciepły uśmiech na jego wargach. To był bardzo szybko zmieniający się świat - ten Rowla. Prawie jakby został zaproszony do tańca z szaleńcem, który nie liczył kroku i nie miał żadnego w tym taktu, ani nie znał swojego celu. Po prostu tańcz - o nic nie pytaj, nie zastanawiaj się. Ciekawe, czy w takich pląsach łatwo było zagubić kroki..? - To tęsknota za utraconą kochanką, której szept i dotyk był niezbędny czy może przerażeniem tego, że ta niemiłość mogłaby doprowadzić do takiej monotonii? - Esme przyglądał się dłużej tamtej parze, a Laurent zaczął przyglądać się samemu Esme. I mówiąc o kochance, kiedy w końcu zapytał, przerwał ciszę, nawet niekoniecznie miał na myśli człowieka. Kochać można się było w różnych rzeczach. Kochać można się było nawet w samej miłości. Było coś inspirującego w tym, jak spoglądał na tamtą parę. Inspirująco smutnego. Zachęcającego do tego, żeby dotknąć ramienia mężczyzny i uśmiechania się do niego, by uwierzył, że można siedzieć w milczeniu, ciszy i wcale nie wyglądać jak tamci parę stolików dalej.

- Niektórzy ludzie czerpią przyjemność z obdzierania człowieka z jego niewinności. - Więc... czy ta kobieta była dla niego metaforą, czy może same warkoczyki? Czy to warkoczyki były skórą, a Laurent został niewiastą, której niewinność miała zostać odarta przez połączenie ze sobą tych elementów? Skończyć na czymś śmiesznym, zupełnie do siebie niepasującym? A może był samą istotą niewinności, która mogłaby zostać zepsuta przez nieodpowiednie ubranie? Och, Laurent uważał, że wyglądałby w skórze całkiem dobrze... - Zaliczasz się do tych osób, które wolałyby sycić swoje oczy niewinnością, niż próbować je splamić i zaspokoić własny głód? Ciekawość? - Laurent założył nogę na nogę, usiadł teraz wyprostowany, rozluźniony, patrząc na ten dym i papieros, który pasował do mężczyzny. Mężczyzna, który mógł się stać papierosem tak samo rozebranym jak ten leżący przed Laurentem. Gdzie tu była niewinność? Słowo-klucz. A gdzie w tym była niewinność samego Esme, który od razu mówił o świniach i skórach? Pewnie zostawiona daleko stąd. Gdzieś w miejscu, gdzie dziewczynkom z jego okolicy pletli warkoczyki. Tak przynajmniej wycenił to Laurent. - Jeszcze inni próbują znaleźć własną niewinność nakrywając się cudzą. Zupełnie jakby było w tym coś świętego. - Zupełnie nie spodziewał się, że ten wieczór może nabrać takiego... wyrazu.

- Jestem jedynym synem Edwarta Prewetta. Nie mogłoby mi się wieść źle. Prawda nie ma tutaj najmniejszego znaczenia. - Uśmiechnął się szerzej przez parę chwil. Jedynym synem głowy rodu Prewett i przy tym nie dziedzicem, bo dziecem była... jego siostra. Starsza siostra. Choć to mężczyźnie powinno przypadać dziedzictwo z racji konieczności przedłużenia rodu, nazwiska... ach, wiadomo, jak to jest. Jego siostra, która jeździła po świecie, bawiła się swoim hobby, a on siedział na pańskich włościach i pracował na to, co nawet nie było jego. Palił fajki, których nawet nie lubił i nie należały do niego. - Ooch... Esme. - Odparł na jego następne słowa i znów na moment uciekł wzrokiem w bok na sekundę czy dwie jakby z chwilowego onieśmielenia. - Z twoich ust płyną tak słodkie słowa, że zaczynam się zastanawiać, czym na nie zasłużyłem. - Gdzie leżała granica między rozmową a flirtem? - Wiem, że banalne opowieści o wyścigach konnych, abraksanach czy domach hazardowych nie są tym, czego byś na moich ustach szukał w zamian. - Czy wiedział? Nie. Natomiast Laurent miał taką swoją taktykę i zabawę przy poznawaniu ludzi - lubił dużo zakładać. I zakładał, że Esme nawet z chęcią by posłuchał na te tematy, gdyby tylko je ująć w odpowiednie słowa, gdyby wyłowić historyjki, gdyby... opowiedzieć je z błyskiem oku i odpowiednim tonem. Mógł to zrobić. Tylko że... nie dziś. Tak mu się wydawało, że dziś nie byłby w stanie. Nie miał energii. Czuł się zmęczony. Aktualnie i tak jego umysł pracował na najwyższych obrotach, starając się nie przegapić żadnego gestu z drugiej strony, żadnego z tworzonych bodźców. A tych było całkiem sporo. Mimo to Laurent nie wahał się razem z nimi. Pozostawał w swoim spokoju i cieple. Jak ramka.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (13428), Laurent Prewett (13150)




Wiadomości w tym wątku
[luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 26.09.2023, 17:21
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 27.09.2023, 04:03
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 27.09.2023, 08:59
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 30.09.2023, 18:20
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 30.09.2023, 20:22
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 01.10.2023, 02:57
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 01.10.2023, 10:27
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 08.10.2023, 18:15
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 08.10.2023, 19:13
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 14.10.2023, 11:41
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 14.10.2023, 13:04
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 05.11.2023, 03:35
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 05.11.2023, 17:34
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Esmé Rowle - 16.11.2023, 03:00
RE: [luty 1968] Esme & Laurent | Danse macabre - przez Laurent Prewett - 16.11.2023, 22:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa