Wszystkie oczekiwania zawsze weryfikowała rzeczywistość. Potrzebował tego aby to wszystko stało się proste, pozbawione chaosu i aby zagościł w tym wszystkim sens, którego nie potrafił znaleźć. To dzisiejsze spotkanie mogło mieć kilka zakończeń, jednak wszystko zależało od jego przebiegu. Na razie wszystko wydawało się iść po jego myśli. Było całkiem miło. Siedzieli sobie w kuchni podczas przygotowanego przez niego śniadania, pili kawę i rozmawiali powierzchownie muskając trudne tematy.
— Ostatnio przekonałem się jak to jest potrzebować czasu na to dostrojenie się do sytuacji, więc to rozumiem. — Po wysłuchaniu tych wyjaśnień odniósł się do tego momentu jak potrzebował dłuższego czasu na poradzenie sobie z sytuacją, w której się znalazł. Laurent to uszanował i w jakimś stopniu był mu winien to samo. W ostatnim czasie zwierzał się jedynie swojemu przyjacielowi, jednak jemu też nie mówił o wszystkim, co stało się w jego życiu w przeciągu tych kilku miesięcy.
— Do zaproszeń na śniadanie, z którymi one się wiążą. Rozsądnie byłoby odpowiedzieć że nie, jednak nie jest to niemożliwe. — W obu przypadkach odpowiedź wydawała się być jednoznaczna. Z zaproszeniem na śniadanie mogło wiązać się z zaproszeniem na kolacje, jeśli zostałyby spełnione pewne warunki... tyle, że nie zostaną.
— Dobrze. Nawet w najdroższej restauracji takiego nie zjesz. — Stwierdził z nieukrywanym zadowoleniem, które wyraził szczerym uśmiechem. Odsunął od siebie pusty talerz i oparł łokcie na stoliku, obejmując palcami swój kubek z pitą małymi łyczkami kawą. — Lata temu. Kiedy wybieram się pod namiot to nie będę zabierać ze sobą Błyska, który musi zarządzać domem pod moją nieobecność. Była to Złotogłówka, skrzatka domowa w moim domu rodzinnym. — Nie było to żadną tajemnicą, że Philip nawykł do wszelakich wygód i wspomniany przez niego namiot nie miał nic wspólnego z namiotami używanymi przez mugoli, tylko tymi przez czarodziejów. Po rozłożeniu one przypominały bardziej mały apartament - mieściły wygodne łóżko, część wypoczynkową i kuchenną z piecykiem. Pozwalało mu to spędzać czas na łonie natury bez utraty własnego komfortu.
— Nie pomyliłeś się. Tym nie musisz się martwić. — Zażartował jedynie. Dostawał coś w zamian za przygotowanie tego śniadania, które przed chwilą zjedli. Było zaskakująco miło, wręcz przyjemnie. Nawet jak to było coś nowego dla nich. Nowe nie musi oznaczać czegoś złego, jeśli odpowiednio się do tego podejdzie. Postanowił w pełni korzystać z tych chwil, póki one trwały. Prędzej czy później nadejdzie to, czego się obawiał i to najpewniej sprawi, że dobry nastrój pryśnie niczym bańka mydlana.
— Teraz to mnie zaintrygowałeś. — Odpowiedział z lekkim uśmiechem. Nie wymagał od niego tego rodzaju wdzięczności. Przeczuwał, że powinien na to mu pozwolić. Może zostać pozytywnie zaskoczony przez Laurenta, któremu nie brakowało przecież kreatywności. Pozostawało mu tylko poczekać.