— Tak — odpowiedział Martin nie do końca zgodnie z prawdą. Ale Dellian nawet nie wiedział, że Crouch miał zamiar wyczarować koła. Przynajmniej meble były w kupie. Postawił więc na kolejne zaklęcie translokacyjne, żeby zabrać ten śmietnik.
Ruszyli w drogę powrotną. Martin rozglądał się w ogół, w razie gdyby coś jeszcze musieli sprzątnąć. Zastanawiał się też, którędy to wiatr go wczoraj porwał, że wylądował tam, gdzie wylądował. Co jakiś czas zerkał też na Delliana. Był pod dużym wrażeniem. Nie spodziewał się, że osoba niewidoma tak śmiało wejdzie do lasu. Pomoc Bella była niezastąpiona, Martin nie mógł sobie wyobrazić, jak wiele czasu zabrało im nauczenie się takiego systemu komunikacji. Z pewnością współpracowali od dłuższego czasu. Dellian dokładnie wiedział, jak zareagować na dawane mu wskazówki, a nawet jeśli o coś zahaczył, szybko sobie z tym radził.
Gdy dotarli na miejsce, otrzymali po szklance napoju oraz podziękowania od pracowników ministerstwa. Martin wrzucił meble na kupę wszystkich gratów zebranych w lesie. Trochę tego było. To smutne, że z tak pięknego wydarzenia zrobiła się tragedia, która uzewnętrzniła się nawet w stosie zepsutych ławek i stołów. Crouch spoglądał na to wszystko jeszcze chwilę, po czym pożegnał się z Dellianem i Bellem, a następnie rozeszli się do swoich domów.