Ponoć na tym świecie pewną są tylko dwie rzeczy; śmierć i podatki. Po tym, co wydarzyło się w ciągu ostatnich miesięcy w jego życiu, Erik śmiało mógłby dodać trzeci element do tego powiedzenia: twoje życie zawsze może stać się d z i w n i e j s z e. Gdyby na początku roku ktoś mu powiedział, że spędzi końcówkę wiosny w Dolinie Godryka, świętując przyjaźń mugoli i czarodziejów, zapewne wyśmiałby ten scenariusz. Wydawał się nierealny. Podobnie, jak jeszcze niedawno nierealny zdawał się bezpośredni atak Śmierciożerców na sabat. A wszyscy dobrze wiedzieli, jak się miała sytuacja.
Na dobrą sprawę nie wiedział, czy w ogóle powinien tu przychodzić. Nie miał ze sobą żadnego mugola z jakim nawiązał bliższą relację w ramach ostatnich pielgrzymek niemagicznych do Doliny Godryka. Powód? Nie zaangażował się w to, co działo się w okolicy. Chociaż przy rozmowach z sąsiadami zdarzało mu się zasłyszeć coraz to nowe plotki na temat tego, czemu ci wszyscy ludzie zaczęli ściągać do wioski z każdego zakątka kraju, tak nie włączył się w lokalne „śledztwo”. Większość informacji czerpał z gazet i doniesień w pracy. Na szczęście, to nie Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów zajmował się tym ewenementem, a zespół Amnezjatorów. Chociaż jeden obowiązek mniej, pomyslał Erik, poprawiając rękawy ciemnej koszuli, jaką postanowił włożyć na tę uroczystość.
Ubrał się prosto (na czarno) i tak, aby nie rzucać się w oczy. Wprawdzie jego ponadprzeciętny wzrost i tak sprawiał, że wyróżniał się z tłumu, tak nie miał zbytnio ochoty na to, aby tego wieczora brylować w towarzystwie. Przyszedł tutaj bardziej dla zasady, co by zaznaczyć obecność rodu Longbottomów na tej uroczystości. I z ciekawości. Czy zdarzy się tutaj coś, co faktycznie będzie godne uwagi? Erik zwolnił kroku, niosąc ze sobą skrzynka z kilkoma butelkami nalewki.
W końcu nie mógł się tutaj pojawić z pustymi rękami, prawda? Po dosyć ciężkiej rozmowie z dziadkiem udało mu się dostać kontakt do jednego ze znajomych Godryka. A to otworzyło furtkę do małych zakupów w piwnicy pewnego starszego faceta mieszkającego na obrzeżach wioski. W każdym razie Erikowi udało się dostać mały zapas całkiem dobrego alkoholu. Być może umili to jakoś wieczór miejscowym... i ich obcym gościom. Po podejściu do jednego ze stołów, Erik rozłożył butelki na środku, przy innych alkoholach.
— Oby nie skończyło się to tak, jak ostatnio — mruknął pod nsoem, nakładając sobie trochę z sałatki warzywnej z lokalnych zbiorów.
I wtedy to się stało. W pierwszej chwili Erika przeszedł dreszcz, jednak nie zauważył nic dziwnego. Dopiero gdy uniósł wzrok znad talerza, zdał sobie sprawę, że świat wokół niego... uległ pewnym zmianom. Słońce i Księżyc zawisły na niebie jednocześnie, wypełniając przy okazji nocny nieboskłon serią gwiazd. Erik otworzył usta z wrażenia, a jego widelec zawisł w powietrzu w drodze między talerzem a jego ustami.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
Przyniesione jedzenie