01.10.2023, 17:21 ✶
Zaklęcia Geraldine i Erika nie zrobiły nic siedzącemu za stołem żywemu trupowi. Owszem, być może i wyszły, ale… ale nie zadziałały?
Istniała szansa, niewielka, ale jednak, że obydwoje byli po prostu gamoniami, którzy przypadkiem przez te wszystkie lata jakoś prześlizgiwali się – najpierw przez szkolne egzaminy, później Erik przez szkolenie na brygadzistę i przez te wszystkie lata pracy w Brygadzie Uderzeniowej a Geraldine do tej pory natrafiała na same wyjątkowo nieudolne magiczne zwierzęta. Istniała również druga, dużo większa szansa, że wszystko z ich umiejętnościami było w najlepszym porządku a zaklęcia nie podziałały, bo coś na tym statku sprawiało, że istniejące tu potwory były… nieśmiertelne? I niezniszczalne? Przesadnie potężne? Coś nie chciało, by zostały zranione? Albo w jakiś sposób, może przypadkiem, przez inną siłę działającą na tym statku, były chronione?
Zaledwie chwilę po tym, jak spróbowali zaatakować siedzącego za stołem żywego trupa, zostali odepchnięci. Geraldine zatoczyła się tylko i cofnęła o metr, najwyżej dwa. Ale siła odepchnięcia Erika była dużo większa. Z impetem wpadł na jeden metalowych stolików i to na tyle mocno, że rozbił nos i pociekła z niego krew. Jego różdżka wypadła mu z rąk i potoczyła się po podłodze.
A żywy trup dalej siedział nieruchomo.
- Wszyscy tu jesteśmy – odpowiedział dziwnym głosem. Takim, którzy brzmiał jak nieużywany od wielu, naprawdę wielu lat i przypominał raczej zgrzyt paznokci po tablicy niż zwykły głos. – Marianne, jej matka, moja narzeczona, ja, wszyscy którzy byli na statku. Trzyma nas wieczny sen, trzyma Marianne, trzymają perły, trzyma czający się na samym dnie potwór. Czasem wydaje mi się, że pamiętam dobrze ten koszmar, że czasem budzę się na chwilę z ciemności, by znowu go przeżyć, zginąć i spaść w otchłań. Na dnie morza jest tylko cisza i tylko ciemność. – Żywe trupy nie miały mimiki lub emocji i ten siedzący przy stoliku również jej nie miał, a jednak coś w nim (może to, że nagle drgnął i zacisnął szponiaste ręce?) wskazywało na to, że ze sobą walczył. - Niedługo przekonacie się jak tam jest cicho i ciemno. Niedługo stracę… kontrolę…
Istniała szansa, niewielka, ale jednak, że obydwoje byli po prostu gamoniami, którzy przypadkiem przez te wszystkie lata jakoś prześlizgiwali się – najpierw przez szkolne egzaminy, później Erik przez szkolenie na brygadzistę i przez te wszystkie lata pracy w Brygadzie Uderzeniowej a Geraldine do tej pory natrafiała na same wyjątkowo nieudolne magiczne zwierzęta. Istniała również druga, dużo większa szansa, że wszystko z ich umiejętnościami było w najlepszym porządku a zaklęcia nie podziałały, bo coś na tym statku sprawiało, że istniejące tu potwory były… nieśmiertelne? I niezniszczalne? Przesadnie potężne? Coś nie chciało, by zostały zranione? Albo w jakiś sposób, może przypadkiem, przez inną siłę działającą na tym statku, były chronione?
Zaledwie chwilę po tym, jak spróbowali zaatakować siedzącego za stołem żywego trupa, zostali odepchnięci. Geraldine zatoczyła się tylko i cofnęła o metr, najwyżej dwa. Ale siła odepchnięcia Erika była dużo większa. Z impetem wpadł na jeden metalowych stolików i to na tyle mocno, że rozbił nos i pociekła z niego krew. Jego różdżka wypadła mu z rąk i potoczyła się po podłodze.
A żywy trup dalej siedział nieruchomo.
- Wszyscy tu jesteśmy – odpowiedział dziwnym głosem. Takim, którzy brzmiał jak nieużywany od wielu, naprawdę wielu lat i przypominał raczej zgrzyt paznokci po tablicy niż zwykły głos. – Marianne, jej matka, moja narzeczona, ja, wszyscy którzy byli na statku. Trzyma nas wieczny sen, trzyma Marianne, trzymają perły, trzyma czający się na samym dnie potwór. Czasem wydaje mi się, że pamiętam dobrze ten koszmar, że czasem budzę się na chwilę z ciemności, by znowu go przeżyć, zginąć i spaść w otchłań. Na dnie morza jest tylko cisza i tylko ciemność. – Żywe trupy nie miały mimiki lub emocji i ten siedzący przy stoliku również jej nie miał, a jednak coś w nim (może to, że nagle drgnął i zacisnął szponiaste ręce?) wskazywało na to, że ze sobą walczył. - Niedługo przekonacie się jak tam jest cicho i ciemno. Niedługo stracę… kontrolę…
Tura trwa do 04.10.2023 roku do godziny 21.00