Stanley pokiwał przecząco głową. To nie była jej wina przecież - to on klepał tym jęzorem na lewo i na prawo, a Elaine po prostu sprytnie to wykorzystała w akompaniamencie kawy i ciasta. Czy można to było uznać za łapówkę? Raczej nie. Czy Bell widziała w tym swój jakiś podprogowy interes? Tym bardziej nie. Po prostu chciała dowiedzieć się trochę więcej o tym co jej się wydarzyło i to nie powinno było dziwić nikogo - Nie przepraszaj. Nie zrobiłaś nic złego - zapewnił ją. Teraz tylko brakowało, aby po takim przejściu musiała się zamartwiać o to, że za dużo pytała czy gadała.
- Dobrze. Popytaj ale wiesz... Nie zamartwiaj ich za bardzo. Nie chciałbym, aby się zaczęli zbytnio przejmować tym wszystkim, a jestem pewien, że im na Tobie zależy - przyznał - Wiesz, nie chciałbym mieć zaraz rozwścieczonego tłumu pod Ministerstwem, który domaga się sprawiedliwości dla Elaine i wszystkich poszkodowanych... - zaśmiał się pod nosem, nie wiedząc do czego reszta tej trupy jest zdolna - Mogę Ci później podesłać jakieś rysunki szacunkowe, abyś mogła im pokazać. Nie gwarantuję, że będę chociaż tak dobre jak Twoje ale zrobię co w mojej mocy aby to jak najlepiej odwzorować - zaproponował, widząc w tym jakieś rozwiązanie. Borgin wolał, aby Elaine mogło im pokazać o kim dokładnie (a raczej poglądowo) mowa - tym samym wolał uniknąć ewentualnych samosądów. W końcu od wymierzania sprawiedliwości był BUM, Aurorzy i Wizengamot.
- No właśnie problem w tym... że nie. Nikt nad tym jeszcze nie pracuje ale wszyscy węszą i szukają poszlak, dowodów aby było prościej już później. Na razie też zbieramy dowody i zeznania tak jak już wspomniałem. Zobaczymy jak to będzie. Jeżeli będą jakieś postępy i nie będą to dane zaklasyfikowane jako tajne przez poufne, to będę dawać znać - dodał na jej słowa. Wyglądasz na zbyt zmartwionego... Zastanowił się nad tym przez moment, skupiając się całkowicie na kawie, lustrując w niej swoje odbicie. Czy tak naprawdę jest? Zapytał sam siebie, poszukując nie jako odpowiedzi w czarnym napoju - Wiesz El jak to jest... Jak Ci na kimś zależy to się martwisz ciągle o taką osobę. Nie ważne jaka to pora roku, czy to dzień czy noc. Po prostu się... starasz - stwierdził, przejeżdżając dłonią po twarzy. Czy był trochę przemęczony? Pewnie tak ale życie w ciągłym stresie nie ułatwiało niczego.
- Jasne. Możemy iść ale najpierw chciałbym się jeszcze przyjrzeć ziemi wokół Twojego wozu - zgodził się, prosząc jeszcze o chwilę na oględzin wokół jej domostwa - Wszystkie inne przypadki o których mi wiadomo miały miejsce w mieście i ciężko tam się czegoś doszukiwać. A nie oszukujmy się. Tutaj jest prawie pusto i może coś uda się odnotować - wytłumaczył od razu, korzystając z pomocnej dłoni. Schował pudełko papierosów do wewnętrznej kieszeni i czym prędzej skierował się na podwórko, aby zbadać to o czym przed chwilą napomknął Bell.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972