Gdy Brenna pomogła jej wstać uściskała ją równie mocno, aby wiedziała, że lubi jej towarzystwo. Alice była dorosła i nie potrzebowała uścisków, ale czasami inni ludzie byli zanadto emocjonalni, aby mogła im odmówić uściskania. Na jej ustach cały czas gościł uśmiech, bo musiała jakoś zamaskować ból w kolanach i łokciach. Nie chciała się tu rozpłakać, bo jeszcze zobaczy to Syriusz i będzie miał polewkę przez najbliższe sto lat.
– Widziałam to! – krzyknęła, gdy Brenna przypomniała jej o tej liście z gazety. – Gratulacje, zasłużyłeś, ale moim zdaniem powinieneś być numerem jeden – wyszczerzyła się szeroko i oddała mu żabę, wytarła ręce w spodnie i wzięła od Franka liście, które wcisnęła do buzi żując. Był to ich standardowy dzień z życia. Alice się obijała o wszystko dookoła, nabijała siniaki, a Longbottom dawał jej ziółka na ból. Czasami nawet nie pytała go co jej daje, po prostu mu ufała, że jej to pomoże i tyle. Wiedziała, że Franek nie zrobi jej nic złego, że jest jej najlepszym przyjacielem, aż do śmierci i tak miało pozostać. Razem będą staruszkami, którzy będą hodować swoje własne, zmodyfikowane ziółka w jakiejś szklarni.
– Ja tam lubię te słodziaczki – pomiziała ropuchę trzymaną przez Erika i się zaśmiała, a potem skierowała wzrok na przyjaciela, który zaczął odpowiadać za nią. Przekrzywiła lekko głowę i dźgnęła go z łokcia w bok, gdy wspomniał, że ma zostać u nich na obiad. Alice trudno było zawstydzić, ale czasami czuła się niepewnie, gdy Frank tak oferował jej miejsce przy stole. – Mama napisała list, że nie da rady dzisiaj po mnie być i mam się zabrać z Frankiem. Nie wiem czy nie zapomniała poinformować o tym pani Augusty – podrapała się po głowie w zamyśleniu.
Jej mama miała chyba więcej pamięci do scenariuszy teatralnych niż rodzicielskich spraw. Częściej tata pamiętał o wszystkich wydarzeniach z jej szkoły i terminach u lekarzy, ale ponoć teraz mama miała się tym zająć, więc wątpliwe, aby doprowadziła sprawę do końca.
– Brenno nie mów, że masz dziecko i męża? – zapytała, gdy Erik spojrzał dziwnie na Brenne. Czyżby odbył się ślub i ich nie zaprosili?! W sumie nie pamiętała ile czasu potrzeba, aby urodzić dziecko. Koty chyba rodziły po trzech miesiącach, ale ludzie potrzebowali więcej, więc powinna widzieć, że Brenna ma brzuch, prawda?