Czekała w Lecznicy na Perseusa Blacka, którego miała przyprowadzić jedna z pielęgniarek. W duchu chciałaby wejść do jego gabinetu, ale wiedziała, że to mogłoby pójść w nieodpowiednim jak na to miejsce kierunku. Wolała go odciągnąć od pracy, aby poświęcił myśli czemuś innemu. Chciała też sprawdzić, czy jest bezpieczny i czy nic mu nie grozi. Nie potrafiła zrozumieć swoich myśli, które tak uparcie kręciły się wokół niego, wokół przypadkowego kochanka. Stał się kimś, z kim chciała milczeć i leżeć o poranku przytulona do nagiego torsu. Nigdy tak o nikim nie myślała, nawet obecność jej mężów wywołała u niej obrzydzenie, a teraz Black, na którego polowała od lat wpadł w jej ręce i zaszczepił się w jej umyśle na zbyt długo. Miała nadzieję, że wyjdzie jej na spotkanie, a nie zignoruje jej pojawienie się tu. Gdyby to zrobił zapewne stałaby się jeszcze bardziej bezwzględna niż wcześniej, zapewne nigdy by już nikomu tak nie zaufała, a każdego mężczyznę trułaby swoim jadem, aby nie wchodził w jej życie z butami jak to zrobił teraz Perseus. Czekanie było chyba najgorsze, ale w końcu się pojawił.
Jej krótkie włosy były starannie uczesane, lekko podkręcone, suknia którą miała na sobie sięgała niżej kolan, była zrobiona z przyjemnie połyskującego czarnego materiału satynowego. Rękawy tej sukni sięgały do łokcia. Miała dekolt w serek i luźno okalała jej biust z paskiem w talii. Uśmiechnęła się do niego zagadkowo.
– Doktorze Black, mam do pana sprawę, która nie cierpi zwłoki, czy mógłby pan jednak przejść się ze mną? Nie chciałabym, aby ktokolwiek nas usłyszał – w głosie można było wyczuć nutkę chłodu, ale to raczej ze względu na obecność pielęgniarki. W środku wręcz gotowała się, aby Perseus ją przytulił, aby okazał jej te dziwne emocje, którymi tak żarliwie obdarzał ją, gdy zostawali sami.
W końcu wyszli poza budynek Lecznicy z dala od tego harmidru, który dział się wokół. Widziała, że Perseus był zmęczony, a gdy oddalili się od tego miejsca w końcu zdobyła się na odwagę i złapała jego ramię delikatnie i niepewnie spoglądając na jego bladą twarz. W świetle księżyca wyglądał zdecydowanie jak śmierć, co wydawało się jej jeszcze bardziej pociągające.
– Mam nadzieję, że moja wizyta cię nie wystraszyła za mocno. Ostatnio wydajesz się być mocno przepracowany, więc postanowiłam cię na chwilę odciągnąć od cudzego obłędu – szepnęła. Nie było to do niej podobne, aby wychodzić jako pierwsza na spotkanie, wolała jak to ją zapraszano, ale dla Blacka potrafiła zrobić wyjątek.
!pęknięcia