01.10.2023, 19:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.10.2023, 20:08 przez Brenna Longbottom.)
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz - skwitowała Brenna, gdy brat wspomniał o świetnym żarcie. Przecież wcale nie żartowała. To nie tak, że absolutnie nie miała instynktu samozachowawczego, po prostu ten czasem się wyłączał razem z rozsądkiem. Ale na jej usprawiedliwienie: głównie wtedy, kiedy na przykład wielki troll chciał zabić jej brata maczugą.
Uśmiechnęła się tylko, kiedy Erik dał wiarę tak oczywistej kpinie, ale zaraz całą jej uwagę pochłonęła młodzież i małe zamieszanie, jakie powstało w wyniku ucieczek ropuch i różnych przewrotek. I ten uśmiech pozostał już na jej ustach, jakby przylepiony do twarzy, bo po prostu… dobrze było młodego znowu zobaczyć, a i Alice miała pewne miejsce w sercu panny Longbottom.
Brenna była dorosła, ale to ani trochę jej nie przeszkadzało w wyciąganiu rąk do innych. I obojętne, czy chodziło o Alice, lat czternaście, Mavelle, lat dwadzieścia osiem, czy babcię Potter, lat siedemdziesiąt siedem. Nie miała więc żadnych oporów.
- Augusta nic nie wspominała, ale w takim razie bierzemy Alice na obiad, i może zwolnimy ją do domu już w przyszły wtorek. Przemyślę to - zgodziła się Brenna bez oporów na oznajmienie młodego Longbottoma, że ustalili z Alice wspólną podróż. Zapewne nawet gdyby Frank czekał z obcymi dziećmi i oświadczył, że te jadą do nich na wakacje, Brenna co najwyżej sprawdziłaby ich sytuację rodzinną (ot dla kontroli, czy wszystko w porządku i czy rodzice nie chcą szpiegować za ich pomocą), a potem naszykowała pokoje. – A co do numeru dwa… No nie wiem, konkurencja była całkiem mocna, a gdyby tak opowiedzieć redaktorkom, jak wygląda gotowanie Erika, i w jaki sposób bezczelnie oskarża młodszą siostrę o braki instynktu samozachowawczego, na pewno spadłby jedno albo dwa oczka w rankingu – rzuciła.
Na dopytywania o nowych lokatorów i własnego męża, roześmiała się tylko i otoczyła Alice ramieniem. Na chwilę, bo zaraz puściła, by za to przejąć wózek, na którym znajdowały się rzeczy dziewczynki.
- Kto by mnie zechciał, Zielona Damo? Nikt o zdrowych zmysłach. Nie, żadnego męża i żadnych dzieci, dalej jestem cała wasza. Za to zastaniecie w domu cztery psy i dalekiego krewnego, który przyjechał z zagranicy i jakiś czas u nas zostanie – oświadczyła radośnie i zmierzyła bagaże nieco krytycznym spojrzeniem. Nie, do kominka to się z tym nie wcisną... – To co? Skoro Frankie jest głodny, a mamy tu te wszystkie rzeczy, ruszamy powoli do wyjścia, jakaś boczna alejka i wzywamy Błędnego Rycerza, prawda? Frank, Malwa specjalnie dla ciebie robi pieczeń z sosem i ziemniaczkami. Chyba postanowiła koniecznie udowodnić, że w niczym nie ustępuje skrzatom domowym z Hogwartu.
Uśmiechnęła się tylko, kiedy Erik dał wiarę tak oczywistej kpinie, ale zaraz całą jej uwagę pochłonęła młodzież i małe zamieszanie, jakie powstało w wyniku ucieczek ropuch i różnych przewrotek. I ten uśmiech pozostał już na jej ustach, jakby przylepiony do twarzy, bo po prostu… dobrze było młodego znowu zobaczyć, a i Alice miała pewne miejsce w sercu panny Longbottom.
Brenna była dorosła, ale to ani trochę jej nie przeszkadzało w wyciąganiu rąk do innych. I obojętne, czy chodziło o Alice, lat czternaście, Mavelle, lat dwadzieścia osiem, czy babcię Potter, lat siedemdziesiąt siedem. Nie miała więc żadnych oporów.
- Augusta nic nie wspominała, ale w takim razie bierzemy Alice na obiad, i może zwolnimy ją do domu już w przyszły wtorek. Przemyślę to - zgodziła się Brenna bez oporów na oznajmienie młodego Longbottoma, że ustalili z Alice wspólną podróż. Zapewne nawet gdyby Frank czekał z obcymi dziećmi i oświadczył, że te jadą do nich na wakacje, Brenna co najwyżej sprawdziłaby ich sytuację rodzinną (ot dla kontroli, czy wszystko w porządku i czy rodzice nie chcą szpiegować za ich pomocą), a potem naszykowała pokoje. – A co do numeru dwa… No nie wiem, konkurencja była całkiem mocna, a gdyby tak opowiedzieć redaktorkom, jak wygląda gotowanie Erika, i w jaki sposób bezczelnie oskarża młodszą siostrę o braki instynktu samozachowawczego, na pewno spadłby jedno albo dwa oczka w rankingu – rzuciła.
Na dopytywania o nowych lokatorów i własnego męża, roześmiała się tylko i otoczyła Alice ramieniem. Na chwilę, bo zaraz puściła, by za to przejąć wózek, na którym znajdowały się rzeczy dziewczynki.
- Kto by mnie zechciał, Zielona Damo? Nikt o zdrowych zmysłach. Nie, żadnego męża i żadnych dzieci, dalej jestem cała wasza. Za to zastaniecie w domu cztery psy i dalekiego krewnego, który przyjechał z zagranicy i jakiś czas u nas zostanie – oświadczyła radośnie i zmierzyła bagaże nieco krytycznym spojrzeniem. Nie, do kominka to się z tym nie wcisną... – To co? Skoro Frankie jest głodny, a mamy tu te wszystkie rzeczy, ruszamy powoli do wyjścia, jakaś boczna alejka i wzywamy Błędnego Rycerza, prawda? Frank, Malwa specjalnie dla ciebie robi pieczeń z sosem i ziemniaczkami. Chyba postanowiła koniecznie udowodnić, że w niczym nie ustępuje skrzatom domowym z Hogwartu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.