Ten biały szczur to był trochę jak taki Święty Graal. Niby był jak każdy inny, a jednak wyjątkowy i dużo bardziej przebiegły od całej reszty gryzoni, które pałętały się po ich domostwie. Może był ich jakimś przywódcą bez którego nie dadzą rady się same zorganizować i żyć oraz tym samym opuszczą ich teren? Raczej nie, wszak to było trochę marzenie ściętej głowy... Ale marzenia umierają ostatnie.
Ale teraz miał go przed sobą. Miał go za tą hałdą... i rzucił się za nim. Po krótkiej lecz intensywnej pogoni złapał tego rzezimieszka lewą i prawą dłonią. Specjalnie utrzymywał go dwoma dłońmi aby przypadkiem mu nie uciekł bo to była sprytna bestia - Mam go! - wykrzyczał głosem pełnym euforii jakby zajął pierwsze miejsce w jakiejś konkurencji albo... pozbył się jednego szczura z ich wielkiej kolekcji - Najprawdziwszy śnieżnobiały szczur! - przyznał, pokazując ojcu ich znalezisko. Hjalmar trzymał mocno zwierzątko ale nie na tyle żeby stała mu krzywda, a żeby tylko mu przypadkiem nie uciekł z rąk - Spójrz jak próbował się zamaskować, udawać inny kolor... Spryciula z niego - stwierdził unosząc go do góry, aby Dagur miał prostszą robotę z dojrzeniem tych czarnych plam od węgla na jego skórze. To nie było też tak, że starszy z Nordgersimów miał problem ze wzrokiem. Nic z tych rzeczy. On po prostu był wielki - dosłownie - i syn chciał po prostu mu pomóc cieszyć się z ich wspólnego sukcesu.
- Teraz chyba trzeba by go jakoś spakować i odesłać do panny Macmillan? - zapytał ojca - W jakąś niedużą klatkę z listem. Mogę się tym zająć jeżeli chcesz - zaproponował, przyglądając się temu jak szczur spoglądał nerwowo w stronę Dagura. Czyżby się go trochę obawiał? W końcu nie było powodu, aby się go obawiać. On tylko stwarzał pozory strasznego, a w środku był bardzo potulnym i dobrym olbrzymem!