• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja

[20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
01.10.2023, 21:56  ✶  

Laurent zawsze uważał, że Florence by niezwykle wiele zyskała na zainteresowaniu płcią przeciwną, gdyby tylko chciała na siebie włożyć coś odważniejszego, śmielszego, albo nawet nie - po prostu nie takiego... sterylnego. I chociaż z chęcią ubrałby swoją ukochaną kuzynkę w coś odpowiedniego to był ostatnią osobą, która powinna była kogokolwiek pouczać w kwestii związków albo tego, jak powinno się żyć. Więc tego nie robił. Z jego ust nie można było usłyszeć marudzeń, komentarzy czy porad dotyczących tego, jak ktoś powinien się w parze zachowywać, chyba że został o to zapytany. Co najwyżej wspominał czasem, że bardzo chętnie by zobaczył z kimś Florence, albo że uważał, że byłaby wspaniałą matką - zdarzyło mu się coś takiego powiedzieć. Na tym się to kończyło. Tak samo jak i sam nigdy nie mówił o swoim życiu towarzyskim, ale o nim można było się trochę nasłuchać z plotek. Najbardziej urocze było to, że niekoniecznie w nie wierzono, a wcale nie leżały tak daleko od prawdy. Urocze na opak.

Och, uśmiech! Bardzo się cieszył widząc jej uśmiech, więc i sam odrobinę bardziej rozpromieniał. Ostatnio nie przynosił jej dobrych nowin, wszystko kręciło się wokół... smutku i bólu. Więc chciał przynieść teraz zapewnienie, że wszystko jest dobrze i porozmawiać z nią o... w zasadzie o wszystkim, o czym tylko chciałaby rozmawiać. Albo i chociaż posiedzieć i pomilczeć. Dawno nie słyszał z jej ust, że powinien coś zjeść, zaś w jej towarzystwie wszystko smakowało o wiele lepiej. Chciało się przede wszystkim jeść.

- Ach tak... - Jego mimika nabrała subtelnego wyrazu mówiącego o tym, że nie musiała mówić o tym, co też dwójka robiła w tym schowku, bo sam się już tego domyślił. Za to jego rozbawienie było spowodowane tym, że doskonale sobie wyobrażał ich miny i kompletnie niewzruszoną do tego minę samej Florence, gdy na nich spojrzała i zarządziła, że cieszy się, że tak dbają o czystość szpitala. Zaśmiał się cicho, kiedy skończyła, taka uradowana INICJATYWĄ szpitalnych podopiecznych marzących o karierze szpitalnej. - Jak to dobrze, że pod twoimi skrzydłami są młodzi ludzie rwący się do pracy. Nic dziwnego, że kwitniesz. - Fakt, przeciwko Florence w zasadzie nie miał już żadnych kart pułapek, chociaż czasami starał się wymyślić coś bardziej kreatywnego, żeby może akurat ją zaskoczyć. Czymś pozytywnym, bo negatywami to wiedział, że zaskakiwać potrafił. Głównie dlatego, że nikt nie podejrzewał go o to, gdzie i do kogo potrafił wyciągać swoje ręce, jak wariat wierząc w lepszy świat, lepsze jutro. Gubił swoje pióra i wracał do nimi z Florence mając nadzieję, że chociaż doklei je do jego poranionych skrzydeł.

- Miałem nadzieję, że zaproszę cię na randkę. Kiedy ostatnio ktoś cię zabrał do kawiarenki? - Ale mimo to nie protestował, kiedy wyraziła większą chęć zostania w domu. Wkroczył do wnętrza, zostawiając budy przy progu, żeby nie dajcie bogowie nie nanieść nawet jednego pyłku na sterylnie czystą podłogę kobiety, z której można było chyba nawet jeść. 3,2,1... czy jadłeś już obiad? Jego uśmiech poszerzył się. - Nie jadłem, ponieważ wiedziałem, że zapytasz. - Trochę tak, a trochę kłamstwo. Jego jedzenie i posiłki wołały o pomstę do nieba. - Nie, nie z nim. Nie odpisał mi na ostatni list, więc... nie jestem nawet pewien, czy chciałby ze mną rozmawiać. - Zatrzymał się w kuchni, spoglądając na stół kuchenny, słysząc trzask szkła, widząc krew na ręce Atreusa... minął krzesło, na którym siadał zawsze i usiadł na innym. Nie chciał wprowadzać negatywnej atmosfery, ale przez jego głowę przebiegła myśl: ciekawe, jak to robię, że każde miejsce zaczyna być naznaczone bólem i krwią? Oderwał wzrok od tego kawałka ściany, by skupić go na Florence. - Chciałem cię po prostu odwiedzić. - Albo was? Ich? Bo chętnie zobaczyłby całą rodzinkę. - Wiem, że Edward pewnie wysłał ci jakieś dziwne listy... wpadł w tantrum, kiedy się dowiedział. Przepraszam za niego.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1980), Laurent Prewett (2968)




Wiadomości w tym wątku
[20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja - przez Laurent Prewett - 01.10.2023, 20:35
RE: [20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja - przez Florence Bulstrode - 01.10.2023, 21:34
RE: [20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja - przez Laurent Prewett - 01.10.2023, 21:56
RE: [20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja - przez Florence Bulstrode - 01.10.2023, 22:18
RE: [20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja - przez Laurent Prewett - 02.10.2023, 09:27
RE: [20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja - przez Florence Bulstrode - 02.10.2023, 10:42
RE: [20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja - przez Laurent Prewett - 02.10.2023, 11:15
RE: [20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja - przez Florence Bulstrode - 02.10.2023, 11:46
RE: [20.06.1972] Laurent & Florence | Poezja - przez Laurent Prewett - 02.10.2023, 12:18

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa