Norka była częstym bywalcem Doliny. Mieszkała tu jej babcia, która miała swoją własną knajpę, jedną z bardziej popularnych jadłodajni - o jakże uroczej nazwie "u Lizzy". Sama Figg jeszcze kilka miesięcy temu pracowała w tym miejscu. Nadal często się tutaj pojawiała. Podrzucała Mabel, czy to babci, czy swojej matce. Wiedziała, że Elizabeth ciężko jest bez niej, także kiedy tylko znajdowała chwilę, to się tutaj zjawiała, aby jej nieco pomóc.
Miała świadomość, jak wygląda sytuacja w Dolinie. Dlatego też w ostatnim miesiącu zjawiała się tu jeszcze częściej niż dotąd. Pomagała Lizzy jak tylko mogła pozbierać się po tym, co się wydarzyło, bo zniszczenia nie ominęły jadłodajni jej babci.
Norę pozostawiła pod opieką Wendy. Miała nadzieję, że nie zniszczy dorobku jej życia w jeden wieczór - byłoby to naprawdę smutne, jednak musiała zacząć jej ufać. Tak w pełni. Tym bardziej, że Salema już nie było, a nikomu nie była w stanie zaufać tak jak jemu - szczególnie, jeśli chodziło o sprawy klubokawiarni.
Spędziła cały dzień w knajpie, pomagała babce szykować jedzenie dla mieszkańców. Całkiem przyjemnie było wrócić na stare śmieci. Jako, że był to jeden z nielicznych dni wolnych, jaki miała w tym miesiącu nie zamierzała jeszcze wracać do Londynu, chociaż opcja zapadnięcia w głęboki sen, na jakieś dwanaście godzin wydawała się być naprawdę atrakcyjna. Nie była jednak starą babą, powinna mieć coś z życia i od czasu do czasu pojawić się na jakiś niewielkich wydarzeniach towarzyskich. Dobrze było się spotkać z najbliższymi, dlatego też właśnie postanowiła udać się z Brenną na polanę. Ognisko zresztą też brzmiało niesamowicie atrakcyjnie, Figg nie pamiętała właściwie, kiedy ostatnio brała udział w jakimś.
Wieczór zapowiadał się więc całkiem przyjemnie. Doszły jej słuchy, że ostatnio w Dolinie pojawiło się dosyć sporo mugoli, co nawet ją zaciekawiło. Zastanawiała się, czy jakichś spotkają. Norka lubiła nawiązywać nowe znajomości, mugole zawsze wydawali jej się być niezwykle interesujący, więc może będzie okazja poznać jakichś bliżej.
Na miejsce ogniska dotarła z Brenną, która wyglądała jej na nieco spiętą, ale może to tylko pozory. - Jasne, Erika zawsze widać, otacza go ogromny tłum fanek. - Dodała z uśmiechem. Cieszyła się, że spotka swojego przyjaciela. Miała nadzieję, że znajdzie dla niej chwilę, ostatnio nie mogła przestać o nim myśleć, a każda okazja do spotkania go była naprawdę cenna.
Figg w przeciwieństwie do Brenny wyróżniała się z tłumu. Miała to do siebie, że uwielbiała krzykliwe kolory, tym razem nie mogło być inaczej. Była ubrana w krótką, pomarańczową sukienkę w żółte kwiatki. Włosy spięła wysoko, żeby przypadkiem nie wsadzić ich do ogniska, ale wyjątkowo - nie miała na sobie butów na obcasie. Za dobrze pamiętała, co się wydarzyło, kiedy ostatnio pojawiła się w nich na polanie. Całe zamieszanie ze stołami, chłopakami... nie chciała tego powtórzyć, więc tym razem postawiła na płaskie, balerinki, co tylko podkreślało to, jaka jest malutka. Nie pomagały nawet te nastroszone włosy.
Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie przygotowała jedzenia. Na ramieniu miała wiklinową torbę pełną pączków, skorzystała z dosyć sprytnego przepisu - nie wiedziała, jakie smaki wybrać. Zaczarowała więc nadzienie tak, aby każdemu smakowało tak, jak najbardziej lubi. Wydawało jej się to być strzałem w dziesiątkę.
Norka uniosła głowę do góry. Niebo było przepiękne, tyle, że jawiły się na nim księżyc i słońce. Trochę spanikowała, przeniosła wzrok na Brennę. - Czy Erik???? - Nie dokończyła, bo była pewna, że przyjaciółka zrozumie o co jej dokładnie chodzi.