01.10.2023, 22:18 ✶
Żadne ubranie nie sprawiłoby, że Florence nagle zyskałaby tłumy adoratorów – do tego potrzeba by zmienić jej charakter. Nie tylko trzymanie dystansu i pewną surowość w obyciu, demonstrowaną wobec obcych, które odstraszały niektórych mężczyzn. Ale i coś więcej, tkwiącego dużo głębiej. Bo to nie tak, że nikt nigdy nie zainteresował się panną Bulstrode. Nie była przecież paskudna, nie była skrajnie denerwująca, nie była absolutnie ślepa na mężczyzn i umiała zachować się w towarzystwie. Był chłopak, z którym spotykała się przez rok, jeszcze w Akademii Munga, ale wszystko rozpadło się, rozbijając o to, że Florence miała za dużo nauki, a jego nie kochała dość mocno i… cóż, właśnie o to, że był chłopakiem, nie mężczyzną, i dostrzegła, że chyba tym drugim szybko się nie stanie. Był i ktoś, z kim poszła na parę randek podczas kilku miesięcy stażu we Francji i być może miałoby to szansę kiedyś zmienić się w coś trwalszego, ale ponownie Florence dokonała wyboru: i wybrała powrót do kraju, rodziny i Munga.
Nawet najbardziej odważna sukienka nie zmieniłaby pewnych rzeczy.
– Tak, to budujące, że stażyści mają w sobie tyle motywacji – zapewniła Florence bardzo poważnie. A Laurence wiele miał racji w swoim wyobrażeniu, bo Bulstrode naprawdę rozmawiała bardzo spokojnie, wyraz twarzy miała kamienny podczas rozmowy z tamtą dwójką i nie powiedziała ani słowa potępienia. Ale och, ona wiedziała i oni wiedzieli, że ona wie…
– Jeśli wolisz wyjść do kawiarenki, nie mam nic przeciwko, ale równie dobrze możemy zostać i tutaj… i może cię zaskoczę, ale niedawno ze znajomą umówiłyśmy się, że musimy gdzieś kiedyś wyjść – powiedziała Florence. – Wolisz pudding ryżowy, sałatkę czy pieczeń? Chcesz może coś słodkiego, zanim skrzatka je przyniesie? – spytała rzeczowo, kiedy wspomniał, że nie jadł obiadu, bo w takim razie stało się jasne, że nigdzie nie idą i oczywiście, że Laurent musi zjeść coś porządnego. Pieczeń wystarczyło podgrzać, a sałatkę mogła zaserwować od razu. Z najwyższym trudem Florence powstrzymała się przed pogadanką pod tytułem „za mało jesz, za mało o siebie dbasz”, postanawiając zadowolić się tym, że go nakarmi.
Powtarzała sobie, że „jej chłopcy” są już dorośli i nie może traktować ich jak dzieci, ale to nie było takie łatwe.
– Och, Laurent – westchnęła tylko, kiedy wspomniał, że nie był pewien, czy Atreus chciałby z nim rozmawiać. Ona sama sądziła, że to raczej Prewett mógłby mieć powody, aby nie chcieć tej rozmowy. Podeszła do niego bliżej gdy usiadł i na moment ujęła jego bladą, nazbyt szczupłą twarz w dłonie, aby spojrzeć mu w oczy. – Nie zrobiłeś nic złego. Ale czasem nie jest się właściwą osobą, aby zaoferować pomoc.
Sama musiała się tego nauczyć. Były chwile, gdy bliscy ludzie po prostu nie chcieli jej wsparcia… i jeżeli nawet takiego potrzebowali, to być może nie od niej.
Cofnęła ręce i odsunęła sobie krzesło, po czym zajęła miejsce. Jak zawsze siedziała idealnie wyprostowana, chociaż w domu czuła się swobodnie i w jej gestach nie było sztywności.
– Nie przejmuj się Edwardem. Jego list nie zrobił na mnie wrażenia, za to jestem pewna, że mój wyprowadził go z równowagi – powiedziała, przez moment czując ukłucie satysfakcji. Było to może niegodne, ale jej starcia z Edwardem trwały mniej więcej od momentu, w którym Florence miała czternaście lat i lubiła wychodzić z nich zwycięsko.
Nawet najbardziej odważna sukienka nie zmieniłaby pewnych rzeczy.
– Tak, to budujące, że stażyści mają w sobie tyle motywacji – zapewniła Florence bardzo poważnie. A Laurence wiele miał racji w swoim wyobrażeniu, bo Bulstrode naprawdę rozmawiała bardzo spokojnie, wyraz twarzy miała kamienny podczas rozmowy z tamtą dwójką i nie powiedziała ani słowa potępienia. Ale och, ona wiedziała i oni wiedzieli, że ona wie…
– Jeśli wolisz wyjść do kawiarenki, nie mam nic przeciwko, ale równie dobrze możemy zostać i tutaj… i może cię zaskoczę, ale niedawno ze znajomą umówiłyśmy się, że musimy gdzieś kiedyś wyjść – powiedziała Florence. – Wolisz pudding ryżowy, sałatkę czy pieczeń? Chcesz może coś słodkiego, zanim skrzatka je przyniesie? – spytała rzeczowo, kiedy wspomniał, że nie jadł obiadu, bo w takim razie stało się jasne, że nigdzie nie idą i oczywiście, że Laurent musi zjeść coś porządnego. Pieczeń wystarczyło podgrzać, a sałatkę mogła zaserwować od razu. Z najwyższym trudem Florence powstrzymała się przed pogadanką pod tytułem „za mało jesz, za mało o siebie dbasz”, postanawiając zadowolić się tym, że go nakarmi.
Powtarzała sobie, że „jej chłopcy” są już dorośli i nie może traktować ich jak dzieci, ale to nie było takie łatwe.
– Och, Laurent – westchnęła tylko, kiedy wspomniał, że nie był pewien, czy Atreus chciałby z nim rozmawiać. Ona sama sądziła, że to raczej Prewett mógłby mieć powody, aby nie chcieć tej rozmowy. Podeszła do niego bliżej gdy usiadł i na moment ujęła jego bladą, nazbyt szczupłą twarz w dłonie, aby spojrzeć mu w oczy. – Nie zrobiłeś nic złego. Ale czasem nie jest się właściwą osobą, aby zaoferować pomoc.
Sama musiała się tego nauczyć. Były chwile, gdy bliscy ludzie po prostu nie chcieli jej wsparcia… i jeżeli nawet takiego potrzebowali, to być może nie od niej.
Cofnęła ręce i odsunęła sobie krzesło, po czym zajęła miejsce. Jak zawsze siedziała idealnie wyprostowana, chociaż w domu czuła się swobodnie i w jej gestach nie było sztywności.
– Nie przejmuj się Edwardem. Jego list nie zrobił na mnie wrażenia, za to jestem pewna, że mój wyprowadził go z równowagi – powiedziała, przez moment czując ukłucie satysfakcji. Było to może niegodne, ale jej starcia z Edwardem trwały mniej więcej od momentu, w którym Florence miała czternaście lat i lubiła wychodzić z nich zwycięsko.