Nora Figg oparła sobie ręce na biodrach i przewróciła oczami. Jak on mógł jej to robić? Erik nie miał pojęcia, ile ją to kosztowało. Teraz będzie pewnie się nad tym wszystkim zastanawiać przez najbliższy miesiąc, a on ją tylko prowokował? - NIEŚMIESZNE - Powiedziała już nieco piskliwym głosem. Rozjuszył ją nieco, chociaż nie było, aż tak źle, co mógł wiedzieć, bo akurat Erik był jedną z tych nielicznych osób, które widziały Norkę podczas różnych etapów zdenerwowania. Nie rozpłakała się jeszcze, więc było nawet dobrze.
Znowu zaczęło się przyjemnie, jednak jak zawsze rozmowa zmierzała ku tym ciemniejszym myślom. Akurat Longbottomowi nie bała się powiedzieć o tych wszystkich lękach. Był jedną z nielicznych osób, przed którymi Figg była się w stanie otworzyć, o ile nawet nie jedyną. Od zawsze. Ceniła sobie ogromnie tę znajomość. - Kto wie, co będzie chciała robić w przyszłości, gdzie się znajdzie, nie będę mogła jej zatrzymać przy sobie. - Nie wyobrażała sobie siebie jako osoby, która podcięłaby córce skrzydła. Mimo, że zależało jej na tym, żeby Mabel zawsze była przy niej miała świadomość, że kiedyś to się urwie. Wyfrunie z gniazda, a ona, ona zostanie zupełnie sama. Przybijała ją ta myśl. - Nie wiedziałam, że jesteś jasnowidzem. - Spoglądała na niego uważnie, bo nie wiedziała skąd czerpie taką tajemną wiedzę. Wałkowali ten temat wiele razy i praktycznie nic się nie zmieniło w tej dziedzinie, a minęło już kilka miesięcy. Nie sądziła, że mogłoby być inaczej. - Przyprowadzić ślepego, czy dolać komuś amortencji do herbaty? - Nie wiedziała, w jaki sposób mogłaby inaczej pomóc fortunie.
Miała wrażenie, że albo się jej wydaje, albo Erik zamilkł na chwilę, żeby udzielić odpowiedzi na jej pytanie. Najprawdopodobniej liczył w głowie wszystkich tych ludzi, którzy ostatnio u niego zamieszkali. Ciekawe, czy się doliczy.
- No, przez większość czasu. - Wydawało jej się, że on nie wie, że zgubił rachubę, bo ta liczba ciągle się zmieniała. - Masakra, chyba nie mogłabym spać spokojnie, gdybym miała u siebie tyle osób. - Martwiła by się pewnie o wszystkich, czy na pewno każde wróciło do domu, czy ktoś gdzieś nie zaginął, czy nie spóźnia się właśnie bo dzieje mu się krzywda. Podziwiała ich za to, że byli tacy chętni, aby wszystkim pomagać, bo sama by pewnie nie dźwignęła czegoś takiego, przypłaciłaby to zdrowiem. - Pieski fajna sprawa, chociaż zawsze wolałam koty. - Jakby zdążył zapomnieć.
- Jak mogłam o tym zapomnieć! - Faktycznie, przecież siostra Erika na pewno zaplanowała już wszystko dziesięć lat do przodu. Norka słyszała o tym, że Brenna zamierzała zrobić z niego ministra magii i była skłonna uwierzyć w to, że to prawda. W końcu, kto by się nadawał do piastowania takiej pozycji bardziej od niego? No nikt, był idealnym kandydatem na reprezentowanie całego społeczeństwa czarodziejów. Będzie mogła się pochwalić, że go zna, jak już nie będzie miał dla niej czasu. - Cały budżet, to wy nie macie skarbca bez dna? - Zaśmiała się cicho, zawsze wydawało jej się, że nie muszą martwić się o środki, jak widać i im mogły się skończyć.