10.11.2022, 00:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2022, 00:40 przez William Lestrange.)
Podążał za żoną i chociaż czuł bardzo mocny uścisk jej dłoni to postanowił nie zwracać na to uwagi. Po ostatniej ich rozmowie, w której kobieta wyrzuciła z siebie więcej emocji niż przez parę lat ich małżeństwa stwierdził, że powinien odrobinę przystopować ze swoją szczerością i wypowiadaniem każdej myśli na głos. Kiedyś uznałby to za brak transparentności, ale im dłużej żył tym bardziej rozumiał, ze ludzie czasami potrzebowali ciszy, półprawdy albo po prostu przytaknięcia; większość z tych czynności nie bolała i nie miała ogromnych konsekwencji, więc nie przeszkadzało mu ich wykonywanie. Poza tym, Eden wciąż nie wydawała się sobą po wieści o śmierci bratowej oraz kłótni sprzed paru dni, a William chciał nadać znaczenie słowom i przeprosinom, którymi uraczył ją tamtego pamiętnego poranka.
Zamiast odpowiedzieć na 'nie zaczynaj' czy też wywrócić oczyma na ton żony, uwolnioną ze szczelnego uścisku dłonią objął ją w talii, i pochyliwszy się ucałował ją delikatnie w bok skroni, nie chcąc ani obnosić się z tego typu gestami ani przyciągać spojrzeń. W końcu nie chodziło mu o uwagę innych, a o to, aby Eden czuła się komfortowo w jego towarzystwie... poniekąd zdawał sobie sprawę, że z tym drugim nawet najbardziej cierpliwi i wyrozumiali ludzie miewali problemy, a co dopiero blondynka po tym jak przez ostatni rok dusiła w sobie wszystkie negatywne emocje. Nie potrafił sobie wyobrazić jak okropne to musiało być i obwiniał się o całą tę sprawę - o swoją ślepotę i brak zrozumienia drugiego, tak bliskiego mu człowieka.
- To chyba twoja laska - skomentował - Pożyczyłaś mu ją, macie w rodzinie taką jedną, wędrowną? - dopytał żartobliwie taksując spojrzeniem Eunice z mężem. Miał na myśli oczywiście drewnianą podporę, na której swój ciężar opierał Black. Dość przeciągłym spojrzeniem obdarzył też sposób w jaki Perseusz chodził skupiając się na medycznej stronie jego ruchów, zboczenie zawodowe chodziło z nim wszędzie - do sklepu po bułki, na bale, wykłady, do baru, do galerii handlowych. Widywał mężczyznę na wspólnych obiadach w rezydencji Malfoyów i ten był w takim stanie już od dłuższego czasu. Lestrange przymrużył oczy zastanawiając się czy kondycja męża siostry Eden nie ma może czegoś wspólnego z tą, na która zapadła blondynka dzięki swojemu bliźniakowi. Poniekąd brakowało charakterystycznej ciężkości kroków, ale William nie potrafił aż tak dokładnie tego stwierdzić bez bliższego przestudiowania nogi.
Przyjął kieliszek z winem i upił odrobinę krzywiąc się nieznacznie. Był dość wybredny jeżeli akurat o ten trunek chodziło i absolutnie nie winił tutaj Longbottomów. Zauważył, że Brytyjczycy, a zwłaszcza Anglicy nie posiadali zbyt dobrego gustu, jeżeli chodziło o alkohol z winogron, ale nigdy też nie powiedział tego na głos. Lata spędzone we Francji dały mu możliwość wypicia win tak dobrych, że prawdopodobnie już nigdy nie weźmie w usta czegoś, co nie jest równie smaczne bez skrzywienia się. Mimochodem złapał jedną z zagryzek skupiając się aktualnie na tym, aby zawartość kieliszka wyzerować, bo nauczył się już, że nie wypadało odstawiać go pełnym. W ostatecznym rozrachunku wypił dość sporą ilość czerwonego wina na raz.
- Nie chcesz może tego... - zmarszczył trochę nos wciąż czując na języku posmak średniej jakości czerwonego wina - Diademu? Spinki? Wydaje się dość wyjątkowy. - skomentował to, co było aktualnie wystawiane na aukcjach, bo tak jak mówił, chciał skupić się na żonie i wynagrodzić jej czas, kiedy była zaniedbywana. Jednocześnie spojrzał na sukienki, które dopiero co zostały wniesione do pomieszczenia - Twoja jest ładniejsza. - nie powstrzymał się, ale wymamrotał to pod nosem, jakby był chłopcem, który zaraz dostanie kuksańca od matki, że wypowiada nieodpowiednie myśli na głos.
Zamiast odpowiedzieć na 'nie zaczynaj' czy też wywrócić oczyma na ton żony, uwolnioną ze szczelnego uścisku dłonią objął ją w talii, i pochyliwszy się ucałował ją delikatnie w bok skroni, nie chcąc ani obnosić się z tego typu gestami ani przyciągać spojrzeń. W końcu nie chodziło mu o uwagę innych, a o to, aby Eden czuła się komfortowo w jego towarzystwie... poniekąd zdawał sobie sprawę, że z tym drugim nawet najbardziej cierpliwi i wyrozumiali ludzie miewali problemy, a co dopiero blondynka po tym jak przez ostatni rok dusiła w sobie wszystkie negatywne emocje. Nie potrafił sobie wyobrazić jak okropne to musiało być i obwiniał się o całą tę sprawę - o swoją ślepotę i brak zrozumienia drugiego, tak bliskiego mu człowieka.
- To chyba twoja laska - skomentował - Pożyczyłaś mu ją, macie w rodzinie taką jedną, wędrowną? - dopytał żartobliwie taksując spojrzeniem Eunice z mężem. Miał na myśli oczywiście drewnianą podporę, na której swój ciężar opierał Black. Dość przeciągłym spojrzeniem obdarzył też sposób w jaki Perseusz chodził skupiając się na medycznej stronie jego ruchów, zboczenie zawodowe chodziło z nim wszędzie - do sklepu po bułki, na bale, wykłady, do baru, do galerii handlowych. Widywał mężczyznę na wspólnych obiadach w rezydencji Malfoyów i ten był w takim stanie już od dłuższego czasu. Lestrange przymrużył oczy zastanawiając się czy kondycja męża siostry Eden nie ma może czegoś wspólnego z tą, na która zapadła blondynka dzięki swojemu bliźniakowi. Poniekąd brakowało charakterystycznej ciężkości kroków, ale William nie potrafił aż tak dokładnie tego stwierdzić bez bliższego przestudiowania nogi.
Przyjął kieliszek z winem i upił odrobinę krzywiąc się nieznacznie. Był dość wybredny jeżeli akurat o ten trunek chodziło i absolutnie nie winił tutaj Longbottomów. Zauważył, że Brytyjczycy, a zwłaszcza Anglicy nie posiadali zbyt dobrego gustu, jeżeli chodziło o alkohol z winogron, ale nigdy też nie powiedział tego na głos. Lata spędzone we Francji dały mu możliwość wypicia win tak dobrych, że prawdopodobnie już nigdy nie weźmie w usta czegoś, co nie jest równie smaczne bez skrzywienia się. Mimochodem złapał jedną z zagryzek skupiając się aktualnie na tym, aby zawartość kieliszka wyzerować, bo nauczył się już, że nie wypadało odstawiać go pełnym. W ostatecznym rozrachunku wypił dość sporą ilość czerwonego wina na raz.
- Nie chcesz może tego... - zmarszczył trochę nos wciąż czując na języku posmak średniej jakości czerwonego wina - Diademu? Spinki? Wydaje się dość wyjątkowy. - skomentował to, co było aktualnie wystawiane na aukcjach, bo tak jak mówił, chciał skupić się na żonie i wynagrodzić jej czas, kiedy była zaniedbywana. Jednocześnie spojrzał na sukienki, które dopiero co zostały wniesione do pomieszczenia - Twoja jest ładniejsza. - nie powstrzymał się, ale wymamrotał to pod nosem, jakby był chłopcem, który zaraz dostanie kuksańca od matki, że wypowiada nieodpowiednie myśli na głos.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated