Odpowiedział na spojrzenie Eden z minimalną dekoncentracją, kiedy osoby wokół przewijały się i próbował prześledzić panujące tutaj nastroję oraz atmosferę, szybko nadążyć kto, z kim i dlaczego, skoro przyszło mu dotknąć tego obcego świata. Niby całkiem bliskiego, bo przecież nie wszystkie z tych twarzy były całkowicie obce, a jednak niekoniecznie wszystkie były poznane bezpośrednio. Można było mówić o obracaniu się w odmiennym towarzystwie, ot co. Uśmiechnął się do kobiety sympatycznie nie wychodząc jej naprzeciw z przedstawieniem się, kiedy jej uwaga bardzo szybko przeszła dalej, na ludzi jej znanych. Głównie chodziło o zachowanie pewnej klasy - nikt nie lubił osób wścibskich, które pchały się ze swoim imieniem czy nazwiskiem wszędzie - i tak, zdecydowanie wypadało wtedy tę osobę przedstawić, tym nie mniej nie oczekiwał tego. Jego wzrok przesunął się na Lysse, która się przedstawiła, została przedstawiona jako córka Vakela i zaraz potem wdała się w wymianę zdań z Eden. Tak, tutaj atmosfera zdawała się zmienić. Na coś lepszego? Panie się chyba znały całkiem nieźle - brzmiały bardzo swobodnie.
- Dziękuję za zaproszenie, choć większą przyjemnością będzie zobaczenia profesjonalisty w pracy niż samo szukanie odpowiedzi na pytania, które zadał za mnie ojciec. - Odezwał się do Vakela. Laurent wychowywał się wśród jasnowidzów i nie miał żadnych podstaw do tego, żeby wątpić w przepowiednie. Ba! Nawet skorzystał z usług wróżbitki dla zaspokojenia własnej ciekawości i wróżby te się sprawdziły. Zaskoczyły go tak czy siak, ale pewna dosłowność ich wydźwięku była szokująca, nawet kiedy nie wątpiło się w moc zaglądania w przyszłość. Nie potrafił wróżyć, ale mówił całkowicie szczerze, że rzeczywiście byłby skłonny przyjść. Nie dlatego, że Edwart Prewett naprawdę stawał na głowie (i siwiał, bidulek) przez to, że jego syn ciągle pakował się w kłopoty. Albo był w nie pakowany.
Całkowicie zgrabnie odwrócił spojrzenie od towarzystwa, kiedy to pogrążyło się w rozmowie, szukając wzrokiem Victorii.
- Fatalny ze mnie szpieg, chyba od początku byłem skazany na porażkę. - Zwrócił się do Victorii, podnosząc się, kiedy ta podeszła - tak w końcu wypadało. Dopiero, kiedy dama usiadła, sam z powrotem zajął swoje miejsce. Zerknął jeszcze tylko na moment na Vakela, Eden i Lyssę, kiedy Victoria się do nich zwróciła, nim znów spojrzał na nią. - Przyjaźnimy się z Philipem. - Wyjaśnił Victorii powód swojego "zerknięcia" do drużyny przeciwnej i przywitania się z nimi. Czyli po prostu przywitanie się.