02.10.2023, 19:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2023, 20:19 przez Florence Bulstrode.)
To nie był dobry dzień. Florence bardzo nie lubiła, gdy coś dezorganizowało harmonogram jej pracy, a dziś do takiej dezorganizacji doszło. „Drobny” wypadek w Dolinie Godryka okazał się na tyle poważny, że Magiczne Pogotowie nie było w stanie zapanować nad sytuacją, przeniesienie rannych nie wchodziło w grę, i ostatecznie Bulstrode zamiast uzupełniać papiery i pełnić dyżur w szpitalu, trafiła tutaj. Nie wspominając już o tym, że czekał ją też nieprzewidziany spacer w szybkim tempie – bo wprawdzie na miejsce podrzuciła ich osoba z teleportacją łączną, ale z powrotem już ich nie zabrała, zgarniając poskładanych jako takich rannych.
To oznaczało, że Florence i asystujący jej dzisiaj Leo musieli przejść się przez Dolinę Godryka. W transmutowanych na prędko ubraniach, by nie zwracać uwagi mugoli szpitalnymi szatami – a ubrania transmutowane miały to do siebie, że czar trzeba było poprawiać i że nie wyglądały idealnie tak, jak Florence sobie życzyła. Spódnica była żółta, tak jak szata, a o ile Florence mogła tolerować to paskudne połączenie kolorystyczne na ubraniu uzdrowiciela, o tyle już na „zwykłych” ubraniach… ani trochę. Poza tym Dolina od Beltane napawała ją pewnym... niepokojem.
Dlatego Bulstrode była zirytowana.
Jej irytacja nie objawiała się w jakiś szczególnie wyraźny sposób i nie była łatwa do wyłapania. Florence rzadko wybuchała gniewem, a w szpitalu przez większość czasu utrzymywała albo spokojny wyraz twarzy, albo uśmiechała się uprzejmie – i nierzadko odrobinę złośliwie. W tej chwili była widoczna głównie pod postacią zmarszczki na czole.
– Musisz powtórzyć informacje na temat klątw, przenoszących się na przedmiotach. W poniedziałek przepytam cię z materiału – oświadczyła. Trudno było orzec, czy nagła dyspozycja miała coś wspólnego z tą irytacją właśnie, czy i tak zostałaby wydana. Nie odwróciła się nawet, dalej wędrując ku położonemu nieco na uboczu domowi, gdzie znajdował się publiczny punkt Fiuu. Dół jej spódnicy zaczynał powoli zatracać kształty, znów przemieniając się w uzdrowicielską szatę.
To oznaczało, że Florence i asystujący jej dzisiaj Leo musieli przejść się przez Dolinę Godryka. W transmutowanych na prędko ubraniach, by nie zwracać uwagi mugoli szpitalnymi szatami – a ubrania transmutowane miały to do siebie, że czar trzeba było poprawiać i że nie wyglądały idealnie tak, jak Florence sobie życzyła. Spódnica była żółta, tak jak szata, a o ile Florence mogła tolerować to paskudne połączenie kolorystyczne na ubraniu uzdrowiciela, o tyle już na „zwykłych” ubraniach… ani trochę. Poza tym Dolina od Beltane napawała ją pewnym... niepokojem.
Dlatego Bulstrode była zirytowana.
Jej irytacja nie objawiała się w jakiś szczególnie wyraźny sposób i nie była łatwa do wyłapania. Florence rzadko wybuchała gniewem, a w szpitalu przez większość czasu utrzymywała albo spokojny wyraz twarzy, albo uśmiechała się uprzejmie – i nierzadko odrobinę złośliwie. W tej chwili była widoczna głównie pod postacią zmarszczki na czole.
– Musisz powtórzyć informacje na temat klątw, przenoszących się na przedmiotach. W poniedziałek przepytam cię z materiału – oświadczyła. Trudno było orzec, czy nagła dyspozycja miała coś wspólnego z tą irytacją właśnie, czy i tak zostałaby wydana. Nie odwróciła się nawet, dalej wędrując ku położonemu nieco na uboczu domowi, gdzie znajdował się publiczny punkt Fiuu. Dół jej spódnicy zaczynał powoli zatracać kształty, znów przemieniając się w uzdrowicielską szatę.