10.11.2022, 01:22 ✶
Znad zastawionego stołu pod ścianą Alice zdążyła odmachać Seraphinie i spowodować pewne nieporozumienie wśród pary znajdującej się, gdzieś w połowie dystansu dzielącego kuzynki. Parka próbowała zrozumieć, dlaczego macha do nich anonimowa blondynka, jednak Selwynówna zajęła się deserowym rekonesansem. Przy okazji zdążyła się wymienić uwagami z starszym czarodziejem na temat poczęstunku, który podobnie jak ona, nie tracił czasu na trzymanie pozorów, że jedzenie tutaj nie było ich priorytetem. Zwykle na takich spędach przyciągała tego rodzaju towarzystwo. Przekleństwo jej pyzatej, okrągłej, jak księżyc w pełni, twarzy i uśmiechu, które razem dawały poczciwy efekt stapiający się w figurę kochanej wnuczki dla osób w mocno pchniętym wieku średnim. Jegomość stracił całkiem mechanizmy obronne, aż Alice jęknęła w duchu, gdy dostrzegła pięknie wystawiony zegarek z dewizką. Z czystego kruszcu, aż dosłownie zaswędziały ją palce. Zauważyła kilka run naniesionych w postaci grawerunku, wszystko w ciągu kilku sekund, zarys planu rozlał się w jej umyśle równie szybko. Trudno powiedzieć, że w jej wieku można mieć bardzo stare nawyki, ale pewne schematy trzymały ją mocno. Zamiast tego nałożyła swojemu chwilowemu towarzyszowi kilka tarteletek, bo jak wiadomo accio psuje smak jedzenia. Było jej łatwiej do nich sięgnąć mając przewagę w większym zasięgu ramion, a i jej obwód nie stanowił takiej przeszkody, jak w przypadku staruszka, którego szerokość była zbliżona do wzrostu. Gdy zaczęły się przemowy Longbottomów, żona starszego, jak się okazało, sędziego Wizengamotu, odciągnęła od stołu przy wtórze wyrzutów, że nawet nie poczekał na oficjalny toast.
Och, życie Alice zdecydowanie znalazło się właśnie w lepszym miejscu w trakcie drugiego kawałka ciasta, za słowami Erika Longbottoma. Wzniosła toast przy końcu jego słów. Porzuciła stoły w drugiej sali i przeszła w okolicę Florence.
- Dobry wieczór Flo - przywitała się ze swoim firmowym, wesołym uśmiechem. - Pióra abraxanów są zjawiskowe. - Jako dzieciak starała się znaleźć, choć kilka, kręcąc się wokół stajni, ilekroć była u Prewettów z wizytą. Jak nie porwała przy tym swoich rajstopek, to jedna Morgana raczy wiedzieć, ale zwykle wyglądała jak uboższa wersja stracha na wróble, z sianem wszędzie.
Sama podniosła rękę i podbiła do czterdziestu galeonów na drugą suknię. Raczej dla sportu, ale Alice nigdy nie kryła się z łatwością do korzystania ze swojej uprzywilejowanej pozycji i wydawania pieniędzy rodziców, którymi na co dzień nie rozporządzała, ale na taką okazję? Zresztą oficjalnie licytował jej brat.
- Czy mi się wydaje, czy raczej obie licytujemy w czyimś imieniu? - popatrzyła z ukosa na kuzynkę.
- Swoją drogą, polecam tarteletki, chyba zafundowałam nimi trzydniową zgagę jednemu sędziemu, a sobie dezaprobatę jego żony, bo zrujnowałam puddingową dietę. Czymkolwiek na gacie Merlina jest puddingowa dieta. Żyłam dotychczas w świecie, gdy zazwyczaj zawierały one tłuszcz, mąkę i mnóstwo wnętrzności, do których żywe istoty są egzystencjalnie przywiązane.
Och, życie Alice zdecydowanie znalazło się właśnie w lepszym miejscu w trakcie drugiego kawałka ciasta, za słowami Erika Longbottoma. Wzniosła toast przy końcu jego słów. Porzuciła stoły w drugiej sali i przeszła w okolicę Florence.
- Dobry wieczór Flo - przywitała się ze swoim firmowym, wesołym uśmiechem. - Pióra abraxanów są zjawiskowe. - Jako dzieciak starała się znaleźć, choć kilka, kręcąc się wokół stajni, ilekroć była u Prewettów z wizytą. Jak nie porwała przy tym swoich rajstopek, to jedna Morgana raczy wiedzieć, ale zwykle wyglądała jak uboższa wersja stracha na wróble, z sianem wszędzie.
Sama podniosła rękę i podbiła do czterdziestu galeonów na drugą suknię. Raczej dla sportu, ale Alice nigdy nie kryła się z łatwością do korzystania ze swojej uprzywilejowanej pozycji i wydawania pieniędzy rodziców, którymi na co dzień nie rozporządzała, ale na taką okazję? Zresztą oficjalnie licytował jej brat.
- Czy mi się wydaje, czy raczej obie licytujemy w czyimś imieniu? - popatrzyła z ukosa na kuzynkę.
- Swoją drogą, polecam tarteletki, chyba zafundowałam nimi trzydniową zgagę jednemu sędziemu, a sobie dezaprobatę jego żony, bo zrujnowałam puddingową dietę. Czymkolwiek na gacie Merlina jest puddingowa dieta. Żyłam dotychczas w świecie, gdy zazwyczaj zawierały one tłuszcz, mąkę i mnóstwo wnętrzności, do których żywe istoty są egzystencjalnie przywiązane.