Nie rozumiał, czemu zaklęcie nie zadziałało. Przecież powinno zrobić cokolwiek. Chociaż na moment zerwać mistyczną zasłonę, którą wzniósł żywy trup, aby wyrwali się z tego przedziwnego stanu. Wprawdzie miał świadomość, że magia Rozpraszania nie była jego mocną stroną, ale nie był przecież w niej kompletnie beznadziejny. Gdyby był aż taką niemotą, to nawet ładny uśmiech i poważane nazwisko nie pozwoliłoby mu utrzymać się w Ministerstwie Magii tak długo. Nie wspominając już nawet o tym, że całkiem prawdopodobnie nie dożyłby wizyty na tym przeklętym okręcie, bo poległby na Beltane lub podczas jednej z licznych akcji Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
Na odwet nie musieli dużo czekać. Chociaż czar Erika zdziałał równie wiele co zaklęcie Geraldine, tak ich przeciwnik najwyraźniej nie miał zamiaru tolerować nawet nieudanych prób sprzeciwu. Impet magicznego uderzenia był na tyle duży, że popchnął Longbottoma w tył, prosto na jeden z metalowych stolików. Niestety, nie miał na tyle szczęścia, aby uderzyć o niego plecami. Zamiast tego poleciał głową do przodu, a żeby być bardziej konkretnym nosem. Zabolało. Jak to do jasnej cholery zabolało.
— Kurwa — wybełkotał, trzymając się za krawiący nos. Jego twarz była zaczerwieniona i momentalnie spuchła, zaś w oczach zastygły łzy. — Ostatnio... Chyba tylko takie mam.
Skorzystał z pomocy panny Yaxley, co by podnieść się na nogi. Nie rzucił się jednak do ich przeciwnika, a zamiast tego wykorzystał jego przemowę, aby namierzyć i odzyskać swoją różdżkę. Nie zignorował żywego trupa kompletnie, jednak nie było mu łatwo połączyć kropek. Słowa „budzić się” i „znowu przeżyć koszmar” przykuły jednak jego uwagę. Czy tak działo się za każdym razem, gdy statek zjawiał się na powierzchni? Poszukiwawcze wrażeń byli zmuszani zobaczyć wspomnienia tych, którzy tu zmarli, jak w jakiejś chorej pętli czasu?
— Jakoś wątpię, aby to miało pomóc — Wywrócił oczami na komentarz przyjaciółki. — Chcesz cały statek pełen takich... Jak on? — Wskazał czubkiem różdżki na żywego trupa. — Powinniśmy...
Nie miał szansy podzielić się swoją wizją, gdyż Geraldine nieoczekiwanie przejęła inicjatywę i... wybiegła z sali restauracyjnej. Erik zamrugał, przez dobre kilka sekund analizując jej ostatnie słowa. Cóż... Zostanie sam na sam z trupem, który nie miał nad sobą kontroli, zdecydowanie nie było czymś dobrym.
— Ona ma rację, Victorio — rzucił, przystając na moment przy Lestrage. — Nie możemy się nawet przed nim bronić, a on wyraźnie może nam zrobić krzywdę. Powinniśmy stąd iść.
Licząc w duchu, że kobieta zamknie ich pochód, Erik pokuśtykał za Geraldine w stronę klatki schodowej, która mogłaby poprowadzić ich w jeszcze głębsze trzewia Perły Morza.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞