Czemu tka się działo?
Czemu zawsze wszystko musiał zepsuć w swoich rękach, nawet jeśli się starał? Ale zawsze to było za mało. Ciągle był za mało. Zbyt kiepski, za mało doskonały. Chciał być sobą, powiedzieć kilka słów więcej, wyznać, że to wszystko jest trudne, że ma z tym problemy. Jego słowa o pieprzeniu z litości wbiły się drzazgą w jego głowę, która przechodziła przez gardło do serca, nie pozwalając powtórzyć tych wulgarnych słów na głos. Czasem trzeba jednak nazywać rzeczy po imieniu. Chciał rozluźnić to napięcie dla siebie, dostał odpowiedź od Philipa, który tak chętnie do niego przylgnął, więc... czemu znowu musiał coś zepsuć? To tylko dlatego, że chciał już iść? Miał zostać, wtedy byłoby lepiej? Więc co miał robić, kim być? Pustka jego głowy zalała się myślami i wpłynęła tam falami. Huczącym i gniewnym morzem, nad którym wirowało burzowe chmury złowrogo odbijające się w niestałych falach.
Opuścił głowę, nie potrafiąc ze wstydu utrzymać kontaktu wzrokowego Philipa i ujął zgięte palce jednej dłoni w drugą, przesuwając nimi nerwowo o siebie wzajem. Rozluźnił palce i spojrzał na swoje dłonie. Więc w końcu jak to było? Można być sobą? A bycie sobą znaczy bycie kim? S o b ą, czy może właśnie tą osobą, którą Philip lubił? Sprowadziłeś wszystko do seksu. Nieprawda... Prawda? Tak, no przecież to była prawda? Tylko czy... naprawdę... Czy to naprawdę było takie jednoznaczne? Został wyrwany ze swojej strefy komfortu przez problemy sercowe Philipa, potem odsunięty - również przez jego problemy sercowe i czemu... No CZEMU? I przede wszystkim - czemu to zawsze musiało być to samo pytanie? Zżerało go żywcem. Wypaczało jego emocje, przeszywało je do cna jak żarłoczne korniki pochłaniające najstarsze z drzew i burzące całe budynki. Może powinien był wylać z siebie złość, może powinien zacząć mówić, a nie milczeć, skoro myśli już powróciły? Wszystko przesuwało się przez sito tego, że nie chciał Philipa zranić, skrzywdzić, nie chciał go rozzłościć bardziej. I kiedy szukał tego, co mogłoby pomóc odkrywał, że nic nie docierało przez to sito do jego rąk. Były po prostu... puste. Zwykłe "przepraszam" jakoś było strasznie miałkie i bezwartościowe.
- Przecież cię zapytałem, czy chcesz... się przyjaźnić, czy cię to zadowala. Powiedziałeś, że nie. Kiedy ci powiedziałem, że nie odpowiada mi życie... takie życie też nie byłeś zadowolony. Kiedy przyciągnąłem cię do siebie byłeś zadowolony. Więc czemu teraz mówisz... czego ty ode mnie chcesz? Co mam zrobić? Mówiłem ci - ty wcale nie chcesz mnie. Chcesz jakieś swoje wyobrażenie mnie, żeby spełnić swoje fantazje. Czy nie tak?! - Podniósł spojrzenie na Philipa z jakąś wręcz... złością, a może lepiej było to określić mianem: rozczarowaniem. Niekoniecznie nim.