— Piękne podsumowanie, Philipie. A już miałem wymyślać na poczekaniu fascynującą opowieść o tym, jak Srebrne Różdżki musiały cię odbić z gniazda czarnoksiężników, ale gdy już tam dotarliśmy, okazało się, że sam sobie poradziłeś, tym samym dołączając do naszych szeregów — wyrzucił z siebie na jednym wdechu Erik, niemalże zawiedziony tym, jak bardzo ich znajomość została spłycona na poczet tej konwersacji. Nie, żeby były tam jakieś niedopowiedzenia. Raczej fakty. Same, suche fakty. — Myślę, że reporterzy pokochaliby tą wersję historii. Może kółko aktorskie w Hogwarcie wystawiłoby na ten temat sztukę w przyszłym roku szkolnym?
Erik wprawdzie nie miał pojęcia, kto obecnie zajmował się organizacją takich przedsięwzięć w murach Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, jednak wiedział jedno: wielkie, rozbuchane historie się sprzedawały. Między innymi dlatego „wystawienie Erika Longbottom na sprzedaż przez jego siostrę” brzmiało dla pismaków dużo bardziej zachęcająco niż „burzliwa licytacja kolacji z brygadzistą Longbottomem”. Na tym postanowił zakończyć swój wywód, kiwając uprzejmie głową Laurentowi na powitanie, aby koniec końców uścisnąć jego dłoń.
— Miejmy nadzieję, że przyjdzie nam niedługo porozmawiać w mniej kontrowersyjnych okolicznościach — odezwał się do Prewetta z dokładnie wyważony, uprzejmym uśmiechem. — Najlepiej gdzieś, gdzie nikt się zaraz nie będzie strzelał zaklęciami bez opamiętania.
Inni mogli postrzegać to przedstawienie, jako spotkanie towarzyskie i okazję do tego, aby wymienić się kilkoma gorącymi plotkami, jednak Erik widział to nieco inaczej. W klatce – arenie – miały zmierzyć się dwa lwy – Louvain i Philip – a publiczności zależało przede wszystkim na tym, aby się dobrze bawić. I zapewne mało kto poza głównymi pojedynkującymi się i ich sekundantami nie był szczególnie zainteresowany tym, jaki koniec końców będzie wynik ich potyczki, tak długo, jak będą się dobrze bawić przy drogim alkoholu. Erik z trudem powstrzymał się od głębokiego westchnięcia. Czy jeśli jego własna sława jeszcze wzrośnie, to będzie musiał też znaleźć sobie jakiegoś rywala, z którym będzie mógł się potyczkować ku uciesze gawiedzi?
Pojawienie się Eden na widowni nie umknęło uwadze Erika, który wyłączył się z rozmowy, tylko po to, aby rozejrzeć się, czy przypadkiem nie towarzyszy jej Elliott. Tak jednak nie było. Może zagubił się gdzieś w szatni? Lub został z tyłu? Nie miał pojęcia, ale i tak [u]uniósł dłoń w geście powitania, co by pozdrowić blondynkę. Co jak co, ale nie powinna mieć problemu z tym, aby go dostrzec. Takich gigantów ciężko było przeoczyć.
— Powodzenia, Philipie. I obyś ich nie potrzebował — odezwał się na odchodne, gdy Lestrange i Nott koniec końców zostali zmuszeni do tego, aby oficjalnie rozpocząć widowisko.
Tymczasem Erik został w okolicy trybun, czujnie obserwując. Starał się nie myśleć o tym, co się stanie, jeśli faktycznie przyjdzie mu zająć miejsce Philipa na arenie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞