03.10.2023, 07:39 ✶
- Do Kniei chyba i tak nie wejdą, ale jeśli widma wyjdą do nich gdzieś na obrzeża... - westchnęła Brenna. Tak, taki eksperyment dałby im pewną wiedzę, na przykład czy widma interesuje tylko życie czy też magia, i mugoli zostawią w spokoju. Ale Brenna, nawet jeśli o tym pomyślała, nigdy by czegoś takiego nie zrobiła.
Uśmiechnęła się do kuzynki, gdy ta powiedziała, że nawet nie jest zdziwiona. Zastanawiała się, co ta powiedziałaby, gdyby usłyszała i resztę historii, czyli że Brenna planuje kolejny drobny wypad, wprawdzie nie sama, ale wciąż. Zrobić zdjęcia. Powęszyć jako wilk. Zabrać rzeczy Mildred z domu i gdzieś ukryć. Może nawet wspomniałaby o tym, ale najpierw postanowiła odpowiedzieć na inne pytania.
- Myślę, że nie zostaniemy nowymi najlepszymi przyjaciółmi, one i ja, więc chyba tylko babeczki z wywarem żywej śmierci, by sprawdzić, czy po nich padną - powiedziała półżartem, półserio. Bo gdzieś tam nasunęła się jej myśl... Że a może? Skoro jadły z talerzy i misek pani Found? Ale nie, to byłoby zbyt proste, niestety, a tym czym one się żywiły, tak naprawdę była przecież energia, nie witaminki. - W ogóle nie chcą ze mną rozmawiać, wyobrażasz sobie? To naprawdę oburzające, przynajmniej moim zdaniem.
Nie zdążyła już podzielić się swoimi wspaniałymi planami. Szelest i czyjeś głosy skutecznie zwróciły jej uwagę. Brenna ruszyła od razu razem z kuzynką, dłoń odruchowo wsuwając do kieszeni, by zamknąć palce na różdżce. Nie zobaczyły jednak żadnych widm - właściwie to ich Brenna się nie spodziewała, były na granicy lasu, w pobliżu zabudowań, a rzut kamieniem od nich kręciła się druga grupa Brygadzistów z plakatami - a jedynie parę, stojąca na skraju lasu. Nie kojarzyła ich, mogli więc być to jacyś przejezdni albo mugole z innego krańca Doliny, niezbyt chętni do kontaktu lub przybyli tutaj czarodzieje... chociaż ich mugolskie stylizacje były bardzo udane.
Ani kobieta, ani mężczyzna nie zwrócili uwagi na podchodzące do nich Brygadzistki. Oboje wpatrywali się... w niebo. Brenna odruchowo zadarła głowę, sprawdzając, co zobaczy, ale był tylko błękit i słońce.
- Przepraszam? Czy wszystko w porządku? - zapytała głośno, ruszając w ich stronę. Mężczyzna jakby ocknął się i spojrzał wreszcie na nie. Zdawał się... zafascynowany. A jego towarzyszka, która nie opuściła głowy... wstrząśnieta?
- Dzień dobry... dobry wieczór? - rzucił trochę nerwowym tonem, a jego wzrok zaraz znów uciekł w górę. - Niezwykły widok, prawda?
Brenna przygryzła lekko wargę, pełna złych przeczuć, bo ona nic nie widziała... najwyraźniej pogłoski były prawdziwe.
- Co takiego państwo widzą?
Uśmiechnęła się do kuzynki, gdy ta powiedziała, że nawet nie jest zdziwiona. Zastanawiała się, co ta powiedziałaby, gdyby usłyszała i resztę historii, czyli że Brenna planuje kolejny drobny wypad, wprawdzie nie sama, ale wciąż. Zrobić zdjęcia. Powęszyć jako wilk. Zabrać rzeczy Mildred z domu i gdzieś ukryć. Może nawet wspomniałaby o tym, ale najpierw postanowiła odpowiedzieć na inne pytania.
- Myślę, że nie zostaniemy nowymi najlepszymi przyjaciółmi, one i ja, więc chyba tylko babeczki z wywarem żywej śmierci, by sprawdzić, czy po nich padną - powiedziała półżartem, półserio. Bo gdzieś tam nasunęła się jej myśl... Że a może? Skoro jadły z talerzy i misek pani Found? Ale nie, to byłoby zbyt proste, niestety, a tym czym one się żywiły, tak naprawdę była przecież energia, nie witaminki. - W ogóle nie chcą ze mną rozmawiać, wyobrażasz sobie? To naprawdę oburzające, przynajmniej moim zdaniem.
Nie zdążyła już podzielić się swoimi wspaniałymi planami. Szelest i czyjeś głosy skutecznie zwróciły jej uwagę. Brenna ruszyła od razu razem z kuzynką, dłoń odruchowo wsuwając do kieszeni, by zamknąć palce na różdżce. Nie zobaczyły jednak żadnych widm - właściwie to ich Brenna się nie spodziewała, były na granicy lasu, w pobliżu zabudowań, a rzut kamieniem od nich kręciła się druga grupa Brygadzistów z plakatami - a jedynie parę, stojąca na skraju lasu. Nie kojarzyła ich, mogli więc być to jacyś przejezdni albo mugole z innego krańca Doliny, niezbyt chętni do kontaktu lub przybyli tutaj czarodzieje... chociaż ich mugolskie stylizacje były bardzo udane.
Ani kobieta, ani mężczyzna nie zwrócili uwagi na podchodzące do nich Brygadzistki. Oboje wpatrywali się... w niebo. Brenna odruchowo zadarła głowę, sprawdzając, co zobaczy, ale był tylko błękit i słońce.
- Przepraszam? Czy wszystko w porządku? - zapytała głośno, ruszając w ich stronę. Mężczyzna jakby ocknął się i spojrzał wreszcie na nie. Zdawał się... zafascynowany. A jego towarzyszka, która nie opuściła głowy... wstrząśnieta?
- Dzień dobry... dobry wieczór? - rzucił trochę nerwowym tonem, a jego wzrok zaraz znów uciekł w górę. - Niezwykły widok, prawda?
Brenna przygryzła lekko wargę, pełna złych przeczuć, bo ona nic nie widziała... najwyraźniej pogłoski były prawdziwe.
- Co takiego państwo widzą?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.