Wielu potrafi tylko narzekać, a sami niewiele zrobią. Skoro mężczyzna uratował starszego pana, przed stratowaniem, wezwał pomoc, to czego jeszcze oczekiwał? Uzdrowiciel pojawił się tak szybko jak tylko mógł. Nie mieli na miejscu więcej personelu, nie spodziewając się takiego zbiegu okoliczności, że dojdzie do zamieszek i pójdą w ruch zaklęcia. W takiej sytuacji trzeba było także zachować zimną krew. Laurence był wołany wszędzie. Póki odratowana istota żyła, lepiej by przeszła dodatkowe badania, dla pewności, czy tylko zaklęciem oberwała, czy zdążyło jej się coś jeszcze stać. Stojący tutaj sportowiec - nie pomagał. Był zapytany wcześniej o to, co się wydarzyło. Gdyby opowiedział, że widział jak ów starszy człowiek oberwał zaklęciem i upadł, być może byłoby prościej wiadomo jak zadziałać. Kto wie, czy było to tylko jedno zaklęcie? A może już wcześniej ktoś go stratował?
Przy takich pytaniach, Lestrange też musiał zachować spokój. W tej sytuacji tylko przytomni i najmniej poszkodowani mogli wrócić do domu. Reszta rannych poważniej i nieprzytomnych, lepiej aby trafiła od razu pod specjalistyczną opiekę medyczną w Mungu. Tutejsze warunki nie pozwalały na spokojne ocucenie i zapytania „Jak się pan czuje”, „Czy chce pan wrócić do domu?” To była sytuacja kryzysowa, w której trzeba od razu działać i odsunąć wszystkich od niebezpiecznego terenu.
Na pytanie Laurence, nie odpowiedział, tylko krótko i poważnie spojrzał. Jakby może chciał zasugerować, że mając uprawnienia uzdrowiciela, wie co robi. Na szczęście stojący i narzekający obywatel pomógł z przetransportowaniem i Laurence mógł oddać pod opiekę starca innej grupie.
Laurence polecił aby mężczyzna oddalił się i wrócił do domu, gdyż jak było można zaobserwować, było niebezpiecznie.Skutecznie Pan Nott się oddalił.
Lestrange skierował się do kolejnego rannego, z raną rozciętą na ramieniu, opatrzył go dość szybko, jak na tutejsze warunki i oddelegował z innym obywatelem do szpitala. Ranę trzeba oczyścić i zaleczyć, a tutaj nie ma na to czasu. Wydawał na okrągło polecenia. Używał zaklęć ochronnych i odbijające zaklęcia, ratując charłaków. Ci w podzięce oddalali się jak to było szybko możliwe.
Gdy zdawało się, że zamieszki mogłyby zostać już stłumione, w innym miejscu się nasiliły. Aurorzy zjawili się tam natychmiast i dwóch uzdrowicieli, w tym Laurence.
Aurorzy szybko zadziałali, oddzielając bijących się, petryfikując agresywnych. Laurence z asystentem zajęli się rannymi. Wtedy dostrzegł leżące czyjeś ciało. Podszedł i cicho westchnął, kiedy rozpoznał mężczyznę. Musiał dostać zaklęciem paraliżującym, skoro nie mógł się poruszać, ale pozostawał przytomny. Laurence rzucił przeciw zaklęcie i jeżeli to była klątwa, mogło nie zadziałać.
- Pomóż mi.Zwrócił się do swojego asystenta. Wyczarował nosze i przetransportowali ciało mężczyzny.
- Do szpitala. Tutaj nic nie zrobimy.
Polecił i młody z lewitującymi noszami, na którym leżało ciało Notta, skierował się w kierunku szpitala.