Egoizm nie był czymś, co by opisywało Laurenta. Nawet ten zdrowy. Był wręcz niezdrowo podatny na rozdawanie cząstek siebie na prawo i lewo, starając się jakoś utrzymać w tym balans i też myśleć o tym, czego sam potrzebuje, ale koniec końców wychodziło to właśnie tak - nijak. Okazywało się, że w zasadzie działało to tym gorzej, kiedy ktoś w zasadzie martwił się o to, żebyś również utrzymywał dobre samopoczucie. I jednocześnie nie potrafi zupełnie się o to zatroszczyć, jak w przypadku Philipa. Ponieważ kiedy ktoś tylko i wyłącznie brał i nawet niczego więcej nie oczekiwał to łatwo było się odciąć. Jak walka z wyjątkowo upierdliwym pasożytem, który się do ciebie przykleił - odrywasz go w końcu sam, albo z czyjąś pomocą i idziesz dalej. Tutaj tego nie było. Może to on za bardzo mydlił sobie oczy, a może to Philip wierzył w rzeczy niemożliwe sądząc, że naprawdę mogą wokół nich rosnąć stokrotki i latać motylki. To był ten główny problem - Laurent widział perspektywy, albo raczej ich brak. Wyjątkowo nie potrafił dojrzeć optymizmu w swoich nadziejach na związek. Philip myślał o jutrze, pojutrze co najwyżej, a może tym, co będzie za tydzień. To był "jakiś" wgląd w przyszłość, ale za mały. Zbyt krótki.
Nie pojawiło się odepchnięcie. Nie był nawet pewien, czy chce tego pocieszenia w takiej formie, czy może wolałby od dotyku stronić i kontaktu fizycznego, żeby wyjść z tego wszystkiego z jak najwyżej uniesioną brodą. Mądrość to właśnie miała do siebie, że zazwyczaj przychodziła po fakcie. Za późno, żeby powstrzymać obrażenia, jakie powodowały emocje cisnące słowa na język. Czasem po takich sytuacjach słowo "przepraszam" to rzeczywiście za mało. Nie tutaj. To bolało tak bardzo, bo Laurent miał wrażenie, że to wszystko prawda. Jednocześnie wcale tak nie uważał, bo przecież to co, co się tutaj wydarzyło, było zupełnie prawdziwe i wcale nie ograniczało wszystkiego do fizycznego zbliżenia. Niczego innego się jednak po sobie nie spodziewał - był obrzydliwy, robił obrzydliwe rzeczy i doprowadzał do pokusy, która potem rozkwitała jak liść dzbaneczka.
- Oszalałeś? Nie będę nikogo bić... - To była zupełna abstrakcja, nigdy dotąd nie podniósł na nikogo ręki, nie widział powodu, dla którego tutaj miałoby być inaczej. To, czy ktoś coś źle powiedział czy też nie... co niby miało być usprawiedliwieniem dla przemocy? Niektórzy lubili ulżyć swoim emocjom, mieli w sobie nadmiar energii, potrzebowali sportu w takiej postaci. Spotykali się więc w warunkach, gdzie mogli przeprowadzić pojedynek odpowiednio kontrolowany - chociażby po to były kluby, które pozwalały na takie spotkania. Ale i wiele innych miejsc, gdzie można było zakosztować faktycznej przemocy fizycznej. Laurent tego nie rozumiał, co za to rozumiał to to, że ludzie byli różni i akceptował to. Czego już zaakceptować nie mógł to tego, że ludzie krzywdzili siebie wzajem dla samej krzywdy. - Nie jesteś... źle się o sobie wysławiasz. - Jakoś słowo "palant" też nie mogło przejść przez jego gardło. Spoglądał jak Philipa, kiedy ten podszedł i przysiadł obok, a teraz ledwo kątem oka widział jego profil. - Owszem, czasem tak jest, nie da się tego uniknąć. Nie ma niczego złego w tym, że coś się nie uda. Złe może być tylko ustosunkowanie wobec tego. - Nie był zły dlatego, że coś się nie udało, że jednak Philip nie był zadowolony. Owszem, było mu przykro i byłoby, ale normalna komunikacja nie eskalowałaby w coś tak paskudnego i parszywego. Tak samo jak nie zamierzał ganić czy krytykować potrzeb Philipa, ale fakt - to nie była miłość. Ale pieprzenie z litości? Och, słodki Boże... dopomóż, jeśli słyszysz.
- Nadal nie rozumiem, czemu byłeś taki zły. - To nawet nie było bycie po prostu niezadowolonym. To było coś więcej. O wiele więcej. - Ufam ci. Wierzę w twoje słowa. Wchodząc już do tego mieszkania wiedziałem, że to się nie może skończyć inaczej i nie chodzi tylko o ciebie. Pytałeś, jak to się ma do moich słów i nie wiem. Philipie, nie wiem... - Chciałby to wyjaśnić, ale nie potrafił, bo sam tego nie rozumiał. - Czy to jest w ogóle wybór? Nie chcę cię ani złościć, ani smucić, ale nie chcę tu zostawać. Musze ochłonąć z tych emocji. I nie mogę wywracać swojego całego dnia, zarezerwowałem czas na śniadanie. To byłoby po prostu nieodpowiedzialne. - Już pomijając nawet kwestie konieczności wydostania się stąd, tego duszącego, irracjonalnego zresztą, to była kwestia po prostu tego, że Laurent miał swoje sprawy do załatwiania. Choć nie bardzo wiedział, czy miały szansę teraz wyjść, kiedy był w takim stanie. - Nie odmawiam dlatego, że nie chcę z tobą spędzać czasu. - Miał naprawdę nadzieję, że Philip był w stanie to zrozumieć, starał się to przekazać najbardziej delikatnie, jak tylko potrafił.