Elaine nigdy nie chciała wprowadzać Stanleya w zakłopotanie – w końcu chciała od niego pomocy, a nie sprawiać mu problemów, że za dużo mówił. To było nawet urocze, że tak łatwo było od niego coś wyciągnąć, ale sama Bellówna nawet tego nie zauważyła. Dla niej było wręcz naturalne, że gdy zadawała pytania ludzie na nie odpowiadali – nie widziała w tym nic złego, lubiła zdobywać wiedzę, a inne osoby były idealnym źródłem.
Zaśmiała się cicho mrużąc przy tym wesoło oczy, gdy wspomniał o rozwścieczonym tłumie. Raczej nic takiego się nie stanie, w cyrku nie takie rzeczy się działy, ale miała nadzieję, że to coś zostanie w końcu rozwiązane, aby każdy mógł spokojnie spać. Ona na pewno znowu będzie miała większe problemy ze zaśnięciem, a ciemność będzie jeszcze bardziej ją prześladować. Brak światła ją przerażał, lubiła otulać się promieniami słońca, czy też sztucznym światłem lamp, albo świeczek. Mrok ją przerażał, powodował, że zimny pot spływał jej po plecach, paraliżował ją w taki sposób, że czasami nie potrafiła się ruszyć, a teraz? Gdy wiedziała, że w mrokach jej snów może czaić się psychopatyczny morderca? Będzie jeszcze ciężej. Nie chciała jednak zarzucać Stanleya większą dawką zmartwień, więc nie miała zamiaru mu tego pokazać, ani powiedzieć. Wolała odciągnąć go od tej sprawy na chwilę, bo zdecydowanie spędzało mu to sen z powiek.
– Dobrze, możesz podesłać – kiwnęła głową. – Jeśli będę mogła jakoś pomóc to mów, chętnie ci pomogę – zadeklarowała i była to czysta prawda. Zawsze chciała pomagać innym ludziom, zawsze chętnie wystawiała dla nich serce, aby mogli z niego skorzystać w taki sposób w jaki pragnęli. Lubiła być potrzebna, to było jej miejsce i jej konik.
– Ta osoba na pewno to doceni – wiedziała jak to jest poświęcać siebie, aby inni byli zadowoleni. Elaine w pewnym sensie po to żyła, aby być dla innych, aby im pomagać i służyć, aby zadowalać ich oczy, aby sprawiać im sporo przyjemności z obcowania z nią. – Nie możesz jednak przesadzać ze zmartwieniami, bo zaszkodzisz sobie. Musisz być silny – dodała – a zmartwienia sprawią, że zapomnisz o sobie, a to też źle – uśmiechnęła się do niego ciepło mając nadzieję, że ją zrozumie.
Kiwnęła energicznie głową i wyprowadziła go z przyczepy. Zaprowadziła go pod jedyne okno, z którego mógł skorzystać włamywacz.
– Musiał wejść tutaj, prawdopodobnie z tamtej strony – wskazała drzewa, inna droga prowadziła od strony innych przyczep, więc musiałby go ktoś zobaczyć o ile był osobą materialną.