Armand pokiwał mądrze głową na słowa swojego Szeffa, chociaż było to takie trochę kiwanie dla picu. W końcu dobrze wiedział, od czego tu jest i od czego będzie, co nie zmieniało jego życzeń co do rzeczywistości. A życzenia były takie, że wolał jednak dotykać fajnych panienek, a nie jakiegoś zboczeńca-faceta. Tak, tak, tym zboczeńcem był właśnie ten denat, którym się teraz zajmował. Prócz ich wymian zdań panowała tutaj cisza, szczególnie kiedy Krystyna sobie poszła i przestała stukać obcasami i przeszkadzać ewentualnym marudzeniem. Co fakt to fakt - Augustus rzeczowo brzmiał i w zasadzie to z tym by się nawet młodziak zgodził, że byłby dobrym nauczycielem. W zasadzie... był. Bo przecież od niego właśnie sam Armand się uczył.
- Heee? - Znowu mężczyzna gotów był prawie wyjąć sobie gałki oczne z oczodołów i rzucić nimi w Augustusa. Albo nawet nie musiał wyjmować, prawie same wyleciały. A on coś za mocno naciął i prysnęła śmierdząca ciesz. - O kurwa... - Mruknął do siebie i błyskawicznie wręcz przycisnął nacięcie, żeby nie pryskało. I wziął różdżkę, żeby jednym machnięciem to zatamować, a potem drugim siebie oczyścić. I ciało też. Zerknął tylko dla pewności na Rookwooda, czy aby na pewno ten niczego nie zauważył. Całość trwała w końcu parę sekund. Wręcz sam był z siebie dumny, że tak szybciutko zareagował. Niepewnie spojrzał na to pośpieszne zatkane czarem... i chyba będzie musiał to zszywać. Albo cudować czarami... Albo coś? Ostatnie - zapyta. Ale to w ostateczności. W sumie to nic się nie staaaało, Agustus by zrobił z igły widły. - Szeffie, ale ja nie lubię kopać w ziemi za kościami. - Wyznał całkiem szczerze, jakby w tym wykładzie to właśnie był najbardziej istotny element. No... a nie był?
- Noo... Szeffie, widzę różnice. One ewidentnie walczyły. A on tu nawet pyłku nie ma. To się jakoś nie kleei, nie... - Ano właśnie - ale jednak z jakiegoś powodu Armand tutaj był. Może i był fajtłapą, dziwakiem, peplał dziwne rzeczy, bo chyba tak naprawdę nigdy narkotyki do końca nie opuszczały jego krwi, ale coś tam w głowie miał. I przede wszystkim - był naprawdę bystrym obserwatorem. Może dlatego, że dla niego wszystko wydawało się możliwe, włącznie z tym, że trup mógł się ożenić z dwójką kobiet na raz. Ale co sądził na ten temat tak naprawdę? Nic konkretnego. Ale to, co powiedział, sugerowało, że chciał drążyć temat. Szukać prawdy, która niekoniecznie mogła być wygodna. Bo, na przykład... - Tu mogły mieć udział też osoby trzecie. - Aaa, no właśnie. Na tym świecie mało co było zupełnie proste. Co zaś nie interesowało Augustusa to prawda. Ponieważ dostał wyraźne wytyczne, co miało się znaleźć w raporcie. I również gdyby to było takie oczywiste to by nie pojawiło się polecenie prosto od Czarnego Pana.
- A-aha. - Wydukał z siebie, patrząc jak Augustus staje obok niego i wciska mu w zasadzie część raportu do rąk. Zrobił dziwną minę sugerującą, że zastanawia się nad tym, co do niego powiedziano, spojrzał jeszcze raz na kobiety, potem na trupa, którego analizował... i wzruszył ramionami. - Ta jest, Szeffie. - W końcu kim on kurwa był, żeby się kłócić z Augustusem? Albo inaczej - ile oni mu płacili, żeby robić wnikliwe analizy? Armand głupi nieee był. Może nie był za mądry, ale głupi też nie.
- Szeffie, to się nazywa prawdziwa przerwa od ciężkiej pracy! - Uśmiechnął się szeroko, wręcz rozmarzony. Po oględzinach, które w zasadzie po słowach Agustusa miały wiele sensu, ściągnął rękawiczki, fartuch, złożył to wszystko i usiadł na krzesełki, żeby przepisać swoje obserwacje na raport i podpisać go. - Gotowe. Łatwo. Możemy iść chillować, Szeff. - Teraz tylko złożyć to na biurku Krystyny.