03.10.2023, 15:44 ✶
Niektórzy na przyjęciach czuli się dosłownie jak ryby w wodzie. Tak jakby od brylowania na salonach zależała cała ich egzystencja. Bellamy często nie mógł tego zrozumieć, bo nie wiedział, jak można było celowo zabiegać o uwagę i domagać się atencji. Ale zazdrościł tego. Czasami chciał móc wyjść z cienia, pokazać się światu i nie ukrywać tego, kim jest. W takich chwilach nie obchodziły go konsekwencje, nie interesowało go to, co mogło się z nim stać. Ciężko było wyczuć nastawienie czarodziejskiego świata do pewnych rzeczy, jednak niewątpliwie należało zakładać, że nie byłoby ono zbyt przychylne. W końcu najmniejsze odstępstwo od normy było stanowiło dobry powód do ostracyzmu. Jakby wykluczanie kogoś ze społeczności stanowiło prawdziwą rozrywkę. A im ktoś bardziej wpływowy i bogatszy, tym większą frajdę czerpał z tego typu rzeczy. Rozmyślanie o tym często otrzeźwiało Bellamy’ego z jego zapędów. Nie miał bowiem pojęcia, co mógłby ze sobą zrobić, gdyby rzeczywiście postanowił urzeczywistnić swoje pragnienia. Czy jego własna rodzina i przyjaciele odwróciliby się od niego? Czy musiałby wtedy znaleźć nowych kompanów wśród niepewnego i szemranego środowiska? Czy musiałby zrezygnować ze znanych sobie wygód? W głębi duszy nie chciał poznawać odpowiedzi na te pytania.
Dlatego też postanowił podziwiać brylujących z daleka i nie starać się dołączać do ich grona. Podziwiał więc wszystkich wokół, starając się udawać, że jest to miejsce, do którego i on pasuje. Zapewne trwałby w takim stanie jeszcze długo, gdyby nie znajomy, melodyjny głos, wołający jego imię. Łokieć wbity miedzy żebra dodatkowo go otrzeźwił.
– Panna Lestrange – odpowiedział jej z uśmiechem na ustach. Loretta była intrygującą postacią, której Bellamy nie potrafił jednoznacznie określić. Nie wiedział, czy mógł nazwać ją swoją przyjaciółką, wiedział jednak, że nie była mu całkowicie obojętna. Nie śpieszyło mu się jednak z definiowaniem ich relacji. Uważał, że to, co ich łączyło, idealnie nadawało się do nieposiadania konkretnej nazwy. – Mam wrażenie, że kieruje tobą nuda, której nie jesteś w stanie się pozbyć… z resztą wcale ci się nie dziwię – mruknął, nie wiedząc, czy odpowiada na jej pytanie. – Alkohol pewnie też odgrywa tutaj pewną rolę – dodał szybko, zauważając kolejny kieliszek w dłoniach kobiety.
– Tak myślałem, że ostatnie wydarzenia nie ukryją cię na długo – zaśmiał się cicho, przywołując wspomnienie pojedynku. Napił się kolejnego łyka szampana.
Dlatego też postanowił podziwiać brylujących z daleka i nie starać się dołączać do ich grona. Podziwiał więc wszystkich wokół, starając się udawać, że jest to miejsce, do którego i on pasuje. Zapewne trwałby w takim stanie jeszcze długo, gdyby nie znajomy, melodyjny głos, wołający jego imię. Łokieć wbity miedzy żebra dodatkowo go otrzeźwił.
– Panna Lestrange – odpowiedział jej z uśmiechem na ustach. Loretta była intrygującą postacią, której Bellamy nie potrafił jednoznacznie określić. Nie wiedział, czy mógł nazwać ją swoją przyjaciółką, wiedział jednak, że nie była mu całkowicie obojętna. Nie śpieszyło mu się jednak z definiowaniem ich relacji. Uważał, że to, co ich łączyło, idealnie nadawało się do nieposiadania konkretnej nazwy. – Mam wrażenie, że kieruje tobą nuda, której nie jesteś w stanie się pozbyć… z resztą wcale ci się nie dziwię – mruknął, nie wiedząc, czy odpowiada na jej pytanie. – Alkohol pewnie też odgrywa tutaj pewną rolę – dodał szybko, zauważając kolejny kieliszek w dłoniach kobiety.
– Tak myślałem, że ostatnie wydarzenia nie ukryją cię na długo – zaśmiał się cicho, przywołując wspomnienie pojedynku. Napił się kolejnego łyka szampana.