Ułożył w końcu głowę na barku Philipa, przylegając do niego po tym objęciu. Znowu tonąc w jego zapachu - woni jego skóry, mydła, jakiego używał i jego szamponu. Chciałby niczego nie mówić. Chciał nie słuchać. Nie chciał w zasadzie tych rozmów, nie chciał tej walki i szamotaniny. Nie potrzebował tego. Wątpliwości, niepewności i niestabilności emocjonalnej. Nie potrzebował brnięcia w fantomową relację, która mogła się rozmyć i sprowadzić tragedię pod jednym błyskiem aparatu. Chciał za to obecności Philipa i... chyba chciałby, żeby było jak wcześniej, tylko jednocześnie trochę inaczej. Trochę bardziej słodko, trochę bardziej... jak w tej chwili. Wyrozumiale? Bliżej? Czy żeby wskoczyć sobie do łóżka trzeba odczuwać miłość? Laurent dawno nie miał takiego odczucia, jak w tej jadalni. Że wcale nie chciał, nie czuł tych przyjemnych motylków w brzuchu, tylko zwykłe, obnażone z odczuć pożądanie. To nie było to, czego szukał. I najwyraźniej Philippowi też przyszło się przekonać, że istniała spora różnica między seksem a seksem - nawet z tą samą osobą.
Odetchnął i zamknął oczy, rozluźniając się. Nie odpowiadał. Nie miał na to sił ani ochoty. To go przerastało i... chciał przez moment zostać w tej chwili. W tej ciszy. Wiedział, że Philip jej za bardzo nie lubił, zawsze znajdowany był temat, żeby ją czymś przytłumić i zajął. Ale cisza naprawdę potrafiła być jak lekarstwo. Przesuwał język po tej czekoladce, która rozpuściła się finalnie w jego ustach. Niby miała dodawać energii, ale Laurent czuł się z niej zupełnie wydrylowany. W zasadzie to mógł się położyć na tej kanapie i zasnąć.
Nie wiedział, ile minęło czasu, czy to była jakaś minuta, czy może piętnaście. W końcu powoli się podniósł, odsunął i znów odruchowo zaczął poprawiać swoje włosy, koszulę - wyuczone gesty, które stały się już wręcz bezmyślne. Potarł zmęczone i znużone oczy, którymi musiał dalej patrzeć na ten świat w ramach chyba jakiejś kary. Przecież tak bardzo chciał trzymać się jednego z krańców tęczy.
- Rady, mój miły, zazwyczaj nie są uniwersalne. Odnoszą się do możliwości drugiego człowieka i jego charakteru. - A on był trochę hipokrytą, prawda? Przynajmniej zdawał sobie z tego sprawę, że nie potrafił się ustosunkowywać do własnych rad. - Przepraszam cię za ten melodramat. Nie chciałem tego... zniżać... tylko do seksu. - To, że coś się stało, nie przekreślało tego, co było wcześniej. - Nie gniewam się na ciebie, Philipie. Bardzo doceniam twoje przeprosiny. - Uśmiechnął się do mężczyzny, ale bardzo delikatnie, uśmiechem zmęczonym i mimo wszystko smutnym, w końcu spoglądając w jego niebieskie oczy. - Dziękuję. Również nie wahaj się wysłać sowy. - Powoli skierował się do drzwi, odprowadzony przez Philipa i ulice Londynu pochłonęły jego osobę chwilę później.