03.10.2023, 16:23 ✶
Kiwnął głową. Oczywiście prawdziwych przyjaciół poznawało się w biedzie, wyglądało więc na to, że ten pojedynek stanie się idealnym testem dla tego stwierdzenia. Z całą pewnością Bell mógł być spokojniejszy o swojego przyjaciela, wiedząc, że osoba, która miała mu pomagać, została mu polecona. Znaczyło to, że nie był to byle kto.
– Barwne historie pozostawcie na później, na pewno się przydadzą, gdy już wygrasz ten pojedynek Philipie – powiedział. I wiedział, że Erik się nie mylił, jeśli chodziło o historię i miłośników takowych. Któż nie lubił barwnych i emocjonujących opowieści, a im bardziej podniosłe były, tym lepiej się sprzedawały. Co tu się oszukiwać, sam Bellamy uległby tego rodzaju historiom, skoro jego własna nie należała do szczególnie ciekawych.
– Powodzenia Philipie, postaram się wmieszać w tłum – dodał, obdarzając go lekkim uśmiechem. – Miło było cię poznać, Eriku, mam nadzieję, że uda nam się kiedyś porozmawiać dłużej, w nieco bardziej sprzyjających okolicznościach – skłonił się lekko w stronę Longbottoma, po czym ruszył w stronę rozemocjonowanej ciżby. On sam z całą pewnością nie podzielał aż takiego entuzjazmu, bo chociaż pojedynki rzeczywiście stanowiły wyjątkową rozrywkę, to nie uważał, by były dobrym sposobem rozwiązywania jakichkolwiek sporów.
Nie udało mu się ujść zbyt daleko, gdy jego oczom ukazała się znajoma, aczkolwiek mocno zniekształcona sylwetka. Od razu rozpoznał kobietę, nawet jeśli wychudzoną, to ciągle sprawiającą mocne wrażenie. Pewnych rzeczy nie dało się bowiem zniszczyć ani zakamuflować, więc Lorettę rozpoznał od razu, gdy jego oczy na niej spoczęły.
– O proszę, gwiazda tego przedstawienia w końcu się pojawiła – powiedział cicho. Nie był głupi, wiedział, że kobiecie zależało na tym, aby nie ściągnąć na siebie uwagi. A przynajmniej nie w tym momencie. Domyślał się bowiem, że nie mogła ona żyć bez atencji, wiedział jednak, że tę chciała przyciągać na swoich własnych warunkach.
– Nie sądziłem, że się tu pojawisz – mruknął, krzyżując ręce na piersi i spoglądając na ciemnowłosą. – Ostatnie dni chyba niezbyt ci służyły. Nie miej mi tego za złe, wciąż zjawiskowo, ale nie jak ty – dodał. Nie wiedział, co wydarzyło się w jej życiu, więc nie miał pojęcia, co mogło być powodem takiego jej stanu.
– Barwne historie pozostawcie na później, na pewno się przydadzą, gdy już wygrasz ten pojedynek Philipie – powiedział. I wiedział, że Erik się nie mylił, jeśli chodziło o historię i miłośników takowych. Któż nie lubił barwnych i emocjonujących opowieści, a im bardziej podniosłe były, tym lepiej się sprzedawały. Co tu się oszukiwać, sam Bellamy uległby tego rodzaju historiom, skoro jego własna nie należała do szczególnie ciekawych.
– Powodzenia Philipie, postaram się wmieszać w tłum – dodał, obdarzając go lekkim uśmiechem. – Miło było cię poznać, Eriku, mam nadzieję, że uda nam się kiedyś porozmawiać dłużej, w nieco bardziej sprzyjających okolicznościach – skłonił się lekko w stronę Longbottoma, po czym ruszył w stronę rozemocjonowanej ciżby. On sam z całą pewnością nie podzielał aż takiego entuzjazmu, bo chociaż pojedynki rzeczywiście stanowiły wyjątkową rozrywkę, to nie uważał, by były dobrym sposobem rozwiązywania jakichkolwiek sporów.
Nie udało mu się ujść zbyt daleko, gdy jego oczom ukazała się znajoma, aczkolwiek mocno zniekształcona sylwetka. Od razu rozpoznał kobietę, nawet jeśli wychudzoną, to ciągle sprawiającą mocne wrażenie. Pewnych rzeczy nie dało się bowiem zniszczyć ani zakamuflować, więc Lorettę rozpoznał od razu, gdy jego oczy na niej spoczęły.
– O proszę, gwiazda tego przedstawienia w końcu się pojawiła – powiedział cicho. Nie był głupi, wiedział, że kobiecie zależało na tym, aby nie ściągnąć na siebie uwagi. A przynajmniej nie w tym momencie. Domyślał się bowiem, że nie mogła ona żyć bez atencji, wiedział jednak, że tę chciała przyciągać na swoich własnych warunkach.
– Nie sądziłem, że się tu pojawisz – mruknął, krzyżując ręce na piersi i spoglądając na ciemnowłosą. – Ostatnie dni chyba niezbyt ci służyły. Nie miej mi tego za złe, wciąż zjawiskowo, ale nie jak ty – dodał. Nie wiedział, co wydarzyło się w jej życiu, więc nie miał pojęcia, co mogło być powodem takiego jej stanu.