03.10.2023, 17:03 ✶
Bellamy lubił i doceniał prostotę we wszystkim. Wychowując się wśród arystokracji, cały czas było mu wpajane, jak powinien się zachowywać, co robić i mówić, by sprawiać dobre wrażenie. Bo tylko to się tak naprawdę liczyło. Dupont był przekonany, że większość z zaproszonych tutaj gości nie była przyjaciółmi rodziny. Jego ojciec o wielu osobach nie miał najlepszego zdania, ale zaprosił ich tutaj, bo tak wypadało zrobić. Wszystko to było fałszywe, nawet ta cała kurtuazja. Było to jednak coś, co znał i z czym czuł się pewnie. Społeczeństwo w Londynie było jednak inne. Wiele osób go tam nie znało, a jeśli już to znało go od strony sprzedawcy ziółek, a nie francuskiego arystokraty, więc zachowywali się przy nim normalnie. Tak jak zachowywałoby się przy każdym innym człowieku. Bez wyuczonych uprzejmości i fałszywych uśmiechów. Było to świeże, normalne i przyjemne. Czasami jednak miło było znaleźć się wśród tego całego fałszu.
– Bardzo mnie to cieszy, gdybyś jednak czegoś potrzebował, to nie wahaj się z powiedzeniem mi o tym – powiedział, uśmiechając się lekko. Do uszu Bellamy’ego dotarły plotki o romantycznych uniesieniach Philipa i był przekonany, że jeśli mężczyzna by sobie tego życzył, to z pewnością udałoby mu się znaleźć jakąś towarzyszkę. Bo wtedy nie wiedział jeszcze, że Nott raczył się również męskim towarzystwem.
– A masz jakieś godne polecenia miejsca na ten odpoczynek? – zapytał z ciekawością. On sam również lubił podróżować. Najczęściej robił to w miejsca, które cechowały się wyjątkową roślinnością, jednak nie gardził również pięknymi widokami. Odpoczynek był przecież równie potrzebny, co praca. Nie należało o tym zapominać. Bell uwielbiał oddawać się swojej pracy w sklepie babki. Uwielbiał rośliny i czasami, grzebiąc dłońmi z wilgotnej ziemi, miał wrażenie, że staje się jej częścią. Jakby sama natura chciała go pochłonąć lub obdarzyć cząstką siebie. Pracując w ogrodzie, zapominał o całym świecie i o problemach, jakie miał i jakie mogły go spotkać. Było to wyzwalającym przeżyciem.
– Jestem fanem widoku zawodników spadających z mioteł, jednak wy profesjonaliści robicie to wyjątkowo rzadko – zaśmiał się, mając nadzieję, że mężczyzna dobrze odbierze ten żart. Bell nie życzył nikomu źle, jednak ciężko było ukryć mu fakt, że nie widział nic ciekawego w lataniu na miotłach za piłeczkami w jedną i drugą stronę. Upadki rzeczywiście stanowiły wtedy coś interesującego.
– Wydaje mi się, że bardzo ci się tutaj spodoba, zwłaszcza o tej porze roku – pokiwał głową, jakby chciał dodać swoim słowom prawdy i większej pewności. Uważał jednak, że podobnie jak on, Philip odnajdzie w tym miejscu niemały urok. Zresztą każdy, kto się tutaj pojawiał, na długo nie był w stanie zapomnieć tego miejsca. I wspomnienia te nie miały nic wspólnego z ludźmi, którzy tutaj mieszkali.
– Oprowadzę cię, o ile później pokażesz mi swoje zdjęcia – odparł. Taka wymiana wydawała mu się odpowiednia. Zwłaszcza że im więcej zdań zamieniał z Philipem, tym bardziej przekonywał się, że nie miał do czynienia z typowym sportowcem, ale z człowiekiem, który miał coś ciekawego do zaoferowania. To, że był atrakcyjnym mężczyzną, było dodatkowym atutem.
– Przyjdę, muszę cię jednak ostrzec, że moja wyprawa zaczyna się wyjątkowo wcześnie. Uwielbiam obserwować, jak pierwsze promienie słoneczne rozświetlają lawendę – uprzedził, bo jeśli Philip lubił się wysypiać, to albo powinien wcześniej położyć się spać, albo zmienić zdanie, póki mógł to zrobić. Bo Bellamy rzadko nie robił czegoś, co powiedział.
– Nie trzeba mieć specjalnych zdolności do uprawiania roślin, wystarczy cierpliwość i systematyka, ale jesteś sportowcem, więc z całą pewnością posiadasz i jedno i drugie – uśmiechnął się nieco szerzej, zbliżając do mężczyzny.
– Bardzo mnie to cieszy, gdybyś jednak czegoś potrzebował, to nie wahaj się z powiedzeniem mi o tym – powiedział, uśmiechając się lekko. Do uszu Bellamy’ego dotarły plotki o romantycznych uniesieniach Philipa i był przekonany, że jeśli mężczyzna by sobie tego życzył, to z pewnością udałoby mu się znaleźć jakąś towarzyszkę. Bo wtedy nie wiedział jeszcze, że Nott raczył się również męskim towarzystwem.
– A masz jakieś godne polecenia miejsca na ten odpoczynek? – zapytał z ciekawością. On sam również lubił podróżować. Najczęściej robił to w miejsca, które cechowały się wyjątkową roślinnością, jednak nie gardził również pięknymi widokami. Odpoczynek był przecież równie potrzebny, co praca. Nie należało o tym zapominać. Bell uwielbiał oddawać się swojej pracy w sklepie babki. Uwielbiał rośliny i czasami, grzebiąc dłońmi z wilgotnej ziemi, miał wrażenie, że staje się jej częścią. Jakby sama natura chciała go pochłonąć lub obdarzyć cząstką siebie. Pracując w ogrodzie, zapominał o całym świecie i o problemach, jakie miał i jakie mogły go spotkać. Było to wyzwalającym przeżyciem.
– Jestem fanem widoku zawodników spadających z mioteł, jednak wy profesjonaliści robicie to wyjątkowo rzadko – zaśmiał się, mając nadzieję, że mężczyzna dobrze odbierze ten żart. Bell nie życzył nikomu źle, jednak ciężko było ukryć mu fakt, że nie widział nic ciekawego w lataniu na miotłach za piłeczkami w jedną i drugą stronę. Upadki rzeczywiście stanowiły wtedy coś interesującego.
– Wydaje mi się, że bardzo ci się tutaj spodoba, zwłaszcza o tej porze roku – pokiwał głową, jakby chciał dodać swoim słowom prawdy i większej pewności. Uważał jednak, że podobnie jak on, Philip odnajdzie w tym miejscu niemały urok. Zresztą każdy, kto się tutaj pojawiał, na długo nie był w stanie zapomnieć tego miejsca. I wspomnienia te nie miały nic wspólnego z ludźmi, którzy tutaj mieszkali.
– Oprowadzę cię, o ile później pokażesz mi swoje zdjęcia – odparł. Taka wymiana wydawała mu się odpowiednia. Zwłaszcza że im więcej zdań zamieniał z Philipem, tym bardziej przekonywał się, że nie miał do czynienia z typowym sportowcem, ale z człowiekiem, który miał coś ciekawego do zaoferowania. To, że był atrakcyjnym mężczyzną, było dodatkowym atutem.
– Przyjdę, muszę cię jednak ostrzec, że moja wyprawa zaczyna się wyjątkowo wcześnie. Uwielbiam obserwować, jak pierwsze promienie słoneczne rozświetlają lawendę – uprzedził, bo jeśli Philip lubił się wysypiać, to albo powinien wcześniej położyć się spać, albo zmienić zdanie, póki mógł to zrobić. Bo Bellamy rzadko nie robił czegoś, co powiedział.
– Nie trzeba mieć specjalnych zdolności do uprawiania roślin, wystarczy cierpliwość i systematyka, ale jesteś sportowcem, więc z całą pewnością posiadasz i jedno i drugie – uśmiechnął się nieco szerzej, zbliżając do mężczyzny.