04.10.2023, 02:28 ✶
Mimowolnie obejrzał się, kiedy dziewczynka wyciągnęła rękę, by wskazać palcem na jeden ze znajdujących się nieopodal stolików, albo raczej na drzemiącą przy nim kobietę. Jeśli Brenna i jej mąż tak martwili się o swoją pociechę, to może jednak powinni rozważyć zainwestowanie w nieco sprawniejszą niańkę, bo akurat ta konkretna wydawała się już znacząco zmęczona życiem. Z drugiej strony jednak, mała nikomu nie wadziła chyba, zwyczajnie tak siedząc sobie pod tym filarem.
W sumie to nie wiedział jakiej odpowiedzi się po Maddie spodziewał, ale ta której mu udzieliła przypomniała mu, że niekoniecznie za dziećmi przepadał i że czasem były zwyczajnie niepokojące. Uśmiechnął się do niej jednak lekko, gotowy przyjąć na klatę jej odpowiedź, kiwając przy tym głową. Tak, liczyło się, chyba.
- A jak wyglądał ten potwór? - zagadnął, samemu nie wiedząc po co, bo w tym momencie jakoś niekoniecznie było mu spieszno do tego typu żartów. Nie kiedy żyrandol zdawał się przed chwilą niebezpiecznie kołysać, dziwnie ciągnęło go do mężatki obok i...
Wzdrygnął się wyraźnie, mimowolnie wyciągając dłoń w kierunku Brenny, jakby chcąc ją wepchnąć za siebie, ale ostatecznie nie dotknął jej, ten gest zmieniając w koślawą próbę poprawienia kołnierzyka, kiedy po schodach spłynęła woda, a jednocześnie dotarło do niego, że nikt inny nie panikował.
Może to wcale nie była morska woda, a ktoś wylał na górze kubeł wody (bardzo duży, jak widać)? Bo czemu niby morska woda miałaby spływać z góry, zamiast przyjść do nich od dołu? Wzdrygnął się nieco widząc jak Brenna odstawia córkę i zbliża się do schodów.
- Też to widzisz? - wyrwało mu się, kiedy nagle go coś tknęło, że może nie jest sam w tym szaleństwie. - Czujesz? - zapytał, mając jeszcze na myśli słonawy zapach wypełniający nozdrza. Część niego nie chciała wierzyć w to co widział i podejrzewała szaleństwo. Inna jednak czuła niepokój, dziwne przeczucie, które zmusiło go do podniesienia Maddie na ręce, jakby szykując się do szybkiego działania. Do ucieczki i zaalarmowania reszty, jeśli tylko towarzysząca mu kobieta przyznałaby mu rację, zapewniając że jednak nie był wariatem.
W sumie to nie wiedział jakiej odpowiedzi się po Maddie spodziewał, ale ta której mu udzieliła przypomniała mu, że niekoniecznie za dziećmi przepadał i że czasem były zwyczajnie niepokojące. Uśmiechnął się do niej jednak lekko, gotowy przyjąć na klatę jej odpowiedź, kiwając przy tym głową. Tak, liczyło się, chyba.
- A jak wyglądał ten potwór? - zagadnął, samemu nie wiedząc po co, bo w tym momencie jakoś niekoniecznie było mu spieszno do tego typu żartów. Nie kiedy żyrandol zdawał się przed chwilą niebezpiecznie kołysać, dziwnie ciągnęło go do mężatki obok i...
Wzdrygnął się wyraźnie, mimowolnie wyciągając dłoń w kierunku Brenny, jakby chcąc ją wepchnąć za siebie, ale ostatecznie nie dotknął jej, ten gest zmieniając w koślawą próbę poprawienia kołnierzyka, kiedy po schodach spłynęła woda, a jednocześnie dotarło do niego, że nikt inny nie panikował.
Może to wcale nie była morska woda, a ktoś wylał na górze kubeł wody (bardzo duży, jak widać)? Bo czemu niby morska woda miałaby spływać z góry, zamiast przyjść do nich od dołu? Wzdrygnął się nieco widząc jak Brenna odstawia córkę i zbliża się do schodów.
- Też to widzisz? - wyrwało mu się, kiedy nagle go coś tknęło, że może nie jest sam w tym szaleństwie. - Czujesz? - zapytał, mając jeszcze na myśli słonawy zapach wypełniający nozdrza. Część niego nie chciała wierzyć w to co widział i podejrzewała szaleństwo. Inna jednak czuła niepokój, dziwne przeczucie, które zmusiło go do podniesienia Maddie na ręce, jakby szykując się do szybkiego działania. Do ucieczki i zaalarmowania reszty, jeśli tylko towarzysząca mu kobieta przyznałaby mu rację, zapewniając że jednak nie był wariatem.